List 12. Z Wrocławia… Samuel Beniamin Klose

Autor opisuje burzliwe czasy panowania Bolesława Śmiałego, jego liczne wojny z Czechami, Węgrami i Rusią, oraz moralny upadek króla i armii po wyprawie kijowskiej. Klose szczegółowo relacjonuje legendę o niewiernych żonach i „wojnie z niewiastami”, a także drastyczne kary wymierzone przez króla (m.in. noszenie szczeniąt). List kończy się opisem konfliktu króla z biskupem krakowskim Stanisławem, męczeńskiej śmierci biskupa oraz skutków interdyktu nałożonego na Polskę, który surowo egzekwował we Wrocławiu biskup Piotr I.


Strona 142

List Dwunasty.

Wrocław, dnia 29 kwietnia 1780.

Jeszcze na początku drugiego okresu Wrocław był w stanie cierpienia. Miasto widziało zarówno w oddali, jak i niekiedy z bliska spustoszenia wojenne, które Czesi szerzyli podczas często powtarzanych napadów na Śląsk, i brało w nich udział. Książę Bolesław Śmiały [Unerschrockene], do którego trzech uciśnionych książąt zaraz w pierwszych latach jego panowania uciekło: Zasław (tak nazywa go Długosz; Kromer zaś Izjasław, za czym idą Henel, Solignac i inni) z Kijowa; Bela, brat króla Andrzeja z Węgier, i Jaromir, który według zarządzenia księcia Brzetysława z Czech, swego ojca, miał wstąpić w stan duchowny i zostać kiedyś biskupem Pragi, do czego jednak nie czuł w sobie powołania ani skłonności; [Bolesław] uważał za obowiązek ich wesprzeć. Stąd wojna z Czechami, Węgrami i Rusią. Książę Wratysław z Czech spustoszył Śląsk w r. 1061, a Bolesław, aby go w jego dalszym wdzieraniu się powstrzymać, pociągnął mu ze swoim wojskiem naprzeciw; jednakże Czesi uratowali się, gdy byli przez Bolesława niemal w lesie otoczeni, przez podwójny podstęp wojenny, jako że Wratysław obiecał stanąć do oferowanej bitwy następnego dnia księciu Polski, jak też kazał palić ognie strażnicze w swoim obozie, i potajemnie w r. 1062 odszedł. Bolesław…


Strona 143

…Bolesław był tym tak rozgniewany, że przy swoim pościgu, gdy Czechów nie mógł już dogonić, spustoszył Morawy. Wratysław uznał za najbardziej pożyteczne dla swego położenia wnieść o pokój, który też w roku 1063 został zawarty [n5]. Podczas gdy książę Bolesław walczył przeciw Czechom, Prusowie wykorzystali tę okazję i wpadli na Pomorze, także tych upokorzył; pociągnął następnie na Węgry, pobił króla Andrzeja i osadził Belę na tronie. Także na jego wyprawie wojennej na Ruś w r. 1068, jak też 1074—76 towarzyszyło mu zwycięstwo, oblejał Kijów, który, będąc w najwyższym stopniu uciśniony, w r. 1075 po raz drugi rzucił mu się w ramiona. Czy w tej kampanii, która dla Bolesława i jego wojska była bardziej zgubna niż największa klęska, gdyż ich moralność została zatruta przez panujący wówczas modny występek Rosjan, byli także Wrocławianie, to chyba żadne pytanie. Jednakże, czy ciż sami Wrocławianie doświadczyli tego losu, jaki spotkał większość wojska, wolelibyśmy raczej ku czci miasta wątpić. Kobiety, które przez siedem lat musiały obywać się bez swoich mężów, a do tego jeszcze otrzymały bolesną wiadomość, że…


[Przypisy]:

[n5] Martin. Gall. Chronic. p. 72. Boguphal. p. 72. in Sommersb. Scriptor. Sil. T. II. Anonym. Chronic. Princip. Polon. p. 23. ib. T. I. Dlugoss. p. 253. Cromer. de reb. Polon. p. 81. Henel. Annal. Silef. p. 219. Solignacs Gesch. von Polen T. I. S. 97. f. Pelzels Gesch. v. Böhmen S. 69. f.


