List 9. Z Wrocławia… Samuel Beniamin Klose

Autor rekonstruuje wygląd i surowe życie codzienne mieszkańców X-wiecznego Wrocławia, opisując ich proste, drewniane domostwa dzielone ze zwierzętami oraz prymitywne obyczaje. Omawia wpływ wojen Bolesława Chrobrego z cesarzem Henrykiem II na losy miasta (w tym oblężenie Niemczy), a także późniejszy okres anarchii i buntu pogańskiego w Polsce. Rozdział kończy się opisem katastrofalnego najazdu czeskiego księcia Brzetysława w 1038 roku, który złupił i doszczętnie spalił Wrocław, zamykając tym samym pierwszy okres jego historii.


Strona 102

List Dziewiąty.

Wrocław, dnia 19 kwietnia 1780.

Chociaż nie wie się nic pewnego o pierwotnym stanie miasta Wrocławia; to jednak można sobie wyrobić zadowalające wyobrażenie o jego położeniu, jak też o sposobie myślenia, zwyczajach i obyczajach mieszkańców w dziesiątym stuleciu. Zamek Namiestnika stał nad Odrą na Ostrowie Tumskim; kościół miejski mniej więcej w miejscu, gdzie teraz jest Maria Magdalena; obwód miasta był właśnie ten, co za czasów pierwszych książąt na Śląsku, to znaczy tak daleko, jak mury starego miasta sięgają aż do Oławy, z których teraz pozostało tylko kilka ruin. Że wówczas domy stały daleko od siebie, a w konsekwencji ich liczba była o wiele mniejsza niż w późniejszym czasie, i że leżały między nimi wielkie place porośnięte drzewami i trawą, rozumie się samo przez się. W okolicy, gdzie teraz leży Nowe Miasto, rybacy rozbili swoje chaty na brzegu Odry; podobni mieszkali na wyspie, którą teraz nazywa się Kępą Mieszczańską [Bürgerwerder]. Sposób budowania domów był taki, jak znajduje się go jeszcze w naszych czasach w wielu polskich, albo i górnośląskich miastach. Można było łatwo odbudować dom w kilka dni, jeśli został przez ogień zamieniony w popiół, gdyż nie potrzebowano do tego nic więcej jak drewno, glinę i słomę. Okna były…


Strona 103

…były małymi otworami, których nie dlatego zrobiono, by spędzać przy nich bezczynne godziny, dowiadywać się o nowinach ulicznych i obgadywać [1] przechodniów; lecz by nie macać w domu całkowicie w ciemnościach, by się w nim nie udusić, by gołębiom i kurom zapewnić wolny wylot: były to więc prawdziwe otwory wentylacyjne. Izba mieszkalna była wspólnym pobytem ludzi i zwierząt domowych, do których wówczas należały także świnie i krowy. Konieczne więc było wysypywanie podłogi trawą lub słomą. Stąd zwyczaj następnych stuleci, by w niedziele i święta mieć w izbach zieleń i listowie. Ich łożem było siano, albo wiązka słomy, ich sofą drewniana ława przy ścianie tuż obok paleniska. Ich tapetami gałęzie jodłowe. Ich naczynia do picia i jedzenia były z drewna i gliny, a ich ubrania niewiele lepsze, niż gości, którzy Wrocław co roku odwiedzają z wozami z woskiem [2] i rozbijają swoją gospodę pod gołym niebem na wielkim rynku, gdzie wewnątrz swego taboru siedzą poufale w kręgu wokół ognia, przyrządzają na nim swoje jadło i odbywają swój posiłek, a nocą śpią pod swoim wozem. Równie prosty i umiarkowany mógł być posiłek tych naszych przodków. Ile razy dziennie jadali, co było ich ulubioną potrawą i co za trunki pili przy uroczystych ucztach, czy był to miód, i krajowe czy zagraniczne piwo; jak…


[Przypisy Tłumacza]:

[1] Splitterrichten – dosłownie „sądzić o drzazgę”, czyli drobiazgowo krytykować, obgadywać.

[2] Wachswagen – wozy kupców handlujących woskiem (często z Polski lub wschodu).


