Opactwo na Ołbinie we Wrocławiu ufundowane przez Piotra Włosta (Włostowica) było jednym z większych w Polsce. Głównym kościołem opactwa była wielka romańska bazylika pw. Najświętszej Maryi Panny – największy romański kościół w Polsce. Wezwanie przemianowano później na św. Wincentego (po sprowadzeniu z Magdeburga relikwii tego świętego), występuje też pod dwoma wezwaniami, przy czym to pierwsze z czasem powoli zanika.
W ramach opactwa istniały trzy kościoły, prócz bazyliki – obok niej od strony zachodniej kościół pw. Michała (być może świątynia pierwotnej osady) – i od wschodniej strony bazyliki – kościół Wszystkich Świętych. Na północno-wschodnim skraju obszaru opactwa, przy dużym dziedzińcu znajdowały się zabudowania, które były początkowo dworem fundatora – Piotra Włostowica i jego żony Marii, a zapewne również jego ojca i dziadka.

Piotr i Maria – fundatorzy
Piotr Włostowic – palatyn i najbogatszy możnowładca Polski. Wspierając Bolesława Krzywoustego zdobył wielkie wpływy, a ogromny majątek pochodził prawdopodobnie z okupu za porwanego podstępem przez Piotra księcia Wołodara z Przemyśla, spokrewnionego z wielkim księciem kijowskim Włodzimierzem Monomachem. Jak podaje kronikarz Herbord, ów skarb wieziony był z Rusi na wozach zaprzężonych w konie i wielbłądach. Za ten niegodny chrześcijanina występek Włost miał zostać obłożony pokutą ufundowania 70 kościołów i 7 klasztorów. Czy tak było – zupełnej pewności nie ma – niemniej jednak potwierdzono dotąd z pełnym przekonaniem ok. 20 jego fundacji – wszystkie pierwotnie były romańskie. Należy do nich m.in. kościół pw. Marii Panny na Piasku czy klasztor na Ślęży. Zresztą zarówno tereny Ślęży, Piasek czy wschodni Ołbin były własnością Piotra.
Żona Piotra, Maria, pochodziła z Rusi (była księżniczką czernichowską), o jej znaczeniu świadczyć może choćby fakt, że na tympanonie fundacyjnym z kościoła Marii Panny na Piasku znajduje się ona i jej syn, Światosław (a więc bez Piotra). Co więcej, podczas badań archeologicznych opactwa na Ołbinie znaleziono elementy świadczące o tym, że budując je stosowano techniki rusko-bizantyjskie (rodzaj cegły czy obecność pieców). Ci wschodni specjaliści mogli przybyć w otoczeniu Marii bądź przy okazji okupu za Wołodara.
O pochodzeniu Włosta mówi się różnie. Z eposu na jego temat, gdzie mowa o tym, że przybył z Dacji, ową Dację niektórzy wiążą z Danią, gdzie po śmierci króla miał przywieźć zawartość królewskiego skarbca. Nawet dziś ród Duninów, za protoplastę którego uważa się Włosta, swojego przodka widzi w duńskim Kanucie Wielkim (wnuku Mieszka I). Epos ów jest jednak raczej jakimś echem okupu przywiezionego ze Wschodu, a Dacją częściej nazywano obszar na wschód od terenów Polski, nie tylko okolice dzisiejszej Rumunii, ale właśnie Ruś (na jednej z map opisanej „Ruś albo Dacja”).
Sądząc po wielu poszlakach, w tym fakt, że wszystkie posiadania Piotra Włostowica pochodzą z obszaru Ślężan, jego ród może mieć lokalną genezą plemienną. Jako miejscowy możnowładca mógł był lennikiem króla polskiego. Pochodził z najpotężniejszego na Śląsku rodu Łabędziów (łabędź=ołbin). Odnaleziona w archiwach klasztoru na Piasku bulla papieska Celestyna III z 9 kwietnia 1193 r. mówi, że Piotr Włost przekazał temu klasztorowi dziesięciny ze wszystkich swoich posiadłości odziedziczonych po ojcu i dziadzie, co wskazuje na lokalne pochodzenie Włostowica.
Oślepienie Piotra Włostowica
Warto tutaj w paru słowach wspomnieć o ostatnich przykrych latach Włosta. Po śmierci Krzywoustego (1138) stał się on wykonawcą jego testamentu, a więc miał dopilnować, by poszczególne dzielnice kraju przypadły poszczególnym synom Krzywoustego. Tymczasem dziedzic dzielnicy senioralnej, Władysław II Wygnaniec, chciał zjednoczyć kraj pod swoim panowaniem, co Włost uważał za zagrożenie wojną domową. W zamku książęcym powstał plan usunięcia Włosta, przy czym szczególny nacisk miała tutaj wywierać żona księcia, Agnieszka.
Główny dramat rozegrał się na dworze Włosta w otoczeniu ołbińskiego klasztoru. Na ślub córki Włosta, Beatrycze, z Jaksą z Miechowa (lub Jaksą z Kopanicy?), przybył rycerz Dobek (Dobiesz). Włost przyjął go z całą gościnnością, a ten zaś w nocy zrealizował swój plan i porwał Włosta z jego komnat, a następnie oślepił i wygnał. Inni sądzą, że także wyrwano Włostowi język (choć może nie, bo po upadku Władysława Piotr odzyskał jeszcze swoje wpływy i wydawał różne dyspozycje). Jak pisze Klose w „Von Breslau”, t. 1, s. 240):
Hrabia Piotr udał się w roku 1148, gdy spotkał go ten srogi los, na wygnanie do braci księcia Władysława; powrócił z nimi i odzyskał swe dobra po tym, jak Władysław, a później Adelheid z synami, musieli opuścić Polskę. W tym czasie wzbogacił zbudowane przez siebie kościoły i klasztory licznymi darowiznami i polecił swym synom, Konstantynowi i Egidiuszowi, by kontynuowali to po jego śmierci. Jego małżonka, rosyjska księżniczka Maria, zmarła w roku 1150, a on sam odszedł 20 lutego 1153 roku. Jego okazały i liczny kondukt pogrzebowy był dowodem na to, jak bardzo Ślązacy cenili i kochali swego nieśmiertelnie zasłużonego namiestnika. Oboje znaleźli miejsce spoczynku w chórze zbudowanego przez niego kościoła św. Wincentego we Wrocławiu.