Strona 144

…że oni bawią się z powabnymi dziewczętami z Kijowa, użyły represaliów i szukały pocieszenia u pozostałych w Polsce młodzieńców, a co jeszcze haniebniejsze było, u swoich niewolników. Po ich kwitnącym, żywym wieku i kobiecym sposobie myślenia nie można było niczego innego oczekiwać, mówi krakowski kanonik (Długosz s. 281). Tęskniły dość długo za swoimi mężami i w końcu zmęczyły się czekaniem na nich; poza tym wiele uwierzyło pogłosce, że ich mężowie zmarli, albo polegli w bitwie, albo żyli w zażyłości z ruskimi dziewkami. Dlatego też niektóre dobrowolnie oddały się w objęcia niewolników, inne zostały wciągnięte na te labiryntowe ścieżki występku przez przymus, a jeszcze więcej przez pochlebstwa, obietnice i olśniewające oszustwa. Czystość szlachetnej Małgorzaty, małżonki hrabiego Mikołaja z Zembrzina, zasługuje na uwiecznienie. Uciekła ona ze swoimi dwiema siostrami do kościoła, zamknęła się w nim, wciągała swoje pożywienie, które przynosił jej codziennie jeden z jej najwierniejszych sług, na linie do siebie, i wytrwała tu tak długo, aż jej małżonek szczęśliwie powrócił z wyprawy. Że była jedyną kobietą w całej Polsce, jeśli rozumieć pod tym nawet tylko szlachcianki; twierdzić to byłoby nieodpuszczalnym oszczerstwem ludzkości (Solignac S. 117. T. 1.). Ta wielomężność nie mogła długo pozostać ukryta przed wojskiem. Wieść o tym…


Strona 145

…o tym rozbrzmiała wszędzie w obozie Polaków i powiększyła jeszcze haniebne wykroczenia Niewiernych. Obrażeni mężowie zostali przez to do ostateczności wzburzeni, biegli do siebie nawzajem i skarżyli się na swą niedolę. Wreszcie niektórzy wpadli w taką wściekłość, że bez wiedzy i pozwolenia księcia Bolesława opuścili wojsko i pośpieszyli prosto do swojej ojczyzny. Za nimi poszło więcej, a Bolesław nie mógł ani łagodnymi wyrzutami, ani najtwardszymi groźbami stłumić w swoim wojsku tej tęsknoty za domem. Nie minął dzień, by całe gromady tak w nocy, jak i w jasnym słońca blasku nie obierały drogi do domu. Gdy przybyli do Polski, ujrzano scenę, jakich historia mało ma do okazania. Rycerze stali przed swoimi zamkami, a ponieważ nie wpuszczano ich do środka, widzieli się zmuszonymi użyć siły i to, co było ich własnością, zdobywać orężem. Nowi mężowie ufortyfikowali zamki przeciw ich atakom, a u ich boku walczyły kobiety. Powstała wojna niewolniczo-babska; i sprawiedliwa sprawa mężów zwyciężyła wreszcie nad wiarołomnymi. Tych, których nie położyli trupem przy pierwszym ataku i dostali potem w swoją moc, stracili w wyszukanych mękach. Solignac znajduje to opowiadanie bardzo nieprawdopodobnym (Poln. Geschichte T. I. S. 118.), ponieważ takim podłym ludziom nie można zaufać co do takiej waleczności. Według jego wyobrażenia cudzołożnicy uciekli, a…


Strona 146

…Kobiety chwyciły się zwykłej broni swojej płci, krokodylich łez, udawały serdeczną skruchę, a nawet wypierały się niektórych popełnionych bezeceństw. Z tego powodu ich mężowie im przebaczyli i czynili tak, jakby nic takiego wcale nie zaszło. Idea schlebiająca ludzkości! Gdyby chcieć historię w ten sposób przesiewać i szminkować, wtedy wprawdzie tysiąc hańb mniej służyłoby ludziom za wyrzut; ale też o tyleż mniej byłoby obrazów grozy, przez które dziesięć tysięcy innych powstrzymywanych jest od podobnych występków. Któż chciałby opór niewolników i trzymających z nimi kobiet brać za waleczność? Wściekłość i rozpacz to były, które uzbroiły ich przeciw własnym panom. Nie tylko Długosz (Hist. Polon. S. 281.), lecz także Boguphalus (S. 27.), Kadłubek (S. 662. T. II. Dlugoss.) i co jeszcze więcej, najstarszy polski dziejopis, który żył ledwie jedno pokolenie z dala od tych czasów, Martin Gallus (S. 74.) opowiada to wydarzenie w ten sam sposób.