Strona 104

…jak długo siedzieli przy stole; czy po posiłku odbywali drzemkę południową, jak spędzali swoje bezczynne godziny, zwłaszcza w niedziele i święta, czy bawili się starymi bajkami, czy nowinami miejskimi; czy śpiewali, albo tańczyli przy tym harmonicznym instrumencie, na którym jeszcze na wsi grywa niejeden poczciwy wieśniak, który czasem zabłąka się do miasta i budzi podziw na ulicach oraz wesołe podskoki w wiejskiej karczmie swoimi pełnymi melodii kawałkami [dudy?], to są pytania, na które każdy może sobie odpowiedzieć według swego uznania. Jeśli wyobrazimy sobie naocznie panujące wówczas obyczaje Niemców i zważymy przy tym, że Słowianie byli przez nich nazywani chciwymi psami [i4], wołami i osłami [k4]; to z porównania tego można sobie zrobić obraz ówczesnych obyczajów mieszkańców Wrocławia. Czy zostali oni ucywilizowani, i w jakim stopniu, przez obcowanie z niemieckimi mieszkańcami gór śląskich i tymi, którzy w samym mieście żyli pośród nich, według ówczesnego sposobu, tego żaden filozof nie jest w stanie określić z samych pojęć. Tylko poecie wolno tworzyć sobie o tym fantazje, które jednak nie należą do dziedziny historii.


[Przypisy]:

[i4] — ab auaris canibus praedatur — omnis ecclesiae thesaurus distrahitur, et sanguis multorum miserabiliter effunditur. [— przez chciwe psy jest łupiony — wszystek skarb kościelny jest rozkradany, i krew wielu żałośnie przelewana. Thietmar, ks. III].

[k4] Populus enim suus (Boleslai) more bouis est pascendus, et tardi ritu asini castigandus, et sine graui poena non potest cum salute principis tractari. [Lud bowiem jego (Bolesława) na sposób wołu musi być pasiony i na modłę leniwego osła karany, i bez ciężkiej kary nie może być dla dobra księcia rządzony. Thietmar, ks. VIII].


Strona 105

Długosz zapewnia wprawdzie, że Bolesław Chrobry sprawił wielką zmianę w obyczajach swoich poddanych, i z barbarzyńskich i dzikich przetworzył ich w cywilizowanych i subtelnych ludzi [l4]. Ale nawet jeśli mieszkańcy Wrocławia brali w tym udział; to ten rozkwit pięknych obyczajów nie trwał długo, lecz został pod rządami jego syna Mieszka II wkrótce zatruty, zwiędł i odpadł w czasie dzikiej, wszystko niszczącej anarchii. Skoro w Niemczech Gerberta, podziwianego jeszcze teraz z powodu jego rozległych i głębokich poglądów, późniejszego papieża Sylwestra II, uważano za czarownika; co musiano o nim myśleć we Wrocławiu? Twardość i surowość polskich praw opisuje Ditmar [m4]. Jakie wolności zostały udzielone miastu wkrótce po jego zbudowaniu, to mógłby nam powiedzieć tylko jakiś Aelurius. Teraz nikt już nie zada sobie tej niewdzięcznej fatygi, by podsuwać fałszywe dokumenty, po tym jak te prawdziwe już od ponad ośmiu stuleci uleciały w powietrze za sprawą ognia.

Że biskupi ze Smogorzowa i Ryczyna często odwiedzali swoją wierzącą trzodę we Wrocławiu; że książę Mieszko i jego następca Bolesław zaszczycali miasto niejednokrotnie swoją obecnością, w to nie należy wątpić; przynajmniej król Henryk II tego ostatniego wbrew jego woli tam ściągnął.


[Przypisy]:

[l4] Dlugoss. L. II. p. 179. ed. Lips.

[m4] Zobacz wyżej List 5. s. 55. i nast.