Rajd po źródłach, List 19 z Von Breslau…
Informacje zawarte w dziewiętnastym liście dzieła „Von Breslau. Dokumentirte Geschichte und Beschreibung” (wyd. 1781) stanowią doskonały przykład warsztatu Samuela Benjamina Klosego. Klose swoje wielkie dzieło historyczne pisał w formie listów-rozdziałów. Choć autor pisał te słowa pod koniec XVIII wieku, jawi się nam jako historyk na wskroś nowoczesny. Klose nie poprzestaje na bezkrytycznym powtarzaniu legend; z ogromną sprawnością porusza się w gąszczu źródeł łacińskich, polskojęzycznych i niemieckich, konfrontując ze sobą relacje m.in. Galla Anonima, Kadłubka, Długosza czy Bogufała.
List ten otwiera głośna anegdota o królu Macieju Korwinie, który podczas wizyty we wrocławskim klasztorze św. Wincentego na Ołbinie, spoglądając na nagrobek fundatora, miał wykrzyknąć z gniewem: „Leżysz tu, zdrajco!”. To wydarzenie stało się dla Klosego punktem wyjścia do pasjonującego śledztwa historycznego dotyczącego tożsamości pochowanego mężczyzny. Czy był to Piotr Włostowic, czy może mityczny Piotr Duńczyk? Klose z właściwą sobie precyzją analizuje dokumenty fundacyjne, zauważając, że w najstarszych zapisach oba przydomki często się przenikały.
Kolejny wątek listu przenosi nas do roku 1145, na zjazd w Magdeburgu. Klose przytacza niemal zapomnianą relację o tym, jak Piotr wyprosił u cesarza Konrada III i arcybiskupa relikwie św. Wincentego dla wrocławskiego kościoła. Scena ta, pełna religijnego uniesienia, pokazuje Piotra nie tylko jako polityka, ale i gorliwego szerzyciela wiary, który w dowód wdzięczności za święte dary wypuścił na wolność wszystkich swoich jeńców.
Nieco dalej Klose kreśli obraz Piotra jako mistrza fortelu i strategii. Opierając się na przekazie Kadłubka, opisuje brawurowe porwanie rosyjskiego księcia Wołodara. Piotr, udając zdrajcę wygnanego z Polski, wkupił się w łaski księcia, by podczas wspólnej biesiady wyciągnąć go za włosy od stołu, związać i uprowadzić przed oblicze Bolesława Krzywoustego. Co istotne, historyk podkreśla bezinteresowność bohatera, który odmówił przyjęcia nagród, czyniąc to jedynie z miłości do ojczyzny.
Niezwykle barwnym elementem listu jest wpleciony w historyczny wywód „polski romans” z XIII wieku – legenda o Walcerzu Wdałym (Walterze ze Skały) i Helgundzie. Klose przytacza tę historię z dużą swadą, opisując romantyczne początki miłości rycerza do frankijskiej królewny, którą Walcerz zdobył nie tylko mieczem, ale i czarującym śpiewem pod murami zamku. Jest to rzadki przykład zainteresowania dawnego historyka literaturą piękną jako nośnikiem charakteru narodowego.
Historia Walcerza i Helgundy to jednak przede wszystkim opowieść o wielkiej zdradzie. Podczas nieobecności męża Helgunda uległa wdziękom więzionego w wieży Wisława Pięknego. Klose ze szczegółami opisuje upokorzenie Walcerza, który po powrocie został schwytany przez kochanków i przykuty do ściany jadalni, zmuszony patrzeć na ich pieszczoty. To mroczne studium ludzkich namiętności znajduje w liście swój finał w krwawej zemście rycerza, który dzięki pomocy siostry Wisława uwalnia się i zabija zdrajców ich własnym mieczem.
Klose, komentując te legendy, wykazuje się dużą intuicją badawczą. Zauważa, że historia ta, choć nasycona literacką fikcją, była na tyle istotna, że biskupi i kronikarze uznali ją za wartą zachowania. Dla nowożytnego czytelnika te romanse były dowodem na to, że już w trzynastym stuleciu Polacy posiadali wyrafinowany gust literacki, a ich opowieści miały unikalny, słowiański koloryt, odróżniający je od wzorców niemieckich. Klose, Str. 261: „Widzą Państwo, że już w Polsce, i to już w trzynastym wieku, miano romanse i znajdowano w nich upodobanie; skoro sami biskupi uznawali je za godne zachowania. Ten posiada w pełni charakterystyczne cechy narodu i trudno przypuszczać, by był pochodzenia niemieckiego; słowiański opowiadacz musiałby mu nadać przeciwny zwrot.”
Historyczna część listu powraca do surowej pokuty Piotra. Klose wspomina o rzekomym nakazie papieskiego penitencjarza, który za zabranie skarbów z Danii kazał mężynie ufundować aż siedemdziesiąt siedem kościołów i klasztorów. Choć liczby te mogą wydawać się dziś przesadzone, dla Klosego są one świadectwem ogromnej potęgi i religijnego zapału śląskiego możnowładcy.
Pod koniec listu autor podejmuje ostateczną próbę rozwikłania „węzła wątpliwości” co do nazwiska Własta. Prezentuje argumenty proboszcza Benedykta z Poznania, który stanowczo odróżniał Piotra Duńczyka od rodowitego Polaka – Piotra Własta. Klose, jako rzetelny badacz, nie narzuca jednak swojego zdania; przedstawia fakty, wskazuje na możliwe błędy kopistów i pozostawia ostateczną ocenę czytelnikowi.
Podsumowując Dziewiętnasty List, widzimy w Samuelu Benjaminie Klose biegłego historyka, który zgrabnie łączy rygorystyczną analizę źródeł z pasją gawędziarza. Jego dzieło to nie tylko kronika Wrocławia, ale żywy pomost między surowymi faktami a barwnymi legendami, które przez stulecia kształtowały tożsamość mieszkańców Śląska i Polski.
Dzieje opactwa na Ołbinie
Początki opactwa na Ołbinie to najpewniej lata 20. XII wieku. Może tuż przed 1125 rokiem. Osadzono tu benedyktynów z Tyńca, a pierwszy opat Rudolf przybył prawdopodobnie w 1139 roku. Kościół konsekrowano 22 czerwca 1149 r. i uczynił to biskup wrocławski Jan II. W związku z podarowaniem opactwu relikwii św. Wincentego, przywiezionych z Magdeburga, przemianowano pierwotne wezwanie NMP na św. Wincentego właśnie.
Piotr Włost po śmierci w roku 1153 został pochowany obok swojej zmarłej 3 lata wcześniej żony w opactwie na Ołbinie. Odrys płyty nagrobnej:

