List ten szczegółowo opisuje bratobójczy konflikt między Władysławem II Wygnańcem a jego młodszymi braćmi, podsycany ambicjami księżnej Agnieszki (nazywanej tu Adelajdą), co doprowadziło do zbrojnych interwencji cesarzy Konrada III i Fryderyka Barbarossy w Polsce. Autor analizuje rozbieżności między polskimi a niemieckimi źródłami historycznymi, omawia warunki pokoju kruszwickiego oraz krytycznie weryfikuje błędy nowszych historyków (Solignaca) dotyczące ostatecznego losu wygnanego księcia.
Strona 267
List Dwudziesty.
Wrocław, dnia 27 maja 1780.
Adelajda (Adelheid), owa pełna ducha niemiecka księżna, która przewidziała smutne skutki podziału państwa i dla której nie do zniesienia była myśl, iż ma małżonka niewładającego Polską w sposób nieograniczony, rzuciła między braci pochodnię wojny. Jej płomienie Śląsk ujrzał najpierw z oddali, by na końcu zobaczyć je tuż pod murami Wrocławia. Szydziła ona nie tylko ze stroju i obyczajów polskiej szlachty, lecz nawet sam oddech dworzan tego narodu był dla niej nieznośny (Dlugoss. p. 459.). Swego małżonka nazywała pół-księciem, dręcząc go szyderstwami tak długo, aż wreszcie zdecydował się odebrać braciom ich prowincje. Aby uniknąć wojny z własną żoną, musiał rozpocząć wojnę z braćmi. Ci zwrócili się do żądnej władzy księżnej, padli jej do stóp i ze łzami w oczach błagali, by zechciała jednak ułagodzić swego męża i powstrzymać go przed tak jawną niesprawiedliwością i okrucieństwem wobec nich. Jednakże prędzej dałby się oswoić lew, niż uciszyć żądza krwi tej kobiety. Żądna zemsty kobieta jest bardziej wściekła niż tygrys (Boguphal. p. 41.).
Strona 268
Jej brat stał się więc jej wrogiem, choć winien być obrońcą. Gdy Władysław oblegał ich w Poznaniu z jedną armią, składającą się w większości z Niemców, którzy dopuszczali się najhaniebniejszych gwałtów na polskich damach i dziewczętach, arcybiskup gnieźnieński Jakub rzucił na niego klątwę (Bann). To jednak ani w najmniejszym stopniu nie skruszyło jego uporu. Wreszcie oblężeni bracia mieli tyle szczęścia, że podczas jednej z wycieczek pobili jego wojsko, zadając mu tak wielką klęskę, iż rzeka Warta miała zabarwić się krwią Niemców.
Zasmucony Władysław uciekł do Krakowa, a stamtąd przez Węgry do króla Konrada III (1). Jego małżonka, wraz z trzema synami, których pozostawiła na zamku w Krakowie, została odesłana do niego przez zwycięzców, którzy niedługo potem zawładnęli także Krakowem. Sposób, w jaki ją potraktowali, przynosi zaszczyt owym czasom i charakterowi braci. Okazali jej możliwie największy szacunek, bez cienia urazy czy gniewu, do którego przecież tak bardzo ich sprowokowała. Okazali się zwycięzcami wielkodusznymi, przydzielając jej wystarczającą eskortę i nakazując odprowadzić ją aż do małżonka w Niemczech…
[Przypisy]:
(1) Iohannes (in Chron. Polon. p. 7.) każe Władysławowi uciekać do cesarza Henryka IV, a Nieznany z 1390 r. (Chron. Princ. Polon. p. 37.) poprzez anachronizm do cesarza Henryka V.