Strona 106

Wrocław widział w pewnym oddaleniu na początku jedenastego stulecia, po tym jak od swego zbudowania wzbił się na wysoki stopień największego, najpokaźniejszego i pierwszego miasta Śląska w szczęśliwych czasach pokoju [n4], jak rozbłyska ogień wojenny. Mieszkańcy mieli w r. 1017 okazję poznać bliżej niemieckich rycerzy i podziwiać ich męstwo. Król Henryk II widział się zmuszonym przez księcia Bolesława I w 1004 r. i po Pokoju Poznańskim, który trwał tylko trzy lata, w 1008 r., po którym nastąpił Pokój w Merseburgu 1013, który jednak już w roku następnym został przez księcia Bolesława I znowu złamany, w 1015, i wreszcie w 1017 r. maszerować na Polskę i Śląsk [o4]. W tym ostatnim roku oblegał on Niemczę [Nimptsch], ponieważ książę Bolesław stał ze swoim wojskiem pod Wrocławiem, by zarówno wesprzeć atakowaną twierdzę, jak też obserwować cesarza. Ten użył wszelkich znanych wówczas sztuk i maszyn, by zdobyć twierdzę. Lecz oblegani użyli tych samych sztuk obrony i okazali tyle determinacji, odwagi i stałości, że wreszcie Cesarz…


[Przypisy]:

[n4] Że Wrocław już w r. 1017 był stolicą Śląska, jest dowiedzione z Ditmara Wrotislaensis Episcopus L. IV. p. 85. i z Martina Galla Prouincia Wratislauiensis, także Ducatus Vratislauiensis p. 84.

[o4] Ditmar L. V. p. 108. L. VI. p. 138. 141. 175. L. VII. p. 221. ff.


Strona 107

…Cesarz, po tym jak jego maszyny oblężnicze zostały podpalone ogniem rzuconym z fortyfikacji, a powtarzane szturmy sprzymierzonych z nim Czechów i Łużyczan nie powiodły się, i jego wojsko przy atakach wiele ucierpiało, uznał za wskazane zwinąć trwające trzy tygodnie oblężenie i pociągnąć do Czech [p4]. Wiadomości Schmidta o tych kampaniach nie dają się pogodzić ze współczesnymi dziejopisami [q4]. To szczęśliwe wydarzenie dla Śląska sprawiło, że mieszkańcy dzielili swoje zadowolenie z tego z księciem Bolesławem i jego armią…


[Przypisy]:

[p4] Solignac wpada przy tym w zdumienie, że dzisiejszego dnia nie napotyka się już żadnego śladu smaku w tych zręcznościach [wojennych], które wówczas całemu narodowi przynosiły tyle czci. Allgem. Gesch. von Polen. 1 B. S. 63.

[q4] Uważa się za obowiązek, ze względu na tych czytelników, którzy nie mają okazji lub czasu porównać wiadomości nowszych ze źródłami, przedłożyć tu próbkę, z jakiego punktu widzenia często przedstawia się starą historię w naszych czasach. Pan Prof. Mich. Ignaz Schmidt, którego Historię Niemców publiczność uznała za najlepsze dzieło w swoim rodzaju, opowiada przedstawione wyżej ze współczesnego, wiarygodnego Ditmara wydarzenia w następujący sposób. „Był to początek wojny między Polakami i Niemcami, która do 1018 r. była prowadzona ze zmiennym szczęściem.” Jakże krzywo! Któż nie wyobrazi sobie przy tym, że wojna trwała ciągiem aż do 1018 r.; a przecież była wielokrotnie przerywana traktatami pokojowymi! „Bolesław został wprawdzie znowu wypędzony z Czech, i to księstwo według upodobania przez Henryka…” [ciąg dalszy na str. 108]


Strona 108

…armią, i Wrocław świętował pierwsze święto dziękczynne i radości z powodu odwrotu wroga [r4].

