List 10. Z Wrocławia… Samuel Beniamin Klose

W niniejszym liście, stanowiącym bezpośrednią kontynuację poprzedniego, autor opisuje proces odbudowy Wrocławia z ruin pod rządami księcia Kazimierza Odnowiciela. Omawia powrót stolicy biskupiej z tymczasowej siedziby w Ryczynie do Wrocławia, wzniesienie nowej katedry oraz postacie pierwszych biskupów, Hieronima i Jana, weryfikując przy tym legendy i błędy kronikarzy.


Strona 114

List Dziesiąty.

Wrocław, dnia 22 kwietnia 1780.

Smutny widok miasta zamienionego w stertę popiołów, o czym Panu w moim ostatnim liście doniosłem, nie byłby dla Pana zbyt zajmujący, gdybym nie mógł teraz w tym [liście] ukazać Panu Wrocławia, jak powstaje on na nowo ze swoich ruin.

Polska leżała wtedy w gruzach. Kazimierz, syn Mieszka II, jedyna nadzieja narodu, przebywał na wygnaniu. Niektórzy każą mu się w Leodium [Liège] uczyć; inni w Cluniac [Cluny] zostać mnichem i diakonem, stąd przydomek Mnich; jeszcze inni każą mu przebywać na dworze swej matki w Niemczech [z4]. To ostatnie jest najbardziej wiarygodne. Ponieważ Polacy byli zmęczeni anarchią, a także uciskiem Czechów, wysłali poselstwo do tego księcia i prosili go o powrót. Cesarz Henryk III wsparł ich prośby, dał Kazimierzowi 500 ludzi i znaczną sumę pieniędzy na drogę [a5]. Z tą małą, ale wybraną armią pojawił się w Polsce w r. 1040, a w 1041 odzyskał Śląsk i Wrocław. To, że mieszkańcy tego Księstwa przyjęli go z radością, było bardzo naturalne, gdyż…


[Przypisy]:

[z4] Długosz każe mu być mnichem w Cluniac (L. II. p. 209), Sommersberg w Leodium (Not. ad Hanke p. 222). Hanke waha się między matką a klasztorem (de Sil. reb. p. 222). A. T. (Acta Tomiciana?) zaprzecza mnichostwu całkowicie (p. 223).

[a5] Długosz L. III. p. 214.


Strona 115

…gdyż nienawidzili panowania Czechów. Po tym jak wszystko zostało uregulowane i doprowadzone do spokoju, Kazimierz przyłożył rękę do odbudowy zniszczonego miasta Wrocławia w 1041 r. [b5].

Położenie miasta pozostało to samo, jakie miało przed zniszczeniem; tylko, jak się zdaje, zostało nieco rozszerzone. Zamek na Ostrowie Tumskim został znowu wzniesiony i obsadzony polską załogą; a ponieważ był on teraz jedyną twierdzą w tej okolicy, która mogła służyć mieszkańcom za schronienie w razie niebezpieczeństwa; przeto osiedlali się oni jak najbliżej niego. Stąd też Ostrów Tumski, jak też okolica na prawym brzegu Odry, gdzie teraz jest Nowe Miasto, zostały najsilniej zabudowane.

Wraz z panem kraju powrócił także Biskup. Uciekł on przed wściekłością Czechów do Ryczyna [Ritzin] [c5]. To miejsce, o którym nasi nowsi historycy tak wiele baśnili, leży milę od Brzegu, a pół mili od Oławy, w lesie w bliskości Odry. Okolica ta jest z natury niska, bagnista i pełna krzaków, zatem w owych niespokojnych czasach…


[Przypisy]:

[b5] Kazimierz — Wrocław w Śląsku z ruin podniósł i ozdobił. — Długosz L. III. p. 237. Rok 1041 jest przyjęty przez wszystkich śląskich dziejopisów.

[c5] Był to Hieronim. — Hieronim, szlachcic rzymski, na stolicę wrocławską, która wówczas z powodu zniszczenia miasta Wrocławia była w Smogorzowie, a potem w Ryczynie, został wyniesiony. Długosz L. III. p. 238.


Strona 116

…czasach dla zbiegów najbezpieczniejsza. Z opisu Ditmara widać, że był to tylko mały gród (castellum), który mieszkańcy okolicy [pagoni] ufortyfikowali dla swego bezpieczeństwa, i w którym w r. 1017 tak dzielnie bronili się przeciwko cesarzowi Henrykowi II, że tenże musiał odstąpić od oblężenia [d5]. Czy to miejsce było kiedyś miastem, i czy miało murowany zamek i kościół, o tym można słusznie wątpić. Stara pieczęć, którą Cureus widział [e5], nie jest dowodem na starożytność miasta, lecz raczej na to, że w późniejszych czasach jakiś dziedzic tej wsi kazał sobie taką wyryć; a gruz, który tam miano znaleźć, pochodził bez wątpienia od zburzonego w późniejszych wojnach zameczku.

