List 23. Z Wrocławia… (Samuel Beniamin Klose)

List opisuje panowanie Henryka I Brodatego, koncentrując się na jego licznych fundacjach klasztornych (zwłaszcza w Trzebnicy), rozwoju gospodarczym Śląska oraz konfliktach dynastycznych, w tym tragicznej walce z synem Konradem. Autor szczegółowo relacjonuje również zaangażowanie Henryka w sprawy ogólnopolskie, w tym regencję w Krakowie, zmagania z Konradem Mazowieckim oraz zręczną politykę, która doprowadziła do wzrostu potęgi dynastii śląskiej aż do śmierci księcia w 1238 roku.


Strona 325

Dwudziesty trzeci list.

Wrocław, dnia 7 czerwca 1780 r.

Jego godny następca, książę Henryk I, poprzez swoje mądre zarządzenia rozszerzył wszędzie wśród swoich poddanych ducha przedsiębiorczości, przemysłu i handlu. Wzniósł się na wyżyny, z których osunął się jego dziadek. I książęta śląscy utrzymaliby w przyszłości swą przewagę nad Polską, gdyby tylko oprócz jego syna żyło więcej takich, którzy byliby do niego podobni. Zbieg pomyślnych zdarzeń sprawił, że był on w stanie nie tylko utrzymać poważanie dla Śląska wśród Polaków, lecz także trwale ugruntować własną jego potęgę. Jak bardzo leżał mu na sercu rozwój kraju i dobro poddanych, jak gorliwie starał się wspierać publiczne praktyki religijne, jak hojnym okazał się poprzez pobożne fundacje – o tym do dziś świadczą wielkie pomniki pozostałe tak na Śląsku w ogóle, jak i w szczególności we Wrocławiu. Aby wypełnić ostatnią wolę swego umierającego ojca, podarował klasztorowi w Lubiążu zamiast Leśnicy wieś Schönfeld, wkrótce po tym, jak objął rządy. Ojciec bowiem zobowiązał go na jego duszę, aby on sam osobiście obszedł i wyznaczył granice (Super animam mihi commisit — Na duszę mi poruczył — Dyplom


Strona 326

Dyplom Henryka I datowany w drugi dzień Zielonych Świątek 1202 u Sommersberga Scriptor. Sil. T. I. s. 896). Musiało to wywrzeć na nim niezatarte wrażenie, albowiem uczynił to samo nie tylko w przypadku Schönfeld, lecz także przy wszystkich innych wsiach i gruntach, które podarował klasztorom. Działo się to w roku 1203, kiedy to temuż klasztorowi w Lubiążu podarował pięćset łanów, wśród których zawarte było też owe sto, które dał w zamian za dobra posiadane przez klasztor na Szczepinie i Nabytynie przed Bramą Mikołajską we Wrocławiu (Diplom. Henr. I. u Sommersberga T. I. s. 897). W pierwszych latach panowania zajmowała go szczególnie budowa klasztoru w Trzebnicy. O tym, że w roku 1203 postąpił z nią już tak daleko, iż klasztor został doprowadzony pod dach i uczyniony zdatnym do zamieszkania, świadczy zarówno świadectwo, jakie wystawił zakonnikom w klasztorze w Lubiążu: że przy budowie dachu i sprawieniu małych dzwonów udzielili pomocnej dłoni (pro respectu laboris magni obsequii, quod Lubenses fratres Nobis in constructione tectorum et campanulis in Trebnicz impenderunt — z uwagi na trud wielkiego posłuszeństwa, jakie bracia lubiąscy dla nas przy budowie dachów i dzwoneczków w Trzebnicy ponieśli. Dyplom Henryka I datowany w Głogowie 1203, w piąte idy wrześniowe, u Sommersberga T. I. s. 897), jak i pierwszy akt fundacyjny Trzebnicy, będący niezbitym dowodem, w którym Henryk wyraźnie mówi: że w oktawę Objawienia Pańskiego 1203 roku panny zakonne zostają wprowadzone do klasztoru i że wrocławski biskup Cyprian poprzez rzucone na ziemię i zgaszone