Jednakże to wygodne używanie uszczęśliwiającego pokoju było krótkotrwałe. W oddali zbierała się straszliwa burza. Pod słabym, gnuśnym, a na koniec ogłupiałym księciem Mieszkiem II w latach 1025—1034 Wrocław wprawdzie nie był niepokojony; lecz miał on raczej być rządzony przez niemieckiego Namiestnika [Statthalter] przez króla Konrada II jako najwyższego władcę, który według podania niemieckich dziejopisów podzielił Polskę na trzy części [s4]. Po śmierci…


[Ciąg dalszy przypisu (q4) ze strony 107]:

…nadane; jednak już w 1013 r. musiano mu odstąpić znaczną prowincję, którą przypuszczalnie była część Śląska, jako lenno; za co on na nowo wraz z synem przysiągł wierność, a nawet Henrykowi, gdy ten na Zielone Świątki w królewskim pochodzie szedł do kościoła, pełnił służbę giermka (armigeri). — Gesch. der Deutsch. T. 2. S. 71. f. Komu został odstąpiony Śląsk jako lenno? Bolesławowi? Ten przecież, tak jak jego ojciec Mieszko, nigdy go nie utracił. Król Henryk wprawdzie wielokrotnie ciągnął wrogo przez Śląsk, poczynił w nim wiele spustoszeń; ale nigdy nie zdobył w nim żadnego stałego miasta. Jakże więc mógł mu je tenże odstąpić? Ditmar nie mówi o tym ani słowa. A od kogo innego mógłby to mieć p. Schmidt? Przy tak ważnej sprawie zasługiwałby chyba na przytoczenie dziejopis, na którego wiarę i słowo to spisano. Hanke mówi wprawdzie też (de Silesior. reb. S. 198.) i to na zapewnienie Kadłubka, że Bolesław utracił Śląsk; ale dodaje zaraz: że go znowu zdobył; tylko czasu, kiedy to się stało, nie zna; o odstąpieniu też nic mu nie wiadomo. Można łatwo wpaść na trop wiadomości Kadłubka: Boleslaus — Silesiam — suae subiiciens ditioni suis posteris reliquit uectigales [Bolesław — Śląsk — poddając swej władzy, swym potomkom zostawił jako trybutariuszy], i tej, która za nią poszła. Wyobrażali oni sobie Śląsk, jak gdyby przez powtarzane kampanie króla Henryka II został on wydarty księciu Bolesławowi, i wyrazili tę chwiejną, krzywą ideę przez owo równie niewygodne Subiiciens, recuperans [poddając, odzyskując]. O Śląsku, rozpatrywanym jako lenno Rzeszy Niemieckiej, będzie się miało wkrótce okazję powiedzieć czytelnikom słowo.

[Przypisy]:

[r4] Bolislauus uero in Wrotislaua ciuitate euentum rei solicitus expectans… Ditmar. L. VII. p. 223.

[s4] Wippo opowiada to w Życiu Króla Konrada II. To miejsce wraz z kilkoma świadectwami przytacza Hanke de Silesior. reb. S. 208. ff. Ale dlaczego Wippo nie nazywa tego Namiestnika? Imię uczyniłoby u niejednego jego wiadomość bardziej wiarygodną. Cały bieg historii Polski i Śląska jest przeciw twierdzeniu niemieckich dziejopisów: że Polska, albo raczej tylko część jej, była lennem Niemiec. Wśród nich zaś żaden nie poszedł dalej niż Wippo (był on Cesarskim Kapelanem), który Ślązakom dał nawet Niemieckiego Namiestnika. Dlaczego nie też niemieckie prawa, ubiór i język? Kosztowałoby go to nic więcej niż kilka pociągnięć piórem, by kazać też niemieckim rycerzom turniejować na wielkim placu przed zamkiem Namiestnika… [ciąg dalszy na str. 110]


Strona 109

…[Pusta strona lub powtórzenie fragmentu – w przesłanym zestawie brak ciągłego tekstu na stronie 125, który pasowałby do kontekstu strony 109 w książce. Jednakże tekst na obrazku 125 jest kontynuacją przypisu (q4) i przypisu (r4) oraz (s4) ze strony 107 i 108. Zostało to ujęte w tłumaczeniu powyżej przy odpowiednich stronach.]

Uwaga tłumacza: Strona oznaczona w pliku jako 125 (Strona 109 w druku) zawiera dokończenie przypisów ze strony 108. Treść główna na stronie 109 (w druku) kontynuuje wątek z końca strony 108.