Strona 269
…w Niemczech. Argumenty, które Hanke (de Silesior. reb. p. 362. sq.) przytacza, by tę wielkoduszność uczynić podejrzaną, są zbyt błahe, by wymusić aprobatę bezstronnego myśliciela. Nawet jeśli uznać, że takie były warunki, pod którymi Adelajda oddała im zamek w Krakowie, to któż wówczas zmuszał książąt, by te warunki przyjęli, albo przymuszał ich do sumiennego ich przestrzegania? Jakże często zwycięzcy lekceważyli swoje najświętsze obietnice, także w czasach bardziej cywilizowanych, i okrutnie postępowali z pokonanymi! Nie mogli tego czynić ze strachu przed królem Konradem, albowiem sam Hanke przytacza z niemieckich i polskich dziejopisów przykłady ich zachowania wobec tego władcy, a nawet wobec cesarza Fryderyka I, które temu ewidentnie przeczą. Raczcie Państwo przeczytać choćby to jedno miejsce z Gunthera (Ligurín. L. VI. p. 81. ed. Francof. 1569. Fol.):
— — — At ille (R. Conradus III.)
Imperiosa satis regni mandata minasque
Misit, et ereptos reddi (Wladislao) praecepit honores.
Intumuere truces, nec regia iussa, nec acres
Exaudire minas, nec iam parere iubenti
Curabant. — — —

[Lecz on (Król Konrad III) władcze dość królestwa rozkazy i groźby posłał, i nakazał zwrócić (Władysławowi) odebrane zaszczyty. Nadęli się srodzy [książęta], i ani o królewskie rozkazy, ani o ostre groźby dbali, ani już rozkazującego słuchać nie zamierzali.]
Długosz (Lib. 5. p. 477.) mówi: Książę Bolesław udzielił posłom króla Konrada III, na żądanie…
Strona 270
…na żądanie, by księciu Władysławowi przywrócono jego kraje dziedziczne, skromnej odpowiedzi. Ponieważ jednak król nic przez to nie uzyskał, starał się przeforsować sprawę przez Papieża, który wysłał w tym celu do Polski nuncjusza. Także on nie zdołał skłonić Bolesława do uległości, rzucił więc na niego wraz z jego poddanymi klątwę. Jednakże owa klątwa nie spowodowała żadnej zmiany w postanowieniu Bolesława, chociaż potwierdził ją sam Papież. Gdy król Konrad powrócił z wyprawy krzyżowej do Niemiec, spróbował raz jeszcze poprzez poselstwo skłonić księcia Polski groźbami do odstąpienia prowincji Władysławowi – jednakże nadaremnie (Wibaldi Epistol. 139. 165. 170. 222. Häberlins Reichshistorie T. I. S. 454. f.).
Według Długosza, Konrad dlatego wysłał posłów do Bolesława, ponieważ zależało mu na księciu Władysławie, by dopomóc mu w odzyskaniu prowincji, które Bolesław obiecał odstąpić samemu Konradowi po zakończonej krucjacie. Odpowiedź księcia Bolesława była wymijająca; wymawiał się, iż gdyby spełnił żądanie Konrada, wojna między książętami w Polsce stałaby się nieunikniona, a Konrad zostałby w nią uwikłany. Tutaj Długosz (Lib. V. p. 481.) oraz wszyscy, którzy za nim podążają, każą Konradowi w roku 1149 maszerować z wojskiem do Polski. Jednocześnie jednak każą Odrze tak mocno wezbrać, a z Niemiec nadejść wiadomościom o powstałych niepokojach, że Konrad…
Strona 271
…że Konrad skłonny był załagodzić spory bez bitwy i się wycofać; zwłaszcza że Bolesław przeciągnął przednich radców Cesarza na swoją stronę wielkimi podarunkami, obiecując jednocześnie przystać na wszystko, czego tylko Konrad zażąda. Dziwnym jest jednak, iż Häberlin twierdzi, że starzy niemieccy dziejopisarze nie wiedzieli o żadnej wyprawie wojennej Konrada III do Polski. A przecież Chronographus Saxo wyraźnie opowiada, że podjął on wyprawę przeciw Polsce, i to w roku 1146. Pisze on, że książęta Polski obsadzili drogi graniczne wielkim wojskiem i zagrodzili Konradowi wkroczenie. Wreszcie, po wydaniu zakładników, udali się do niego i za radą margrabiów Adalberta i Konrada zostawili mu swego młodszego brata jako rękojmię, albo też obiecali dużą sumę pieniędzy; w ten sposób zawarto pokój, a Konrad pomaszerował z powrotem. Ta wiadomość, którą mogą Państwo w całości przeczytać w przypisie (2), jest godna uwagi również dlatego…