Strona 327

świece woskowe oraz groźbę klątwy potwierdza wszystkie darowizny i urządzenia poczynione przez księcia; co potem także arcybiskup Henryk z Gniezna, który przypadkiem przybył do Wrocławia, ponownie uroczyście potwierdził w święto św. Wincentego (Fundatio Monasterii Trebnicens. Henrici I. Act. in Scepin ante ecclesiam B. Nicolai, in uigilia Apostolor. Petri et Pauli 1203. u Sommersberga T. I. s. 818). W dokumencie z 1208 roku (tamże s. 821), jak również w tym z roku 1218 (tamże s. 826) powtórzone są te same słowa: [monialibus in prelibatum locum introductis — mniszkom do wspomnianego miejsca wprowadzonym]. Doprawdy, gdybym miał Państwu opowiedzieć o budowie tego klasztoru wedle zwyczajowego sposobu, musiałbym rzec: że książę Henryk I w roku 1203 uczynił z nią początek i kontynuował przez piętnaście lat, tak że w 1219 roku została ona ukończona, a kościół poświęcony (15). Jednak widzą Państwo sami, że dokumenty mówią co innego, a one mają dla Państwa, dla mnie i dla wszystkich, którym zależy na rzetelnej gruntowności w historii, o wiele


(15) Fundatum est autem templum et claustrum (Trebnicense) ad honorem omnipotentis dei et gloriose uirginis Marie atque B. Bartholomei Apostoli Anno Dni M. CC. III. Dedicatum uero Anno Dni M. CC. XIX. — Ufundowana została zaś świątynia i klasztor (trzebnicki) na chwałę Boga Wszechmogącego i chwalebnej dziewicy Marii oraz św. Bartłomieja Apostoła w Roku Pańskim 1203. Poświęcony zaś w Roku Pańskim 1219. Legenda św. Jadwigi Rozdz. VI. s. 54. Rękopis. Inskrypcja mosiężna przytwierdzona do grobu św. Jadwigi u Sommersberga T. I. s. 313. Długosz Hist. Pol. L. VI. s. 593. Polskie Roczniki Wrocławskie, Rękopis pod rokiem 1203. Henel, Breslogr. Renou. Rękopis.


Strona 328

większą wagę niż wszystkie późniejsze legendy, kroniki, księgi historyczne i inskrypcje. Musiałbym też Państwu dalej opowiedzieć: że książę Henryk I pewnego razu na polowaniu w tej okolicy, odłączywszy się od swego orszaku, wpadł w bagno, z którego nie mógł się wydostać wraz ze swym koniem, dopóki nie uczynił ślubu, że w tym miejscu zechce wybudować klasztor; że po przetrwaniu niebezpieczeństwa, jak to ludzie zwykli czynić, zapomniał o tym; lecz że jego małżonka kilkakrotnie mu o tym przypominała i tak długo na niego nalegała, aż wprowadził to dzieło w czyn (Długosz l. c., Inskrypcja na grobie św. Jadwigi l. c., Henel l. c., Pol l. c.). Gdyby fundator w dokumentach, które nadał klasztorowi, o tym powiedział, wówczas byłoby to ponad wszelką wątpliwość. I z pewnością kazałby to w nich umieścić, zwłaszcza w miejscu, gdzie podana jest przyczyna, dlaczego oddał klasztor pannom zakonnym z reguły cysterskiej (Diplom. Henr. I. u Sommersberga T. I. s. 827), gdyby ta przygoda mu się przydarzyła. Wreszcie musiałbym Państwu zameldować, że gdy książę po ukończonej budowie i bogatym uposażeniu klasztoru zapytał ksieni Petrussę wraz z jej konwentualkami: czy czegoś jeszcze potrzebują, one odpowiedziały: że nie potrzebują już niczego więcej, i że od tej odpowiedzi Trzebanic, miejscowość otrzymała nazwę Trzebnica (Długosz s. 594. Pol. Annal. Vrat. Rękopis pod r. 1203). Czemu jednakowoż zaprzeczają dokumenty, w których na długo wcześniej, nim miało się to wydarzyć,