Podczas tej tragikomicznej sceny w Polsce Bolesław ciągnął ze swoim pozostałym, bardzo stopniałym wojskiem z Rusi z powrotem, i otworzył zaraz po swoim przybyciu do Polski jeszcze straszniejszą scenę. Najznamienitsi sprawcy, którzy opuścili wojsko, by ukarać swoje żony, zostali na jego rozkaz straceni, a ci…


Strona 147

…którzy za nimi poszli, wzięci do aresztu, albo ich dobra skonfiskowane. Kobietom zaś, które przez przymilne sztuczki otrzymały przebaczenie swoich miłosiernych mężów, kazał odrywać od piersi ssące dzieci, które miały niewolników za ojców, i przystawiać im młode psy; wiele zaś mieczem, albo głodem stracić (Martin. Gall. 74. i ci przytoczeni w n5). Polskie damy musiały więc, gdy wychodziły, nosić na rękach młode psy za karę (Boguphal. S. 27). To w następstwie czasu przez dziwny zwrot zamieniło się w modę. I zapewne są jeszcze teraz kobiety, które ten zwyczaj kontynuują. Czy znajdowałyby w tym także upodobanie, gdyby znały tegoż pochodzenie?

Po tym potwornym wydarzeniu, dwa lata później, 1079, nadeszła z Rzymu burza nad całą Polskę, która trafiła też Wrocław. Bolesław, ten w pierwszych latach swego panowania tak przyjazny ludziom, tak szlachetny, wzniośle myślący i po królewsku postępujący książę, spadł teraz ze swej moralnej wyżyny. Nie dał się teraz ani przez nieszczęścia, które dotknęły jego kraj, ani przez kobiety, które nosiły młode psy na rękach, powstrzymać od swej nieczułości na moralne piękno, ani od swego nienaturalnego występku, który przeszczepił z Rusi do Polski. Wśród wielkiej mnogości jego dworzan nie było ani jednego, który miałby tyle miłości ku niemu i zdecydowanej odwagi…


Strona 148

…by czynić mu przedstawienia z powodu jego nieludzkich wybryków. Rzucał się w nie wciąż głębiej. Nawet wśród Biskupów był tylko jedyny krakowski, Stanisław, który powziął przystojne jego godności postanowienie, by przez ojcowskie napomnienia odciągnąć go od jego rozpustnego szaleństwa i niesprawiedliwych okrucieństw. Jednakże te często powtarzane łagodne upomnienia nie poruszyły jego nieczułego od występku serca, chociaż zewnętrznie udawał bardzo zobowiązanego wobec Biskupa, tłumił swój gniew i starał się upiększać i usprawiedliwiać swoje czyny; tymczasem jednak próbował go obalić przez różne boczne zwroty. Stanisław uznał wreszcie za konieczne postępować z nim surowiej, zwłaszcza że on największą żyjącą wówczas piękność w Polsce, małżonkę rycerza Mszczysława, Krystynę, kazał w gwałtowny sposób przez wysłaną gromadę zbrojnych wyrwać z ramion jej męża, sprowadzić na dwór i używał jej jako nałożnicy. Ba, nawet po swoim powrocie z Kijowa, gdzie popadł w najobrzydliwszy występek, popełniał wszelkie rodzaje hańbiących czynów. Zagroził mu upadkiem jego królestwa, a gdy ten chciał wejść do kościoła w Krakowie, odmówił mu wstępu. Ponieważ jednak Bolesław mimo to udał się do niego ze swoim orszakiem; biskup rozkazał swoim duchownym natychmiast przerwać czynności nabożne; wypomniał mu jego występki i napomniał go jeszcze raz miłościwie, by od nich odstąpił i czynił pokutę.