Napis na płycie głosi: „Tu leży Piotr, wsparty na małżonce Marii, na lśniącym marmurze, sprawionym przez ojca Wilhelma”. Jak podaje S. B. Klose w Aus Breslau, zapis ten stał się przyczyną błędnego mniemania, że ojciec Włosta nazywał się Wilhelm, gdy chodziło tymczasem o Wilhelma II, opata u św. Wincentego w latach 1350-1364, zwierzchnik konwentu.
Odnośnie benedyktynów – zakonnicy ci byli prawdopodobnie pierwszym zakonem obecnym we Wrocławiu, ów zakon pojawił się na Ostrowie Tumskim jeszcze przed chrztem Polski i prowadził zadania ewangelizacyjne – na pogańskich jeszcze terenach Polan. Później funkcjonował w ramach klasztoru przy katedrze, jako zaplecze wrocławskiego biskupstwa.
Tymczasem na Ołbinie – w 1180 r. usunięto benedyktynów i sprowadzono na ich miejsce z Kalisza norbertanów. Zmiany dokonał biskup wrocławski i arcybiskup gnieźnieński, a potwierdził w 1193 roku papież Celestyn III.
Prawobrzeżny Ołbin w miarę stopniowego germanizowania się społeczności miasta, był ośrodkiem polskości. W źródłach przedmieścia te zwane były polskim brzegiem, a nawet Polską, i to jeszcze w XIX w., aż do końca obecności niemieckiej we Wrocławiu Niemcy używali określenia „polnisches Ufer” mówiąc o prawym brzegu Odry (Marian Morelowski, Studia nad architekturą i rzeźbą na wrocławskim Ołbinie XII w., s.5).
Zniszczenie opactwa na Ołbinie
Zburzenie klasztoru poprzedzone jest bogatą dyplomacją. Ewidentnie tutaj protestanckie władze miasta zmagały się z presją katolickich monarchów, Ferdynandem I Habsburgiem, królem Czech i spadkobiercą Śląska od 1526 roku i Zygmuntem Starym, królem Polski, będącym protektorem piastowskich klasztorów. Poniżej przytaczam list Zygmunta Starego do władz Wrocławia z 1526 roku:
Zygmunt Stary pisze 3 lata przed zburzeniem klasztoru na Ołbinie do rady miasta Wrocławia:
Zygmunt z łaski Bożej Król Polski, Wielki Książę Litewski, Rusi, Prus i Mazowsza itd. pan i dziedzic.
Sławetni, łaskawie nam mili. Otrzymaliśmy wasze listy, w których wyjaśniacie nam wasz spór z Opatem Klasztoru Świętego Wincentego, dotyczący przeniesienia go wraz z jego Mnichami w obręb murów Miasta i zburzenia ich Klasztoru, ponieważ rzekomo ma on przeszkadzać w obronie miasta, i prosicie nas, aby te dobra, które tenże Klasztor posiada w naszym Królestwie, niemniej do tychże Mnichów, jak wcześniej, należały i przynależały. My wprawdzie pochwa- lamy waszą pilność w dbaniu o wasze Miasto w tym zamęcie wszechrzeczy i niebezpieczeństwach. Jednakże, aby to zabezpieczenie miało się zaczynać od burzenia budowli świętych, tego nie pochwalamy, takie rzeczy bowiem nie zwykły się dziać, chyba że w ostatecznej konieczności, nawet u pogan, a co dopiero u chrześcijan. A jeśli kiedykolwiek tego przestrzegano, to teraz należy przestrzegać najbardziej, skoro aż nadto ściągnęliśmy na siebie gniew Boży. Zatem, skoro ten Klasztor Świętego Wincentego został przez naszych przodków ufundowany, i skoro on tak stojąc, Miasto wasze było dotąd bezpieczne i nienaruszone, nie sądzimy ani nie zgadzamy się, aby teraz, zanim zawiśnie jakieś ewidentne niebezpieczeństwo, miał być zburzony. Bo jeśli jakieś takie zagrożenie by nastało, że czyn taki byłby potrzebny, to zburzenie samego Klasztoru nie zajęłoby wiele trudu ani pracy. To rozważcie zgodnie z waszą cnotą i roztropnością. Dano w Krakowie. 11 listopada. Roku Pańskiego 1526. Panowania naszego roku 20.
Zygmunt Król
Sławetnym Burmistrzowi i Rajcom Miasta Wrocławia, łaskawie nam miłym.
W eleganckim dyplomatycznym stylu król nie zgadza się kategorycznie na zniszczenie klasztoru. I to jeszcze 3 lata zanim to się dokonało.