Strona 329

miejscowość zwana jest Trzebnicą, ba, tak samo zwała się już za czasów jego dziadka, księcia Władysława II. Gdyby bowiem Trzebnica miała wówczas inną nazwę, to Henryk z całą pewnością, tak jak czynił to za każdym razem przy mniej ważnych wsiach w swych dokumentach, wymieniłby ją. Co potwierdza także akt fundacyjny klasztoru św. Wincentego z 1149 roku, w którym Trzebnica figuruje z nazwy. Jednak te bajki, które miejmy nadzieję w przyszłości nikt nie będzie podawał za historię bez rumieńca wstydu, chcemy pozostawić gryzipiórkom, którzy zmyślają dla niemieckich rapsodystów w prozie i rymach. Z łatwością mógłbym Państwu dowieść licznymi załącznikami, że nie minął żaden rok, w którym książę Henryk I nie wzbogaciłby kościołów i klasztorów poprzez swe szczodre fundacje. Tak więc podarował w roku 1204 klasztorowi św. Wincentego wieś Odern, jak również nadał mu z wielu dóbr, które tenże już posiadał, książęcą pensję (Podworowe), by za te pieniądze sprawiano obuwie dla zakonników, dalej osiem wołów, które stale musiały być utrzymywane w komplecie na koszt księcia ([boues immortales — woły nieśmiertelne]) i dwa konie, a także staw przy ich kościele, by mogli jadać ryby; wreszcie udzielił im wolności, by w ich jatkach rzeźniczych pozwalano bić duże zwierzęta (Matrica Monasterii S. Vincentii). W tym samym roku udzielił takiej samej wolności klasztorowi Najświętszej Marii Panny na Piasku, dał mu również cztery takie woły, jak też książęcą pensję (Podworowe) na wielu


Strona 330

wsiach należących do tego klasztoru, oraz stały asygnat na dziesięć marek srebra rocznie z mennicy wrocławskiej, by sprawiać za to odzienie dla zakonników (Iodoci Chronic. s. 10). Klasztorowi w Trzebnicy podarował książę w roku 1206 Proboszczów (Probisthain) i Harprechtsdorf, a w następnym Budków (Sommersb. Script. Sil. T. I. Dipl. XVI. i XL.). Również dokonał z opatem Gerardem od św. Wincentego zamiany na Oławę, za którą dał klasztorowi Psie Pole (Hundsfeld) (Diplom. Henr. I. 1206. in Archiu. Monast. S. Vincent.). Dalej przyznał w roku 1208 pannom zakonnym w Trzebnicy wieś Kotowice (Cothowiz) koło Urazu (Sommersb. T. I. Dipl. XLII.), do czego w 1223 dodał Tuzmansdorf i Hartlibsdorf, jak też Łękę, Łazy, Dobrą, Growono, Schadewinkel, Rząsawę (Romschaw) i Breitnow, a w 1224 kolejne (Sommersb. T. I. Dipl. XLIV. XLV. XLVI. XLVII. Tom. III. Dipl. LXX.). Klasztorowi NMP na Piasku potwierdził w 1209 roku jego wszystkie dobra i posiadłości, jak również określił granice góry Ślęży (Zobtenberg) (Iodoci Chronic. s. 11). Na prośbę opata Witosława i za pośrednictwem hrabiego Emrana kazał w roku 1214 między Oławą a Odrą w pobliżu Bramy Piaskowej przyznać tyle gruntu i ziemi, ile wystarczało na siedlisko i ogród, by móc na nim zbudować kościół św. Ducha wraz ze szpitalem; udzielił też opatowi i konwentowi wszystkich praw książęcych, Stroza, Preseka, Podworowe itd., na wsiach, które dobroczynne osoby podarują prepozyturze


Strona 331

św. Ducha (Archiu. Hospital. Spir. S.). Ponadto zwolnił należące do szpitala św. Ducha wsie, jak Trześnię (Treschino), Wysoką (Wysoki) itd., które podarował zarówno on sam, jak i inni dobroczyńcy, od wszelkich służebności książęcych i danin; również udzielił ludziom z tych wsi przywileju, że nie mogli być pozywani przed żadne inne sądy, jak tylko książęce, i to zapieczętowane jego sygnetem; dalej podarował, wedle woli swych baronów, ubogim ludziom tego szpitala Potschen (Opatinas), które przybywają na tratwach drewnianych na Odrze do Wrocławia, i wreszcie także rybołówstwo w tymże nurcie: z groźbą ciężkiego rozliczenia, jakie będą musieli zdać na Sądzie Ostatecznym ci, którzy cokolwiek z tych darowizn uszczuplą lub zniweczą. Dokument jest podpisany w dniu Wniebowzięcia NMP 1227 (Archiu. Hospital. Spirit. S.). Wrocław miał szczęście gościć arcybiskupa gnieźnieńskiego Henryka nie tylko w roku 1203, lecz także w 1205. Opuścił on z tego powodu Polskę, ponieważ rzucił klątwę na księcia Władysława. Tę wiadomość, której nie można znaleźć u żadnego polskiego pisarza, a którą należy uważać za przyczynek do historii Polski, zachował dla potomności książę Henryk w wyżej przytoczonym dokumencie o zamianie Oławy na Psie Pole. Przy klasztorze św. Wincentego od pierwszej fundacji aż do czasów księcia Henryka odbywał się jarmark. Tenże zmienił go i nadał mu dla pożytku