[Przypisy]:
(2) Roku Pańskiego 1146. Konrada 9. Gdy Król Konrad przebywał na dworze w Cumae, przybył do niego Władysław, który był najstarszy wśród braci i miał za żonę siostrę Króla. Otrzymawszy ojczyznę, próbował wydziedziczyć braci, aby samemu objąć Księstwo. W końcu, gdy powróciwszy oblegał z wojskiem miasto Poznań, bracia, zebrawszy nieliczne siły, niespodziewanie zadali wrogom wielką klęskę. Następnie, rozmawiając z bratem…
Strona 272
…że przedstawia ona sprawy księcia Władysława nie z tak korzystnej strony, jak to zazwyczaj czynią niemieccy pisarze, lecz dokładnie tak, jak znajdujemy to w relacjach polskich kronikarzy. Według tej wiadomości Władysław nie posiadał długo zamków obsadzonych na Śląsku, lecz musiał znowu udać się do Niemiec…
[Ciąg dalszy przypisu (2)]:
…potwierdził z nimi przysięgą wiarę i pokój. Lecz Bóg, który zna rzeczy ukryte, obnażył jego przysięgi. Albowiem ziemia w samym miejscu przysięgi, jak podają, rozerwała się i otworzyła otchłań krwawej rzeki. Potem, zadawszy braciom wiele klęsk, za sprawą Boga wypędzony z ojczyzny przybył do Króla, błagając o pomoc przeciw braciom. Król zaś, odbywszy rozmowę z Książętami Saksonii, w miesiącu sierpniu zebrał wojsko i najechał Polskę celem przywrócenia Księcia. Bracia zaś, obsadziwszy wielkim wojskiem ścieżki podróży, pilnowali, zabraniając Królowi wejścia. Wreszcie za radą margrabiów Adalberta i Konrada, wymieniwszy się zakładnikami, przychodzą do Króla; dawszy młodszego brata jako zakładnika lub obiecawszy pieniądze, przyjmują od niego ojczyznę, i tak Król powrócił. (Accessiones historie. Leibnitii P. I. p. 297. sq.) Häberlin przytacza w niemieckiej Historii Rzeszy S. 436. Chronografa Saxo, jednakże tylko pod rokiem 1138. Gdyby doczytał do 1146, znalazłby owo przytoczone miejsce. Lecz ten tak dokładny dziejopis dał się wprowadzić w błąd Ottonowi z Freising, Radewicowi, Guntherowi i Ottonowi od św. Błażeja. Także Mart. Hanke, któremu poza tym rzadko umyka choćby najmniejszy fragment ze starych kronikarzy, przeoczył tę wiadomość Chronografa Saxo.
Strona 273
…do Niemiec, gdzie król Konrad, aby go poniekąd uspokoić, nadał mu w lenno niektóre dobra ziemskie. Według polskich dziejopisów, Długosza (p. 483.) i Marcina Kromera (p. 498.), Władysław w roku 1150 jeszcze raz bardzo prosił Konrada o nową wyprawę wojenną do Polski, która jednak nie doszła do skutku z powodu choroby króla. Aby go jednak nie opuścić całkowicie, Konrad dał mu na jego prośbę pewną liczbę Niemców, z którymi Władysław udał się na Śląsk. Umocnił opuszczone przez siebie zamki Grodziec (Gredicz) i Niemczę (Nimptsch) parkanem (trabibus roboribusque), otoczył je rowami i wałami, obsadził załogą i stamtąd najeżdżał pobliski Wrocław oraz inne okolice Śląska (Iohann. Chron. Polon. S. 7. Anonym. Chron. Princ. Pol. S. 37.). Bolesław przyszedł tutaj Ślązakom z pomocą i obległ twierdze, które mu się poddały, gdy załogi wycierpiały wiele od głodu i chorób. Władysław udał się tymczasem do Niemiec do Konrada, by sprowadzić posiłki. Musiał jednak pozostać w swej niedoli, albowiem król Konrad zmarł w roku 1152.