(Powyższy tekst ze strony 109 w druku został włączony do tłumaczenia strony 108 i przypisów).


Strona 110

…[pozwolić] [ciąg dalszy przypisu s4]. Była to ulubiona idea tych pisarzy; nie tylko Polskę, lecz także Królestwa Północne uczynić niemieckimi lennami i trybutariuszami niemieckich cesarzy. Szli w tym za swoimi panami, którzy często życzyli sobie wykonać to w czynie; czemu jednak królowie i książęta stale się sprzeciwiali. Z tej skłonności cesarzy, by rozszerzać prawodawczą władzę Niemców na sąsiednie kraje, powstał pociąg dziejopisów, by to, co nie dało się wyegzekwować mieczem, przynajmniej w swych pismach piórem twierdzić. U niemieckich czytelników mogli sobie z góry obiecywać wiarę i aplauz, a o Słowianach i Normanach wiedzieli również z góry, że ci nie wniosą przeciwko temu najmniejszego sprzeciwu; jako że ich pisma nie były czytane ani w Gnieźnie, ani w Sigtunie. Szli więc za swoim patriotyzmem i starali się sławę swego narodu, o ile im było możliwe, uwiecznić u potomności. Że Śląsk nie miał wówczas żadnego niemieckiego Namiestnika, jest jasne z następstwa wydarzeń. Czyż książę Brzetysław zdobyłby Śląsk tak łatwo, i mógłby wypędzić niemieckiego rycerza z jego zamku we Wrocławiu? Czyż król Henryk III zostawiłby tego czeskiego księcia w posiadaniu Śląska tak spokojnie, i nawet…

Po śmierci Mieszka II od roku 1034 Polskę w dzikich czasach anarchii spotkał smutny los. Ten osierocony kraj wściekał się przeciwko własnym wnętrznościom. Poddani pańszczyźniani powstali przeciwko swoim panom; wolni byli przeciw szlachcie. Traktowali ich jak…


Strona 111

…pachołków, rabowali im żony, i chłodzili swoją żądzę mordu w przelanej krwi szlachetnych. Spuścili z oczu nawet wszystko, co było religią; zbuntowali się przeciw biskupom i duchowieństwu, których częściowo publicznie, jako zbrodniarzy, ścinali mieczem; częściowo kamienowali na śmierć. Polska była wówczas tak przez krajowców, jak i cudzoziemców w taki sposób spustoszona, że była całkiem ogołocona z pieniędzy i ludzi [t4]. — Czy Wrocław został wówczas wciągnięty w ten wir utrapień? O tym historia milczy. Prawdopodobne jest, że miasto odczuło tylko słabe wstrząsy, podobne do kręgów na wodzie; ponieważ leżało daleko od punktu środkowego spustoszenia. Rycheza, małżonka Mieszka II przyczyniła się do tej ruiny…


[Dokończenie przypisu (s4) ze strony 110]:

…przyznał, że przy zwrocie Śląska księciu Kazimierzowi wypłacono mu tak wielką sumę. Czyż nie użyłby raczej wszystkiego, by utrzymać Śląsk jako prowincję Niemiec? Czyż nie pozostałyby ślady niemieckich praw, obyczajów i sposobu myślenia w następnych stuleciach? Schmidt poszedł także tutaj za niemieckimi dziejopisami: Polska, mówi on, wzbraniała się wprawdzie nieco; stała się jednak po śmierci Bolesława znów czynszowa. Deutsche Reichsgeschichte T. 2. S. 209.

[t4] Ten rys jednego z najstraszliwszych obrazów daje Martin Gallus Chronic. p. 70. Ci, którzy znajdują przyjemność w smutnych widokach, mogą sobie te zarysy wymalować.