Strona 332

kościoła dziewiąty targ ze wszystkich tych, które odbywały się we Wrocławiu, Oleśnicy, Domasławiu i Legnicy; jak również udzielił na prośbę opata i konwentu wszystkim obcym w Kostomłotach i Biowie używania prawa niemieckiego. Henryk kazał wystawić o tej zamianie dwa dokumenty, pierwszy w 1214, drugi w obecności i za zgodą swego syna w 1232 (Archiu. Monast. S. Vincent.). Pozwólcie nam teraz przejść do wielkich scen księcia Henryka I, w których Wrocław brał bliższy udział. Już bardzo wcześnie wciągnął on swego pierworodnego księcia Henryka do spraw państwowych; (potwierdzenie wolności i posiadłości klasztoru NMP na Piasku z 1209 roku jest zatwierdzone przez Henryka I i jego syna Henryka II, który miał wówczas 18 lat, pieczęciami obu). Wzbudziło to zapewne u pozostałych dwóch braci zazdrość i niezgodę; tak że ojciec wreszcie zdecydował się, aby zaradzić niesnaskom, podzielić swój kraj między księcia Henryka i Konrada w roku 1212; albowiem trzeci, Bolesław, zmarł krótko przed tym podziałem w tym samym roku. Zazwyczaj jako przyczynę tego szczególnego zdarzenia podaje się, że Henryk I złożył rządy z tego powodu, by udać się na spoczynek i spędzić całą resztę swego życia na pobożnych rozmyślaniach, i że uczynił to za usilną namową swej małżonki (Pol. Bresl. Annalen pod rokiem


Strona 333

pod rokiem 1214. Thebes. Ligniz Jahrb. T. 2. s. 36). Jednakże starsze wiadomości, jak i cały ciąg wydarzeń, są temu przeciwne. Najlepiej zrobi się, jeśli przedstawi się sprawę tak, jak opowiada ją wyżej wymieniony kronikarz z 1390 roku, który jest tu najstarszym świadkiem. Podaje on jako najgłówniejszą przyczynę sporów między braćmi to, że ojciec ożenił młodszego księcia Konrada z córką księcia saskiego i wyznaczył mu zarazem okręg lubuski, jak też tę część Łużyc, która należała do Śląska; najstarszemu zaś księciu Henrykowi przeznaczył ziemię wrocławską wraz z należącymi do niej wówczas okręgami, która zwie się teraz Dolnym Śląskiem. Jednak właśnie przez to dał pożywkę dla niezgody swych książąt jeszcze bardziej i sprawił, że zapalili się w ogniu wojennym, podczas gdy chciał go stłumić w pierwszym zarzewiu. Konrad bowiem poczuł się obrażony przez ten podział, jego gniew zapłonął przeciwko bratu, który otrzymał o wiele więcej ziem, i powziął nieszczęsny zamiar, by mu je wydrzeć. Oboje rodzice próbowali wszystkiego co możliwe, by go odwieść od tego nienawistnego przedsięwzięcia; lecz ponieważ swymi naglącymi przedstawieniami i prośbami nic u niego nie wskórali, pozostawili go swemu losowi. Henryk I udał się do Głogowa, a Jadwiga do Niemczy. Mściwy Konrad ruszył ze swym wojskiem, które składało się z Polaków, którym bardzo sprzyjał, oraz z Łużyczan (Lubuszan), na swego