Jak dalece zniekształcone wiadomości o sprawach polskich posiadali niekiedy niemieccy pisarze, mogą Państwo zobaczyć we fragmencie Theodora Engelhusiusa. Mówi on: Przeciw królowi Konradowi zbuntował się książę polski, który miał jego siostrę za małżonkę; został jednak pokonany…
Strona 274
…został pokonany i zaprowadzony do Aldenburga, gdzie karmiono go chlebem udręki (3). Po śmierci Konrada, książę Władysław zwrócił się równie gorliwie do cesarza Fryderyka I, który wspierał go poważniej i z większym naciskiem niż jego poprzednik. Po swoim powrocie z Włoch postanowił on bowiem najechać Polskę. Na Sejmie Rzeszy w Würzburgu Władysław prowadził sprawę w obecności książąt, przedstawiając jednocześnie Cesarzowi swoich trzech dorosłych już synów, aby jeszcze bardziej poruszyć jego współczucie. W następstwie tego Cesarz wysłał poselstwo do Polski, do księcia Bolesława, który znajdował się w Krakowie i właśnie z tego powodu zaprosił tam swoich braci, Mieszka i Henryka.
Posłowie żądali w imieniu swego Pana, by Bolesław wraz z braćmi złożył Cesarzowi hołd lenny, zapłacił trybut i oddał Władysławowi jego prowincje dziedziczne. Bolesław odpowiedział w imieniu braci, iż co tyczy się Władysława, podtrzymuje to samo, co odpowiedział Konradowi III. Względem zaś przysięgi i trybutu rzekł prosto z mostu: że wolą oni umrzeć, niż wyrządzić Polsce coś…
[Przypisy]:
(3) Przeciw temu (Konradowi III) zbuntował się Książę Polski, który miał jego siostrę za żonę, lecz został zwyciężony i zaprowadzony do Aldenburga, chlebem udręki jest utrzymywany. Glosa na marginesie brzmi: Książę Polski więziony przez Cesarza. Z rękopisu Kroniki Theodera Engelhusiego w Bibliotece Paulinów w Lipsku.
Strona 275
…coś takiego. Że nigdy nie podlegali Rzeszy Niemieckiej, zatem nie byli też zobowiązani do czynszu (Dlugoss. S. 493.). Na tę odmowną odpowiedź Cesarz uzbroił się do wojny i pomaszerował na Śląsk z wojskiem, które składało się ze Szwabów, Franków, Bawarczyków, Sasów, Miśnieńczyków, Nadreńczyków, Lotaryńczyków, Czechów i Morawian. Przezwyciężył przeszkody, które przeciwstawili mu książęta Polski, przedarł się przez zasieki i dnia 22 sierpnia 1157 roku przeprawił się przez Odrę, czego nikt z wrogów się nie spodziewał. W cesarskim wojsku wszyscy płonęli z żądzy walki; niektórzy przepływali rzekę, inni brali, co wpadło im w ręce, posługując się tym zamiast statków, byle tylko dostać się na drugi brzeg.
Günther opisał przejście Fryderyka przez Odrę tak wspaniale i z tak wielkim poetyckim rozmachem, że nie w nim leżała wina, iż nie stało się ono wówczas w Niemczech równie sławne, jak przejście Ludwika XIV przez Ren, uwiecznione przez Boileau. Temu fragmentowi:
Hanc (Oderam) neque Chunradus, neque Regum tempore prisco
Distantem ripis, tumidamque rapacibus undis
Armata transire manu tentauerat ullus. (Lib. VI. v. 89. sq.)
[Tej (Odry) ani Konrad, ani żaden z Królów dawnych czasów
Odległej brzegami i wzdętej drapieżnymi falami
Zbrojną ręką przejść nie próbował.]
zaprzecza wprawdzie historia cesarza Henryka V, jednakże prawda historyczna nigdy nie była domeną poetów.
Strona 276
Radevic jest w swym opisie jeszcze bardziej poetycki niż Günther, gdyż ten ostatni potrzebuje przecież jeszcze statków do przeprawienia wojska, tamten zaś każe mu po prostu przepływać (4). Długosz (S. 493.), Miechowita, Kromer i Cureus, którzy datują tę wyprawę na rok 1158, zgadzają się w głównej mierze z relacjami niemieckimi. Tyle tylko, że Długosz dodaje, iż książę Czech Władysław z Czechami i Morawianami dołączył do wojska cesarskiego na granicy saskiej.