Strona 149

To tak bardzo wzburzyło dotkniętego Bolesława przeciwko Stanisławowi, gorliwemu o dobro swego Pana, kraju i rozszerzenie czynnego chrześcijaństwa, że groził mu twardymi słowami i ręką, a nawet od tej chwili postanowił jego stracenie. Stanisław był właśnie w kościele św. Michała, odprawiał Mszę i rzucał na Bolesława klątwę, gdy ten stanął u drzwi kościelnych ze swoimi rycerzami i dał im w najwyższym stopniu rozgniewany rozkaz: by wywlekli biskupa przed kościół (Mart. Gall. S. 75). Próbowali tego trzy razy powtórnie; jednak wysoka godność i wzrok modlącego się Biskupa odstraszyły ich tak, że nie położywszy na nim ręki, wrócili z powrotem [o5]. Czyż jesteście tchórzliwymi wyrodnymi…


[Przypisy]:

[o5] Dlugoss. Hist. Pol. L. III. p. 291. mówi: że Bolesław rozkazał rycerzom, by go w kościele pchnęli, że oni też trzy razy sztylety przeciw niemu wyciągnęli, ale równie często na ziemię upadli i przerażeni wyczołgali się z kościoła. To samo opowiada on w szczegółowo opisanym życiu Biskupa, które pod tytułem: Vita S. Stanislai Cracouiensis Episcopi. Cracou. 1511. 4. wyszło, i w Act. Sanctor. M. Maio T. II. p. 203. nn. całkiem znowu przedrukowane zostało, gdzie też S. 201. nn. stoi Synopsis uitae S. Stanislai ex antiquo Msto. Benedictus de Posnania zrobił w 1520 wyciąg z Długoszowej biografii, którego rękopis z tytułem: Vita D. Praesulis Cracouiensis Stanislai znajduje się w Archiwum Klasztornym u św. Wincentego. Anachronizmy są w nim wiernie odpisane.


Strona 150

…wyrodnymi wyechtami, wrzasnął na nich grożącym głosem, żeby klechy nie chwytać! Wpadł tutaj sam do kościoła, ściągnął Biskupa z ołtarza, uderzył go wściekły mieczem w głowę tak, że ten padł martwy, po czym stojący przy nim rycerze porąbali zwłoki na małe kawałki i rzucili je zwierzętom pod gołym niebem. Ten czyn, który wydarzył się 8 maja 1079 r., został przez wielu pisemnie doniesiony papieżowi Grzegorzowi VII, który z tego powodu nie tylko w tym samym roku cisnął gromy klątwy na Bolesława i jego współwinnych, lecz także obłożył interdyktem całą Polskę. Arcybiskup gnieźnieński podał ten papieski rozkaz, choć wydawał mu się cierpki, do wiadomości w całej Polsce, a Biskup Piotr I z Wrocławia poszedł za nim, który był zaufanym przyjacielem zrobionego męczennikiem Stanisława, kazał zamknąć kościoły i trzymał bardzo surowo na dokładnym przestrzeganiu Interdyktu: chociaż Wrocławianie najgorliwiej starali się wyjednać zniesienie tegoż i nalegali na bardziej sumienne sprawowanie publicznego nabożeństwa; patrząc bardziej na dobro swych dusz niż na gromadzenie przemijających skarbów, na które to ostatnie skierował swą uwagę Biskup Piotr. Który jednak mimo to użył zebranych pieniędzy na pożytek kościoła, zakupił za nie dobra, i z dochodu z nich sprawił kanonikom i wikariuszom, których liczbę powiększył, bogate…


Strona 151

…bogate utrzymanie [p5]. Wrocław został wreszcie, tak jak i cała Polska, przez pośrednictwo jej nowego regenta Władysława, zwanego Hermanem, uwolniony od Interdyktu w r. 1082 [q5].


[Przypisy]:

[p5] Dlugoss. Hist. Pol. L. III. p. 295. Vit. Episcop. Vrat. p. 161. Anonym. Vit. Ep. Vrat. p. 181. in Sommersb. Script. Sil. T. II.

[q5] Dlugoss. Hist. Pol. L. IV. p. 302. jak też przytoczone bezpośrednio wcześniej biografie Biskupów Wrocławskich. [Uwaga tłumacza: W oryginale jest błędnie „1682”, ale kontekst i przypisy jasno wskazują na 1082].

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.