Strona 334

swego brata, który zjednoczył w jedną armię tylu, ilu tylko zdołał w pośpiechu zebrać ze Ślązaków, zwłaszcza Niemców, i pomaszerował z nią pod Legnicę. Konrad zbliżył się już od strony Złotoryi (Goldberg) i obie armie starły się o milę od Legnicy, między Studnicą a Rokitkami (Rotkirch). Bitwa była krwawa; Polacy walczyli początkowo zapalczywie, ale w końcu rzucili się do ucieczki, a wrocławianie wraz z pozostałymi Ślązakami utrzymali jako dzielni wojownicy wraz ze swym zwycięskim księciem Dobrepole (Walstat). Konrad Kędzierzawy, by ratować życie, uciekł do swego ojca do Głogowa; i tak zakończyła się w 1214 roku pierwsza śląska wojna braci. Albowiem jakiś czas później Konrad spadł na polowaniu w lesie pod Tarnowem i skręcił kark (Chron. Princ. Pol. s. 41). Długosz każe mu połamać nogi (Hist. Pol. s. 616). Zawieziono go do Trzebnicy, gdzie jego siostra Agnieszka, która go czule kochała, wypłakała łzy na jego grobie. Teraz pozostał już tylko jedyny książę Henryk, który miał zbyt wiele synowskiej miłości do swych rodziców, by wbrew woli ojca chcieć utrzymać posiadłości Śląska; zwłaszcza że był on wciągany do spraw państwowych i potrzebowano przy tym jego zgody. Znajdował się on w tym samym roku wraz z ojcem we Wrocławiu i był obecny przy zamianie w sprawie Oławy (Presente filio nostro et consentiente — W obecności syna naszego i za jego zgodą — Dyplom Henryka I w Archiwum Klasztoru św. Wincentego). Thebesius sądzi, że Henryk I po tym następującym po sobie nieszczęściu


Strona 335

nieszczęściu swoich książąt nie ufał jeszcze porywczym latom i walecznemu umysłowi swego pozostałego syna Henryka Pobożnego, i obawiał się, że przy jego dalszych rządach straci także jego przedwcześnie, i dlatego sam z powrotem przejął rządy (Lign. Jahrb. T. II. s. 37). Jednak jest jeszcze pytanie: czy Henryk I kiedykolwiek odstąpił rządy swoim synom? I na to trzeba będzie, jeśli posiada się choć trochę więcej niż przeciętną znajomość historii polskiej i śląskiej tego i poprzednich stuleci, odpowiedzieć przecząco. Kilka lat później, w 1217, ufundował ten książę w Nowogrodzie Bobrzańskim (Naumburg am Bober) klasztor kanoników regularnych św. Augustyna (Pol. Bresl. Annalen pod 1217. Henel Silesiogr. Renou. C. VIII. s. 447). Ledwo Wrocław został odbudowany, a spotkał go w roku 1219 smutny los, że w większej części został strawiony przez płomienie (Henel Breslogr. Renou. C. X. Pol. Feuerspiegel s. 36). Również Żydzi mieli zostać w tym roku po raz pierwszy wygnani z Wrocławia (Seyfarts Schlesische Chronik). Polius umieszcza to pierwsze wygnanie w roku 1226 i dodaje jeszcze: wkupili się jednak z powrotem za pieniądze (Bresl. Annalen pod rokiem 1226). W Polsce Prusowie rozprzestrzenili się tak daleko i nękali księcia Konrada Mazowieckiego tak bardzo, że widział się zmuszonym wezwać księcia Henryka I na pomoc. Ten odbył z nim w 1222 wyprawę wojenną przeciwko Prusom, pokonał ich i dał księciu