Z tego więc smutnego pobytu, gdzie biskup musiał odprawiać nabożeństwa w nędznej drewnianej kaplicy , został on przez księcia Kazimierza sprowadzony z powrotem do nowo zbudowanego Wrocławia. Ponieważ jednak stara katedra została spalona, książę położył kamień węgielny pod nową i wyposażył ją…


[Przypisy]:

[d5] Przybył Cesarz do grodu, który zowie się Ryczyn, i otoczył go. Obrońcy zaś jego, otworzywszy bramę… Ditmar L. VII. p. 222.

[e5] Cureus Annal. Siles. p. 30.


Strona 117

…wyposażył ją w znaczne dobra [f5]. Czy ten kościół był z kamienia, czy z drewna? To jest pytanie, o które nasi dziejopisarze bardzo się spierają. Długosz twierdzi, że był murowany [g5]. Cureus i inni zaprzeczają temu i mówią: że w owych czasach nie znano jeszcze na Śląsku sposobu budowania z kamienia i wapna, lecz wszystko budowano z drewna [h5]. Mnie się zdaje, że prawda leży pośrodku. Kościoły katedralne i zamki budowano już wtedy z kamienia, jak tego dowodzą przykłady z Gniezna, Poznania i Krakowa; dlaczego więc Wrocław miałby być gorszy? Jednakże domy mieszczan i szlachty były z pewnością drewniane.

Biskupem, który z Ryczyna powrócił, był Hieronim. Pochodził on z Rzymu i przybył do Polski w orszaku księżnej Rychezy. Długosz opowiada o nim, że w r. 1051, gdy Kazimierz toczył wojnę z Miecławem, uzurpatorem Mazowsza, on wraz z arcybiskupem gnieźnieńskim Aaronem modlił się o zwycięstwo, i że Bóg wysłuchał ich modlitwy [i5]. Umarł on w r. 1062 i został pochowany w katedrze, którą sam poświęcił.


[Przypisy]:

[f5] Długosz L. III. p. 238.

[g5] Kościół katedralny wrocławski, który dotąd był drewniany, z ciosowego kamienia i cegły zbudował. Długosz tamże.

[h5] Cureus p. 38.

[i5] Długosz L. III. p. 239.


Strona 118

Jego następcą był Jan I. O tym biskupie nasi dziejopisarze mają bardzo sprzeczne wiadomości. Długosz robi z niego dwóch biskupów: Jana I i Jana II. Pierwszemu nadaje przydomek Wastua (może Wasta?), a drugiemu Mancina (Mańkut?). Opowiada, że ten pierwszy miał dwie twarze, jak Janus, jedną z przodu, drugą z tyłu, i że z tego powodu był przedmiotem podziwu dla wszystkich [k5].

Jest to bez wątpienia bajka, która powstała z błędnie zrozumianego miejsca w jakiejś starej kronice, albo z przydomka, który ten biskup nosił. Być może był on człowiekiem dwulicowym, fałszywym, i stąd nazwano go dwulicowym (Bifrons). Cureus i inni opuszczają tę okoliczność, jako zbyt bajeczną. Ale co do liczby biskupów o imieniu Jan, to panuje wielkie zamieszanie. Katalogi biskupów wrocławskich, które mamy, są w tej mierze bardzo niedokładne. Sommersberg starał się wprowadzić tu nieco światła, ale i jemu nie do końca się to udało.

Najbardziej wiarygodne jest, że był tylko jeden Jan w tym czasie, który rządził kościołem wrocławskim od r. 1062 do 1072. Opowiadają o nim, że w r. 1063…


[Przypisy]:

[k5] Długosz L. III. p. 268.


Strona 119

…gdy Bolesław Śmiały oblegał Grądek [Hradec] na Morawach, Jan znajdował się w obozie królewskim.

W tym czasie, to jest w drugiej połowie XI wieku, Wrocław zaczął się podnosić i dochodzić do pewnego stopnia dobrobytu. Handel, który dotąd był hamowany przez ciągłe wojny, zaczął odżywać. Żydzi, którzy zawsze idą tam, gdzie jest coś do zyskania, osiedlili się w mieście w znacznej liczbie. Mieli oni swoją synagogę i cmentarz, i cieszyli się protekcją książąt.

Rolnictwo w okolicy Wrocławia zostało również ulepszone przez zaprowadzenie nowych osadników, których Kazimierz sprowadził z Niemiec. Karczowano lasy, osuszano bagna i zakładano nowe wsie. To wszystko przyczyniło się do wzrostu ludności i bogactwa miasta.

Zamek wrocławski był w tym czasie rezydencją namiestnika, który rządził Śląskiem w imieniu króla polskiego. Często też sami królowie, Kazimierz, Bolesław Śmiały i Władysław Herman, przebywali we Wrocławiu, odprawiali sądy i wydawali przywileje.

Kończąc ten list, muszę jeszcze wspomnieć o pewnej osobliwości, którą podaje Długosz. Mówi on, że biskup Jan wysłał do Rzymu misę ze szczerego złota, na której była wyryta głowa św. Jana Chrzciciela, jako dar dla papieża [l5].


[Przypisy]:

[l5] Długosz L. III. p. 269.


