Przed niemal dziewięciuset laty na Psim Polu stoczyła się potężna bitwa, w której wojska Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego pod dowództwem cesarza Henryka V zostały rozgromione przez rycerzy polskiego księcia, Bolesława Krzywoustego. Pobojowisko pokryte tysiącami trupów zaroiło się sforami psów. Co dziś zostało z tej legendy?

Wygnany przez polskiego księcia z kraju brat jego, Zbigniew, któremu z nadania ojca należała się część Polski, uciekł do niemieckiego cesarza, Henryka V, by ten się za nim wstawił przeciw bratu. Opowiedział mu, że polska ludność wstawi się za wygnańcem i cesarzowi łatwo będzie pokonać niesfornego sąsiada. Bolesław w dodatku zawiązał sojusz z władcą Węgier, na które wyprawiał się Henryk, po czym zaatakował Czechy, by te nie wsparły swym wojskiem niemieckiej wyprawy na Węgry. Henrykowi prośba Zbigniewa była zatem szczególnie na rękę, toteż już w rok później przekroczył wraz z wojskiem polską granicę. Gdy natrafił na silny opór Bytomia Odrzańskiego, który – inaczej niż zapowiadał Zbigniew – nie poddał się władzy Zbigniewa, cesarz ponoć drwił z niego w słowach: „Zbigniewie, tak to Polacy ciebie uznają za swego Pana? Tak to pragną opuścić twego brata i objęcia rządów przez ciebie?” Henryk ruszył dalej wzdłuż granicy ku południu, chcąc się zapewne połączyć z posiłkami czeskimi. Tam znowuż napotkał silny opór, jaki stawiła twierdza Głogów. Rozpoczął pertraktacje, jednak tych nie ukończył, chcąc podstępem zdobyć twierdzę (do machin oblężniczych przytwierdzając jak żywe tarcze zakładników, których przekazali głogowianie). Głogowa jednak nie udało mu się zdobyć. Wtedy ruszył pod Wrocław, gdzie w okolicach dzisiejszego Psiego Pola odbyła się prawdopodobnie jakaś potyczka – której źródłem jest późniejsza legenda.

Około stu lat później walną bitwę i zwycięstwo Bolesława pod Wrocławiem opisał Wincenty Kadłubek w swojej kronice. Relacjonuje bitwę ze szczegółami i wyjaśnia etymologię nazwy Psiego Pola, jakoby potem „zbiegła się tam niezmierna sfora psów, które pożerając tyle trupów zapadły w jakąś szaleńczą dzikość, tak że nikt nie śmiał tamtędy przejść, i dlatego owo miejsce nazywa się Psim Polem”.
Kontrowersje
Kadłubek historię bitwy na Psim Polu opisał kilkadziesiąt lat po fakcie. Aby zweryfikować ten zapis, zajrzyjmy do tego, co pisał Gall Anonim, kronikarz żyjący wcześniej, bo już na dworze samego Krzywoustego. Swoją kronikę stworzył on już w kilka lat po 1109 roku. Zaskakujące, że nie ma tam wzmianek o walnej bitwie, w której w dodatku zwycięstwo nad potężnym cesarzem odniósłby polski książę. Gall Anonim nie szczędzi mu bowiem pochwał przy każdej okazji. Jak to możliwe, by pominął w swoim opisie tak ważne wydarzenie? Jego notatka związana z potyczką pod Wrocławiem jest lakoniczna: „[Henryk] postąpił pod miasto Wrocław, gdzie jednak nic więcej nie zyskał, jak trupy na miejsce żywych”.
Dzisiejsi historycy często kwestionują fakt i tej potyczki. Pisze się też niekiedy, że potyczka może była, ale niekoniecznie w tym miejscu, a w bliższej lub dalszej okolicy. I na pewno nie była to wielka bitwa, za czym świadczy choćby fakt, że Bolesław zwykle stosował „walkę szarpaną”, gnębiąc przeciwnika drogą walki iście partyzanckiej. Na otwarte boje z niemiecką potęgą nie mógł sobie zapewne pozwolić. Gall Anonim w swojej kronice przekazuje pieśń, którą mieli śpiewać niemieccy wojacy na pochwałę dzielnego władcy polskiego: „Taki książę słusznie rządy nad krajem sprawuje, który z garstką swych olbrzymie wojsko tak wojuje!
Kłopotu historykom przysparza także sama nazwa Psiego Pola. Są tacy, którzy wywodzą ją nie od kadłubkowej legendy, a od tezy, jakoby w tym miejscu były psiarnie (ale wtedy raczej używano w takim wypadku nazwy Psary). Inni twierdzą, że niemiecka nazwa Psiego Pola – Hundsfeld – może pochodzić od lichej ziemi, przeciw temu przemawia jednak fakt, że nigdzie indziej na terenie całego Cesarstwa Niemieckiego nie było podobnej nazwy, a przecież lichej ziemi musiał być wiele, toteż widać pochodzenie tej nazwy musi być inne. Trudno zresztą szukać jej etymologii w nazewnictwie niemieckim, skoro nazwa ta pojawia się już w 1206 roku jeszcze w polskiej wersji jako Pzepole. Może prawdziwym jest pomysł, który mówi o tym, że być może w tym rejonie oddziały niemieckie zatrzymały się obozem, polska ludność zaś ochrzciła wówczas tę ziemię Psim Polem, pies-Niemiec zaś zawędrował następnie na herb późniejszego miasteczka?
Pomysłów można mnożyć. Jak było naprawdę? Odpowiedź ginie w pomroce dziejów. Może przyszłe badania albo odkrycia archeologiczne fragmentów średniowiecznego oręża w tej okolicy dadzą trochę światła na sprawę. Do tego czasu jednak pozostaje nam snuć domysły, historykom zaś wysuwać kolejne lepiej lub gorzej podparte przez fakty teorie. Bo choć współczesne opracowania mówią o potyczce, w której klęskę poniosły oddziały niemieckie, to nawet i to nie jest pewne. Fatem na pewno jest, że wkrótce, zmęczony polską kampanią Henryk V, nie zyskując niczego, wycieńczony przez podjazdy Krzywoustego, wrócił ze swym wojskiem do domu.
/Tekst stanowi rozszerzoną wersję artykułu, który ukazał się w miesięczniku „Zawidawieści” nr 3 (17) z 22 marca 2008 roku./
Ilustracje
Rynek Psiego Pola – zdjęcia autora z kwietnia 2022 r.