W liście tym król Zygmunt używa trzech potężnych argumentów przeciwko planom wrocławskich rajców:
- Argument religijny i moralny: Król pisze wprost: „nie pochwalamy, aby zabezpieczenie zaczynać od burzenia budowli świętych”. Podkreśla, że nawet poganie (gentiles) nie niszczą świątyń bez „ostatecznej konieczności” (extrema necessitate). Ostrzega też przed gniewem Bożym (indignationem dei), co jest aluzją do trudnej sytuacji politycznej Europy (wojny, reformacja).
- Argument dynastyczny: Król przypomina: „Klasztor… został przez naszych przodków ufundowany” (a predecessoribus nostris fundatum). Odwołuje się tu do Piotra Włostowica i książąt piastowskich, których Jagiellonowie uważali za swoich poprzedników w prawach do Śląska. Zburzenie fundacji królewskiej/książęcej bez zgody władcy było naruszeniem prawa patronatu.
- Argument logiczno-militarny: Król trzeźwo zauważa, że skoro klasztor stał tam przez wieki (426 lat, jak wiemy z innych źródeł) i miasto było bezpieczne, to nie ma powodu burzyć go „zanim zawiśnie ewidentne niebezpieczeństwo”. Dodaje cynicznie, ale słusznie: jeśli wróg rzeczywiście podejdzie pod mury, to „zburzenie nie zajmie wiele trudu” (co okazało się prawdą w 1529 r. – rozebrano go w kilka tygodni).
Dokument ten jest dowodem na to, że Rada Miejska parła do zniszczenia katolickiego opactwa z premedytacją, a król Polski próbował (bezskutecznie, jak pokazała historia 3 lata później) powstrzymać ten proces.
Jako przyczynę zburzenia tego potężnego opactwa zazwyczaj podaje się zagrożenie tureckie – opactwo znajdowało się na przedpolach Wrocławia i mogło stanowić punkt oparcia nacierających na miasto wojsk tureckich. Argument ten pojawia się w korespondencji z epoki, ale często jest przywoływane przez współczesnych historyków. Moim zdaniem bezkrytyczne kopiowanie tej argumentacji wrocławskiej rady miasta jest nieuprawnione. Dokumenty pokazują, że rada miasta parła do zburzenia opactwa wbrew logice i faktom. Skoro te próby trwały w zasadzie kilkadziesiąt lat, widać, klasztor nie był realnym zagrożeniem, a oblężenie Wiednia przez Turków było jedynie pretekstem, by w końcu spełnić zamierzony zamiar i to wbrew zwierzchnim władzom, wobec których radcy miejscy ślą sporo usprawiedliwień, zarówno przed aktem zburzenia opactwa, jak i potem, by złagodzić gniew. Zrobili co planowali. I nie był to suchy akt, zimna kalkulacja, skoro marsz mieszczan na Ołbin, którzy mieli dokonać destrukcji, odbywał się ze sztandarami i pośród śpiewów. A potem – kamieniami z opactwa wyłożono rynki miejskie, jakby chcąc pohańbić piastowską świętość.
Samuel Benjamin Klose w nieopublikowanych tomach swojej historii Śląska („Von Breslau…”) (str. 57/58, rękopisy nr 4) tak opisuje wspaniałość burzonego opactwa:
W końcu spotkał też ten wspaniały klasztor smutny los. Albowiem wrocławianie wyruszyli 1529 roku dnia 14 października po południu z powiewającymi chorągwiami i grającą muzyką, zaopatrzeni w przynależne do tego narzędzia, z miasta na Ołbin [Elbing], i zaczęli tenże rozbierać. Mówi się: Była to wspaniała budowla o mocnych murach i wieżach, miała wielką przestrzeń objętą, prawie dziesięć wielkich murów na długość, dwanaście murów w poprzek, czterdzieści osiem sklepionych komnat ponad ziemią. Summa [Słowem], był to tak wspaniały budynek, że także król albo cesarz mógłby w nim mieszkać.
Szkoda, że S. B. Klose akurat tutaj nie podaje źródła informacji, a jedynie asekuruje się słowami „mówi się”. Być może spojrzał po prostu na wiele istniejących rysunków, jedną z takich rycin ołbińskiego klasztoru zresztą umieszcza w Tomie I swego „Von Breslau” z 1781 roku.