Chociaż książęta Polski również zgromadzili wielkie wojsko, w którym znajdowały się posiłki ruskie, tatarskie, pruskie i pomorskie, to jednak nie ważyli się wyjść Fryderykowi naprzeciw ani stawić mu oporu. Zadowolili się utrudnianiem mu marszu, pustosząc Śląsk i niszcząc ogniem obie twierdze – Głogów i Bytom – aby Fryderyk nie mógł ich obsadzić (Radeuic. L. I. C. III.). Günther opisuje strach i ucieczkę Polaków bardzo żywo (Lib. VI. v. 101. i nast.):
[Przypisy]:
(4) Radeuic. de gestis Friderici I. Imp. L. I. C. III. p. 478… Podobnież w Muratori Scriptor. rer. Italic. Tom. VI. p. 743. W Rocznikach Henryka Sterona (Henr. Steronis Annal. in Canisii Lect. antiq. T. I. p. 233.) znajduje się wiadomość: Imperator Poloniam adit [Cesarz do Polski wkracza], błędnie umieszczona przez kopistów pod rokiem 1156. Według Sterona powinno być 1157.
Strona 277
— pauidique fugacia turpi
Terga dedere fugae — — —
Neue secuturis optata cibaria tellus
Praesidiumue ferat, uillas atque oppida tuta
Exurunt flammis, spoliataque rura relinquunt.

[— i strwożeni, sromotnie
Tyły podali do ucieczki — — —
A by nadchodzącym ziemia nie dała upragnionej żywności
Ani schronienia, wsie oraz bezpieczne miasta
Wypalają płomieniami i ograbione pola zostawiają.]
Pelzel (Gesch. von Böhmen S. 100.) twierdzi, wbrew świadectwu pisarzy niemieckich i polskich, że Głogów był przez wojsko cesarskie oblegany, zdobyty i spalony. Według niego Czesi przeszli przez Odrę, spustoszyli kraj ogniem i mieczem, a potem podążyła za nimi armia cesarska. Długosz (S. 394.) nadaje tej sprawie inny obrót. Mówi on, że armia polska nie była tak liczna jak cesarska, więc Polacy podzielili się na różne hufce i napadali wrogów z bagnistych okolic oraz miejsc niedostępnych. Podobnież gdy ci wychodzili po paszę lub na rabunek, zaskakiwali ich niespodziewanie, brali do niewoli lub wycinali w pień. Okolice wokół Wrocławia, podobnie jak wokół Poznania, musiały jednak zostać oszczędzone przez księcia Bolesława; albowiem Radewic donosi, że Fryderyk ścigał uciekających Polaków i spustoszył ogniem i mieczem ziemię wrocławską oraz poznańską (5), i…
[Przypisy]:
(5) Cesarz, ścigając uciekających i przemierzając terytorium Biskupstwa zwanego Wrocławskim, wkraczając na Biskupstwo Poznańskie i całą ziemię, sam także wyludnił ogniem i mieczem; uznając za niegodne oszczędzać tych, którzy sami wobec siebie okazali się tak okrutnymi wrogami. (L. 1. C. III. p. 478.). To samo mówi Gunther. Ligur. Lib. V. p. 82.
Strona 278
…i czuł się do tego tym bardziej uprawnionym, skoro Polacy sami tak okrutnie pustoszyli swój własny kraj. Bolesław wraz z braćmi, nie chcąc ważyć się na bitwę, widział się w tej sytuacji doprowadzonym do ostateczności. Posłał zatem do książąt i baronów, którzy stali przy armii cesarskiej – sam zaś przybył później we własnej osobie – i błagał ich (z wieloma łzami, jak mówi Radevic L. I. C. IV., co jednak jest zapewne figurą poetycką), czynił im wielkie obietnice i prosił, by pośredniczyli w jego sprawie u Cesarza, aby ten udzielił mu, jako buntownikowi, przebaczenia. Fryderyk, który według swej wrodzonej łaski potrafił oszczędzać pokonanych, a dumnych upokarzać, dał się do tego skłonić i wybaczył księciu, który całkowicie zdał się na jego łaskę.