Strona 112

…do tej ruiny swoje dołożyła. Zabrała nie tylko korony, kosztowne naczynia, klejnoty, biżuterię; lecz także przy swojej ucieczce do Niemiec wzięła ze sobą wielką część skarbu krajowego. A teraz pojawił się w Polsce książę Brzetysław ze swoimi niszczycielskimi Czechami i odpłacił w dwójnasób za to, co Bolesław Chrobry popełnił w Czechach i na Morawach. Zabrali z powrotem nie tylko skarby odebrane im przez Polaków, lecz wzięli do tego jeszcze to, co Mieszko I zgromadził, a Rycheza pozostawiła [u4]. Podobnie jak strumień, który przerywa brzegi, pokrywając kwieciste łąki i pełne nadziei zasiewy piaskiem i szlamem, tak oni szerzyli wszędzie spustoszenie. Śląsk zniszczenie dotknęło jako pierwszy. Brzetysław zbliżał się pośpiesznymi krokami do stolicy i wymachiwał pochodnią wojny przeciw niewinnym mieszkańcom, którzy prawdopodobnie, o ile krótki czas na to pozwolił, postawili się w stan obrony [x4]. Jednakże byli zbyt słabi, by powstrzymać wściekłość wrogów obalającą wszystko przed sobą; ich dobra stały się…


[Przypisy]: [u4] Dlugoss. Hist. Polon. T. I. p. 192. [x4] Wencesl. Cromeri a Krippendorff Episcop. Consiliar. et Cancellar. Historia Episcoporum Vratislauiensium Msta. [Wacława Cromera z Krippendorff, Radcy Biskupiego i Kanclerza, Rękopiśmienna Historia Biskupów Wrocławskich]. Cromer mówi wyraźnie: Vratislauienses urbem muniunt, quae obsessa a Bretislao et dedita fuit. [Wrocławianie miasto umacniają, które oblężone przez Brzetysława i poddane zostało]. Zapewne nie ze współczesnych dokumentów, lecz z wiadomości spisanych długo potem, albo z domysłów.


Strona 113

…stały się łupem szturmujących Czechów, płomienie ogarnęły ich domy i miasto zostało w roku 1038, które prawdopodobnie osiągnęło wiek około stu lat, zamienione w stertę popiołów. Tą tragiczną sceną kończy się pierwszy okres jego istnienia, wiek jego dzieciństwa, o którym zazwyczaj mało albo nic godnego uwagi nie umie się opowiedzieć [y4].


[Przypisy]: [y4] Najstarszy drukowany kronikarz Polski Martin Gallus wymienia jedynie Poznań i Gniezno, nie zaś Wrocław, wyraźnie pośród miast, które przez Brzetysława zostały zdobyte i podpalone. Cosmas Pragenf. Chronic. L, II. p. 2018. in Scriptor. rer. German. Menkenii Tom I. wymienia tylko Kraków, a dodaje następnie: Similiter et caeteras urbes igne succendit et usque ad solum destruxit. [Podobnie i pozostałe miasta ogniem podpalił i aż do ziemi zniszczył]. Kadlubko Histor. Polon. L. II. Epist. XV. p. 654. Tom. II. ed. Lips. Długosz wspomina o wojnie i o spustoszeniach Czechów tylko w niewielu słowach. Anonymus Chronic. z 1390 r. pominął go całkowicie. Pierwszym wśród polskich dziejopisów, który wymienia Wrocław, jest Długosz. Poloniam ingressus (Bretislaus) ciuitates eius opulentas et insignes, Vratislauiam uidelicet, et Posnaniam, oppidaque, uicos et uillas. quas ciuilis stridor nondum deleuerat, diripit et exurit. [Wkroczywszy do Polski (Brzetysław), miasta jej bogate i znakomite, mianowicie Wrocław i Poznań, oraz miasteczka, osiedla i wsie, których zgiełk wojny domowej jeszcze nie zniszczył, łupi i pali]. Histor. Polon. L. II. p. 195. T. I. ed Lips. Za nim poszli jego kopiści: Matthias Michou. Ioach. Cureus, Nicol. Polius, Mart. Cromerus, Ioan. Dubrauius, których należące tu wiadomości znaleźć można zebrane u Hankego de Silesior. reb. p. 220. f. Do nich można dołączyć Franc. Fabri Origin. Henelii Breslogr. renou. C. XI, Nicol. Polii Annales Vratisl.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.