Opactwo św. Wincentego było za miastem. Kiedy tzw. reformacja ogarnęła Szląśk, tłumy z Wrocławia, pod pozorem obawy przed wojskami tureckiemi, obległy i zburzyły (14 paźdz. 1529) starożytną siedzibę norbertańską; wypędziły też franciszkanów od św. Jakuba w mieście. Na rozkaz cesarski oddano pofranciszkański kościół norbertanom. Wprowadzili się tam oni 14 lutego 1530, i tytuł św. Jakuba przemienili na św. Wincentego.
– Ks. Władysław Knapiski Ś.T.K., Święty Norbert i jego zakon, początki norbertańskich klasztorów w cyrkarji polskiej i nieco z ich dziejów, Warszawa 1884)
Zachowane przekazy zwracają uwagę na wyjątkową architekturę opactwa, która miała budzić podziw swoją monumentalnością oraz klasą artystyczną dzieł sztuki. Niestety kompleks ten, na polecenie wrocławskiej rady miejskiej, rozebrany został w 1529 r. Choć najczęściej przytaczanym powodem tej decyzji jest obawa przez zajęciem go przez wojska tureckie i uczynieniem zeń bazy do ataku na Wrocław, nie ulega wątpliwości, iż istnienie potężnego opactwa tuż za murami miasta nie było na rękę jego protestanckim zarządcom
– pisze Agata Stasińska z Galerii Sztuki XII-XV w. na stronie Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Warto zobaczyć ten tekst choćby ze względu, że są tam świetne ilustracje kolejnych zabytków z Ołbina, do których, mimo prób, nie dotarłem. Zabytki z dawnego opactwa na Ołbinie na stronie MNWR.
Friedrich Bernhard Werner ok. 1750 roku pod rysunkiem nowego kościoła Michała Archanioła notował:
[kościół na miejscu zburzonego opactwa] został na nowo odbudowany tylko z drewna i cegieł, ponieważ miasto przywłaszczyło sobie wszystkie dostępne materiały budowlane. To, co z tego zburzonego klasztoru pozostało, co nie tylko na modłę luterańską obrócono w gruzy: ołtarze, epitafia, wszystkie wizerunki ukrzyżowanego Jezusa, Jego błogosławionej Matki i Jego kochanych Świętych, z wielkim szyderstwem i kpinami itd. Przez tę ślepą i rozwścieczoną diabelską hałastrę [Teufels-Gesöckel] porozbijane, nogami podeptane, do pieca wrzucone itd.
Co zaś z kamieni, posągów i architektury nadawało się jeszcze do użytku, zwieziono do miasta i tam wykorzystano.
Ta destrukcja dokonała się pod pozorem zagrożenia ze strony wściekłych Turków, które przecież na Śląsku nie mogło być tak wielkie, lecz była to jedynie religijna uraza (Religions Pique), co było widać jak na dłoni, zwłaszcza że pospólstwo odgrażało się: »Skoro tylko z tym się uporamy, ruszymy na Katedrę [Dohm]«. Zobacz: Akta Religijne Buckischa.
Bolesław Kaja, autor kanałów o romanizmie:
Tak naprawdę, chodziło o dwie rzeczy. Że rada miejska była protestancka i sprzyjała jej kapituła, bo wtedy jeszcze nie było takiego ostrego frontu między katolikami i protestantami. Był bardziej front narodowościowy i chodziło o to, że Ołbin był polskim przedmieściem Wrocławia. Trzeba było więc go zniszczyć, żeby Wrocław stał się niemieckim miastem.