Polscy dziejopisarze, wśród których znowu Długosz (S. 494) stoi na czele, przedstawiają tę rzecz – jak łatwo mogą się Państwo domyślić – z zupełnie innej strony. Według nich wojsko cesarskie znajdowało się w najsmutniejszych okolicznościach. Cierpiało na niedostatek żywności i wielką liczbę chorych. Żołnierze skarżyli się głośno, a nawet złorzeczyli Cesarzowi, że wpędził ich w takie kłopoty, by dogodzić obcemu. Sam Cesarz miał żałować tego przedsięwzięcia. Aby wycofać się ze sprawy z honorem i bezpiecznie – gdyż Polacy nie pozwoliliby mu tak spokojnie odmaszerować – zaaranżował przez księcia czeskiego Władysława, by ten podał rękę książętom polskim. Oni zaś…
Strona 279
…oni zaś z pewnością otrzymają od Cesarza korzystne warunki pokojowe, jeśli go o to poproszą. To też uczynili książęta, a Bolesław wiódł słowo w imieniu swoich braci. Starał się usprawiedliwić przed Cesarzem z zaszłych wypadków. Cesarz odpowiedział łaskawie i następnie w obozie cesarskim przy wsi Krzyszkowo (Krisgowe / Kruswik) ustalono warunki pokoju. Były one następujące:
Bolesław przysiągł za siebie i za całą Polskę, że Władysław nie został wygnany na hańbę Rzeszy Niemieckiej. Dalej obiecał zapłacić Cesarzowi dwa tysiące marek, tysiąc książętom, dwieście marek srebra urzędnikom dworskim i dwadzieścia marek złota Cesarowej, ponieważ nie odwiedzał zjazdów dworskich ani nie uiszczał trybutu należnego z tytułu Polski. Przysiągł też towarzyszyć Cesarzowi w wojnie włoskiej przeciw Mediolanowi z trzystu uzbrojonymi jeźdźcami. Wreszcie obiecał stawić się na najbliższe Boże Narodzenie w Magdeburgu, dać tam wystarczającą odpowiedź na skargi swego wygnanego brata i poddać się wyrokowi, który w tej sprawie orzekną Polacy i Czesi. Tylko o tych czterech warunkach pokojowych wiedzą niemieccy dziejopisarze Radevic (Lib. I. C. V.) i Günther. Polscy dodają do nich jeszcze dwa: Władysławowi miały zostać zwrócone jego prowincje dziedziczne (według Długosza S. 495. i Miechowity, który go odpisuje), Kromer zaś mówi tylko o Śląsku. Wreszcie Bolesław miał się zobowiązać…
Strona 280
…przysiąc wierność i podległość Rzeszy Niemieckiej. Wszystko to książę polski uroczyście potwierdził przysięgą i przekazał Cesarzowi najmłodszego brata Kazimierza wraz z różnymi szlachcicami jako zakładników, których Fryderyk zabrał przy swoim odwrocie z Polski.
Jednakże ze wszystkich tych warunków Bolesław nie dotrzymał ani jednego, o czym donoszą nie tylko niemieccy dziejopisarze – Radewic, Günther i Otto od św. Błażeja – lecz co przyznają także polscy: Długosz (S. 496.) i ci, którzy go odpisują, jak Kromer etc. Chociaż Długosz wyłącza wyprawę włoską, którą książę Bolesław IV miał odbyć w orszaku Cesarza; co jednak przeczy całemu stosunkowi, w jakim ci dwaj władcy stali wobec siebie, i zapewne ewidentnie pomylono tu najstarszego syna księcia Władysława z księciem Polski. Fryderyk był tak rozgniewany tym krzywoprzysięstwem, że Władysławowi – którego w nagrodę za oddane usługi ogłosił Królem w Czechach w roku 1158 na Sejmie Rzeszy w Ratyzbonie – przekazał trybut, jaki Bolesław miał uiszczać Rzeszy z powodu Polski. Niedługo potem książę Władysław zakończył życie na wygnaniu i w niedostatku w roku 1159, w 55. roku swego wieku. Czy stało się to w Altenburgu (Stargard) w Holsztynie, czy we Frankonii, czy też na Śląsku – pozostanie zapewne na zawsze niepewne. Przy jego śmierci obecni byli prawdopodobnie jego małżonka i synowie.