Strona 120

Ta misa miała być potem przechowywana w skarbcu watykańskim i pokazywana jako wielka osobliwość. Czy to prawda, czy zmyślenie, pozostawiam do osądu czytelnika. Faktem jest jednak, że biskupi wrocławscy utrzymywali w tym czasie żywe stosunki z Rzymem, co poświadczają liczne legacje papieskie, które przybywały na Śląsk.

Jednakże wszystkie te opowiadania są niczym w porównaniu z tym, co tenże dziejopis zmyślił, aby nadać temu prałatowi szczególne piętno świętości i dostojeństwa. Nie wahał się on bowiem wystąpić z ową, budzącą u rozsądnych ludzi uśmiech politowania, cudowną…


Strona 121

…mitrą, którą Długosz nakłada na głowę biskupa Jana, i czyni go przez to tak sławnym, jest bez wątpienia zmyślona. Opowiada on mianowicie, że ten Jan był pierwszym, który używał herbu (Wastua, to jest: nagi miecz między trzema różami), i że z powodu swojej rzadkiej uczoności i cnót został przez papieża Benedykta IX, a według innych Aleksandra II, obdarzony szczególnym przywilejem, by zamiast zwykłej infuły nosić podwójną, na kształt dwóch twarzy, jedną z przodu, drugą z tyłu [l5]. Ten dodatek o „Janusowej twarzy” trąci bajką na milę. Poważni dziejopisarze, jak Cureus, milczą o tym całkowicie. Hanke, który zbiera wszystko, co tylko może znaleźć, przytacza to wprawdzie, ale zaraz dodaje, że inni o tym nic nie wiedzą [m5]. Prawdopodobnym jest, że to podanie powstało z błędnego tłumaczenia jakiegoś starego dokumentu, albo że Długosz, który lubił ozdabiać swoich bohaterów cudownymi przymiotami, chciał i temu biskupowi nadać coś nadzwyczajnego. Pewniejszą rzeczą jest, że biskup Jan dokończył budowę katedry, którą rozpoczął jego poprzednik Hieronim, i uroczyście ją poświęcił w roku 1069. Przy tej okazji książę Bolesław Śmiały, który był obecny na uroczystości, nadał kościołowi nowe dobra i potwierdził dawne przywileje. Wrocław, który teraz znów posiadał swoją katedrę i biskupa, zaczął…


[Przypisy]: [l5] Długosz L. III. p. 268. Mówi on: Erat enim vultu deformi et infula bifronte utebatur. [Był bowiem szpetnego oblicza i używał infuły o dwóch przodach]. [m5] Mart. Hank. de Siles. reb. p. 245.


Strona 122

…znowu przybierać postać miasta. Domy, które zostały spalone przez Czechów, powoli odbudowywano, choć wciąż jeszcze z drewna i gliny. Mieszkańcy, którzy rozproszyli się po lasach i sąsiednich wsiach, wracali do swoich siedzib, zachęceni bezpieczeństwem, jakie dawała obecność dworu i załogi na zamku. W tym czasie, to jest pod koniec XI wieku, zaczyna się we Wrocławiu pojawiać pierwszy ślad handlu i rzemiosła, który w następnym stuleciu miał uczynić to miasto tak kwitnącym. Nie były to jeszcze wielkie jarmarki, o których będę mówił później, ale prosta wymiana towarów niezbędnych do życia. Rolnicy z okolicznych wsi przynosili swoje produkty: zboże, miód, wosk i skóry, a wymieniali je na sól, żelazo i sukno, które przywozili kupcy z Niemiec i Moraw. Rzeka Odra, która dotąd służyła tylko jako granica lub przeszkoda wojenna, zaczęła być używana do żeglugi. Pierwsze łodzie, prymitywne i małe, zaczęły spławiać towary w dół rzeki, ku Głogowowi i dalej do Szczecina. Były to skromne początki tej wielkiej żeglugi odrzańskiej, która w późniejszych wiekach stała się źródłem bogactwa Wrocławia . Książęta piastowscy, widząc korzyści płynące z zasiedlania miasta, popierali ten rozwój. Nadawali oni przybyszom…


Strona 123

…wolności i zwolnienia od podatków na pewien czas, co przyciągało wielu osadników, zwłaszcza z Niemiec, którzy przynosili ze sobą nie tylko swoje mienie, ale i umiejętności w rzemiośle i budownictwie. Tak więc kończy się ten list, w którym widzieliśmy Wrocław powstający z popiołów jak Feniks. Z nędznej wioski rybackiej, jaką był w X wieku, i z kupy gruzów, w jaką zamienił go Brzetysław, stał się teraz znowu stolicą prowincji, siedzibą biskupstwa i rezydencją książęcą. W następnym liście przedstawię Panu dalszy wzrost miasta w XII wieku, ustanowienie pierwszego regularnego targu, oraz burzliwe czasy Bolesława Krzywoustego i jego synów, które, choć pełne wojen, nie zdołały już zahamować rozwoju Wrocławia. Polecam się Pańskiej łaskawej pamięci.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.