Zagrożenie tureckie to był głupi pretekst, bo wystarczyło Ołbin silniej ufortyfikować i połączyć z miastem. Miast z klasztorami na przedmieściach była masa i jakoś gdzie indziej potrafiono to wykorzystać. A ukraińska szkoła fortyfikacji robiła (choć raczej trochę później) to wręcz programowo i z rozmysłem, tworząc obronne narożniki w oparciu głównie o zespoły klasztorne, tzw. anguły. No, tylko tu nie chodziło o to, żeby wzmacniać Polaków…
To były czasy, gdy w Niemczech rozszalał się szowinizm. Luter „wyzwolił” już swoich wyznawców z wszelkich skrupułów i oni obiecywali, co to teraz pokażą Słowianom. Z tego też okresu pochodzą różne szowinistyczne teksty o historii Śląska, opowiadające, że przed Niemcami tam nic nie było. I, jak widać, starano się aktywnie, żeby rzeczywiście przynajmniej to, co najokazalszego było przed Niemcami, nie przetrwało…
W tym samym duchu pisze Marian Morelowski (op.cit.):
Podtrzymywanie związków Ołbina z naszą Rzeczpospolitą istniało niewątpliwie do r. 1529 i było też pewno kamieniem obrazy zarówno dla patrycjuszy jak i dla cesarza, owego, który w XVI w. srożył się nad Piastem legnickim, co jeździł do Polski, bo jak mówił, „krew Polaka w nim wre”.
Widząc, na co się zanosi, norbertanie w lecie 1529 r. próbowali bezskutecznie okupić się od demolowania wielką sumą 200.000 guldenów. […]
Wiedząc, że norbertanie, mając świetnych prawników i czynią starania w Pradze, by zabroniono rozbiórki, władze miejskie przyśpieszyły akt tragicznego wandalizmu, niszcząc jeden z ważniejszych zabytków architektury romańskiej w Europie Środkowej.
Mieszczanie wrocławscy prócz tego, że pozbyli się ważnego ośrodka katolickiego, w dodatku polskiego, tuż pod miastem, to skorzystali także materialnie – za całość (wraz z inwentarzem ruchomym, dzwonami itp.) zapłacili 500 talarów reńskich (po 32 grosze).1
Co przetrwało?
Jak precyzuje S. B. Klose w swoim niepublikowanym tomie historii Śląska (ze zbiorów AP we Wrocławiu):
O przebiegu [odbioru] tychże kamieni pokwitował Opat Jan Radę dn. 5 Listopada 1532. Z elementów ciosanych tego Klasztoru zużyto [część] do krawędzi wodnej [?] albo budowli wodnej przy Bramie Młyńskiej w fundamencie, podobnie wzięto je do budowy Domu Rybischa [Rybischen Hauses], cegły zaś dn. 18 maja 1546 do [kościoła] Marii Magdaleny w wejściu od Północy wmurowano; dalej górną część wieży kościoła św. Michała, wraz z wieloma kamiennymi figurami wmurowano ponad bramą nowego Szpitala Wszystkich Świętych, jak też obraz św. Michała i inne na rogu od wschodu przy cieślach [?] w czasie wojny wmurowane zostały. | Pol. bresl. Annal. P. 518. Lucius Rel. Sil. L. 1. c. 3. M. 16. |