Solignac popełnił w historii księcia Władysława i Bolesława oraz prowadzonej przez nich wojny tak wiele błędów…
Strona 281
…tak wiele błędów, że trzeba by zapisać wiele arkuszy, by je tylko sprostować; nie wspominając o mnóstwie zmyśleń, którymi szukał wypełnienia luk tej historii. Mieliby Państwo powód być ze mnie niezadowoleni, gdybym fatygował Państwa choćby wyliczaniem tychże pomyłek. Przytoczę więc tylko parę z nich na próbę.
Mówi on (Gesch. von Pol. S. 200.), że Władysław posiadał dobra niedaleko Śląska i wyrządzał stamtąd od czasu do czasu pewne szkody w tym kraju. Krótko wcześniej donosił, że król Konrad III odstąpił mu pewne dobra ziemskie dla ulżenia jego nędzy. Któż by nie uwierzył, że to właśnie te dobra? Jednakże czytając dalej, dowiadujemy się, że założył on na granicy Śląska dwa zamki, by tym częściej i z mniejszym niebezpieczeństwem móc ważyć się na najazdy. Najnaturalniejszą rzeczą, jaką można sobie przy tym pomyśleć, jest to, że owe dwa zamki należały do jego dóbr. Ale te zamki to były Niemcza i Grodziec (Grätzberg), które nie leżały na granicy, lecz w środku ówczesnego Śląska i leżą tam do dziś. Cudzoziemiec nigdy nie powinien pisać historii kraju, nie mając stale przed oczami jego mapy.
Choć, jak mówi on na stronie 203., ustalone zostało, że Władysław ma składać hołd swojemu bratu z powodu Śląska i traktować go jako jedynego monarchę i głowę państwa (może w pokoju w Kruszwicy? Ale o tym niemieccy dziejopisarze nic nie wiedzą), to przyjął on jednak ten podarunek, który…
Strona 282
…który zrobiono mu z tymi prowincjami. (Kto zrobił mu ten podarunek? Bolesław czy Fryderyk? To była przecież jego dziedziczna prowincja!). Nie stracił czasu, by udać się do Wrocławia. (Gdybyż Solignac powiedział, gdzie Władysław wówczas przebywał; przecież nie na swoich dobrach, które Konrad wyznaczył mu na śląskiej granicy. Bo inaczej mógłby stanąć we Wrocławiu w jeden dzień). Teraz posłuchajcie Państwo, co zaszło z nim dalej. Wierzył, że będzie mógł rządzić Śląskiem jako nieograniczony pan zwierzchni, albo miał nadzieję przy okazji odebrać Bolesławowi resztę dziedzictwa należnego mu poza tym. Jednakże nie cieszył się długo tymi pochlebnymi wyobrażeniami o swoim szczęściu. (Nie przypuszczają Państwo, że Solignac zaprowadzi teraz Państwa na Śląsk? W rzeczy samej, mógłby to uczynić bardzo wygodnie, ponieważ wielu dziejopisów każe Władysławowi umrzeć na Śląsku. Jednakże muszą Państwo mieć już cierpliwość do Francuza i podążyć za nim o kilka mil dalej). Gdy przybył do Altenburga, miasta morskiego w Wagrii, został napadnięty przez chorobę, na którą zmarł kilka dni później. Jakże przybył do miasta morskiego, skoro śpieszył do Wrocławia? Miejmy nadzieję, że nie miał tam do załatwienia nic tak ważnego, jak objęcie w posiadanie Śląska. Widzą Państwo, Solignac rozumie po mistrzowsku sztukę kręcenia swoimi czytelnikami w wirze tak, że na końcu sami nie wiedzą, gdzie znajdują się wraz z autorem i bohaterem historii.