Pozostałości materialne można podzielić na 3 kategorie:
- wizerunki na papierze (rysunki opactwa)
- pozostałości elementów budowlanych – w tym najważniejszy – portal romański czy tympanon Jaksy (zięcia Piotra Włostowica)
- pozostałości archeologiczne (teren został przebadany w 12,5% w ramach wielu akcji wykopaliskowych w XX w.).
Rysunki opactwa
Znamy wiele rysunków, w tym dwa szczegółowe rysunki Wernera. Najstarszy znany nam wizerunek znajduje się na planie Wrocławia B. Weynera z 1562 roku – już po zburzeniu, ale plan był tworzony dla Pragi, chciano, by zawierał również obiekt opactwa, który znajduje się w prawym górnym rogu planu.

Plan w szerszym ujęciu z widocznym Ostrowem Tumskim i częścią lewobrzeżnego Wrocławia:

Mamy jednak również wiele późniejszych przerysów, które na pewno nie mają źródła w powyższym przedstawieniu, ale innych, na pewno pochodzących jeszcze sprzed zburzenia opactwa. To przekonanie wynika z faktu, że znajduje się na nich wiele autentycznych detali romańskich, które nie mogły być znane kopistom bez znajomości pierwowzoru, bo Wrocław podobnych zabytków nie posiadał, zaś w świadomości nie było jeszcze dobrze wykształconych cech romańskiej architektury.
Wiemy, że norbertyni po przeniesieniu się w mury miasta do pofranciszkańskiego klasztoru św. Jakuba, w zakrystii mieli obraz opactwa ołbińskiego, na którym swój drugi rysunek wzorował Werner.


Widok opactwa ołbińskiego w Muzeum Miasta Wrocławia (lipiec 2025):


Grafika z „Von Breslau…”, tom I, S. B. Klose (wyd. Korn, 1781 r.):

Oprócz planów opactwa mamy też sporo rysunków detali architektonicznych elementów, które się nie zachowały, albo przetrwały się w znacznie bardziej zniszczonej formie. Na poniższej grafice pochodzącej z opracowania z 1952 r. znajduje się m.in. rysunek tympanonu Jaksy – odkrytego 10 lat później podczas prac przy bramie Arsenału.

Pozostałości elementów budowlanych
Głównym zabytkiem z opactwa na Ołbinie jest zachowany portal, który umieszczono w 1546 roku w południowym wejściu kościoła św. Marii Magdaleny w XVI w. W tym celu portal musiał zostać częściowo przerobiony, głównie przez zwężenie i obniżenie. Dziś jest to jeden z najważniejszych zabytków romańskich w Polsce.
Tympanon tego portalu i wiele innych elementów kamieniarskich z opactwa na Ołbinie zachowało się w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu.






Poniżej dla porównania fotografia z ok. 1900 roku (AP we Wrocławiu)


Tympanon Jaksy (w Muzeum Architektury we Wrocławiu), pochodzi z kościoła (kaplicy) pw. Archanioła Michała w opactwie na Ołbinie i powstał między 1160 a 1163 rokiem z inicjatywy zięcia Piotra Włosta, księcia Jaksy, który był – jak sądzą niektórzy – księciem, władającym wcześniej nad plemieniem Szprewian ze stolicą w Kopanicy/Kopaniku (dzisiejsza dzielnica Berlina – Koepenick, z kolei dzisiejsze Tempelhof to miejsce, gdzie ufundował świątynię).
Tympanon upamiętnia dwie fundacje: przebudowę i uposażenie kościoła św. Michała („Do nowej kaplicy niesie książę swe dary, przyjmij Boże ofiarowaną przez Jaksę świątynię”) oraz wzniesienie przez księcia Bolesława Kędzierzawego kościoła pw. św. Małgorzaty w Bytomiu.
W otaczającej Jezusa mandorii widnieje napis: „Jam wrota żywota, wnijdziecie przeze mnie wszyscy”. Jezus zasiada na łuku tęczy, a w otwartej księdze zapisano: „Ja jestem, który jestem”.
Po bokach znajdują się fundatorzy: po prawej Jaksa Gryfita, pan Kopaniku i Brenny z żoną Agatą Włostowicówną, po lewej: panujący wówczas na śląsku księcia Bolesława Kędzierzawego i jego syna Leszka.2
Ciekawostką jest tutaj fakt, że do odnalezienia tympanonu sądzono, że imię Agaty jest zapisane cyrylicą i brzmi Agapeja (Agapeja), wnioskując po miedziorycie z 1727 r. i nie mogąc kopii skonfrontować z oryginałem. Nawet po odkryciu oryginalnego tympanonu w latach 60. XX w. przez czas jakiś wielu badaczy trwało w przekonaniu, że zapis imienia ruskiej księżniczki został zapisany właśnie w tym alfabecie. Poprawnego odczytu – AGATHA – dokonał dopiero jeden z historyków podczas ekspozycji tympanonu na wystawie w Kolonii.

W Sali Romańskiej Muzeum Architektury we Wrocławiu obejrzeć można potężne głowice kostkowe (2 i 3. ćw. XII w.) z opactwa na Ołbinie oraz archiwoltę portalu (2. poł. XII w.).





Na rysunku opactwa Conrada Buchwalda z 1752 na podstawie nieznanego obrazu po lewej stronie widać samotną gotycką kapliczkę słupową. Głowica kapliczki znajduje się obecnie w Muzeum Narodowym, a jej historia została opisana w tym miejscu.

Archeologia. Na terenie opactwa znajduje się sporo zabudowań, w tym budynki salezjanów i neogotycki gmach kościoła św. Michała Archanioła (to już trzeci kościół pod tym wezwaniem w tym miejscu). Niemniej spora część tego obszaru to parki: Edyty Stein i Stanisława Tołpy, co daje duże możliwości do dalszych badań (np. możliwość zbadania północno-wschodniej części dawnego opactwa, gdzie znajdował się dwór Piotra Włosta, tj. przy skrzyżowaniu Nowowiejskiej i Wyszyńskiego).
W XX w. prowadzono wielokrotnie badania wykopaliskowe w tym rejonie, obecnie zbadane jest ok. 12,5% obszaru opactwa. Zlokalizowano niektóre fragmenty całego założenia, m.in. na podstawie odkrytych negatywów murów. Podsumowanie dotychczasowych wykopów znajduje się na tym rysunku pod tym linkiem.
–
1 Tadeusz Broniewski, Odbudowa zabytków Wrocławia: kościół św. Marii Magdaleny, Ochrona Zabytków 5/4 (19), s.266.
2 Informacja z opisów ekspozycji tympanonu Jaksy w Muzeum Architektury we Wrocławiu.
- „Plan badanych urządzeń produkcyjnych funkcjonujących w okresie budowy romańskiego opactwa”
- „Architektura romańska we Wrocławiu”
- Sprawozdania Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego, 7, 1952 – dodatek 1, Marian Morelowski, Studia nad architekturą i rzeźbą na wrocławskim Ołbinie XII wieku
- Historia rodu Duninów (ród ten wywodzi się tutaj z Danii, co jest kwestionowane w najnowszych źródłach)
- Błażej M. Stanisławski, Koncepcja Projektu Badawczego: Dwór palatyna Piotra i Marii Włostów na Ołbinie – wpływy bizantyńsko-ruskie w kulturze Wrocławia w XII stuleciu, Instytut Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk Ośrodek Badań nad Kulturą Późnego Antyku i wczesnego Średniowiecza, Wrocław, 2018
- Polska-org.pl – nagrobek Włostów, mapowa archeologia Ołbina
- Marek Derwich, Studia nad początkami monastycyzmu nad ziemiach polskich. Pierwsze opactwa i ich funkcje, w: Kwartalnik Historyczny, Rocznik CVII, 2000, 2
- https://medievalheritage.eu/pl/strona-glowna/zabytki/polska/wroclaw-opactwo-sw-wincentego-na-olbinie/
- stan badań archeologicznych
- Zabytki ołbińskie w Muzeum Narodowym
- Zabytki ołbińskie w Muzeum Architektury
- Co się stało z olbrzymim benedyktyńskim opactwem na Ołbinie?
- https://zabytek.pl/pl/obiekty/wroclaw-relikty-opactwa-sw-wincentego
- Archiwum Państwowe we Wrocławiu – sygn. 82/165/0/-/110
- Samuel Benjamin Klose, Von Breslau. Briefe eines Reisenden, Breslau, bei Wilhelm Gottlieb Korn, 1781