Strona 336

księciu Mazowsza radę, by na korzystnych warunkach ściągnął do swego kraju rycerzy zakonu niemieckiego (Krzyżaków), do czego ten się zastosował i odstąpił tym rycerzom ziemię chełmińską wraz ze wszystkim, co w przyszłości odbiorą niewiernym Prusom, w roku 1226 (Bogufał u Sommersberga T. I. s. 59. Długosz L. VI. s. 622. Thebes. Lign. Jahrb. T. II. s. 40. Poln. Biblioth. T. I. s. 297 i n.). Ten zawarty układ został potwierdzony przez cesarza Fryderyka II w Rimini w marcu 1226, który nadał wielkiemu mistrzowi Hermannowi von Salza, jak też jego rycerzom, wszelkie regalia w ziemi chełmińskiej, jak i w tych miejscach, które w przyszłości zdobędą w Prusach. Dokument znajduje się w Rousset Supplement au Corps diplomatique Tom. I. s. 82. Autor chronologicznej historii Polski s. 32, podobnie jak Wagner Poln. Gesch. s. 163, umieszczają ten układ w roku 1230, a przecież w dokumencie cesarza Fryderyka II stoi wyraźnie 1226. Klasztor Henryków został przez Henryka, wrocławskiego kanonika i notariusza księcia Henryka I, ufundowany w roku 1222, przez księcia w pełni wybudowany i w 1228 wyposażony. Dlatego też fundację należy właściwie przypisać temu księciu, co zostało wyrażone w inskrypcji, która znajduje się w wejściu do tego klasztoru (Henel Münsterberg. Chronik. s. 142). Teraz ujrzą Państwo naszego Henryka przez większą część reszty jego życia zajętego Polską, do czego dały powód ówczesne położenie ustroju tego kraju i stosunki książąt między sobą.


Strona 337

Udał się on tam z licznym wojskiem w roku 1225 za namową stronnictwa przeciwnego księciu Leszkowi Białemu, które powierzyło mu rządy nad Polską w imieniu stanów. Długosz mówi (Hist. Pol. L. VI. s. 631): Henryk uznał za hańbę i zniewagę, że ma ustępować Leszkowi, skoro jemu jako najstarszemu wśród książąt należała się monarchia nad Polską i księstwo krakowskie. Gdy dotarł aż do rzeki Dłubni, niedaleko Krakowa, zatrzymał się, jako że zastał przed sobą wojsko księcia Leszka w gotowości. Obie stojące w broni strony miały większą skłonność do spokoju niż do walki. Został więc za pośrednictwem biskupa Iwona i stanów wynegocjowany pokój. Henryk udał się z księciem Leszkiem do Krakowa, gdzie przez cały tydzień był jak najwspanialej goścony, a następnie powrócił na Śląsk (Długosz s. 632. Thebes. T. II. s. 40 i n.). Wrocław cieszył się, że widzi swego pana z powrotem bez splamienia krwią, w towarzystwie pokoju; lecz dwa lata później miał on bardzo smutny, straszliwy widok. Świętopełk, namiestnik Pomorza, prosił księcia Leszka, i to powtarzając to wielokrotnie bardzo nagląco, by ten zechciał ogłosić go księciem Pomorza, przy czym obiecywał uznawać go nadal za swego zwierzchnika. Lecz Leszek nie uznał za wskazane, by od razu przychylić się do tej prośby. Na co Świętopełk zatrzymał trybut z Pomorza, który


Strona 338

który zazwyczaj uiszczał księciu, i kazał sobie przysiąc wierność przez szlachtę i pospólstwo. Leszek zwrócił się w tej drażliwej sprawie, której nie chciał chętnie pozostawić krwawej wojnie, do księcia Henryka I, do którego miał szczególne zaufanie. Obaj rozważyli to dojrzele i uznali wreszcie, że najlepiej będzie zwołać zjazd. Tak się stało, i zarówno Świętopełk, jak i pozostali namiestnicy, oprócz książąt i biskupów, zostali nań wezwani. Wszyscy przybyli już do Gąsawy na święto Marcina 1227. Tylko Świętopełk brakował. Jeśli to, co mówi Długosz – o czym jednak współczesny Bogufał, podobnie jak kronikarz Jan, jak też Nieznany z 1390 roku nic nie wiedzą – jest prawdą, że Leszek Biały zorganizował to spotkanie po to, by tym łatwiej zawładnąć Świętopełkiem i w ten sposób bez rozlewu krwi dostać Pomorze z powrotem w swoją moc; to tenże potrafił bardzo dobrze odegrać swoją rolę. Albowiem wysyłał kilkakrotnie posłańców do Leszka, by się przed nim usprawiedliwić, że jeszcze nie przybył, i kazał zarazem donieść, że wkrótce tam będzie. Mogą się Państwo łatwo domyślić, że używał ich jako szpiegów, którzy musieli mu donosić, co działo się w Gąsawie. Po tym, jak przez cztery dni zajmowano się sprawami krajowymi, przybył on wreszcie, 14 listopada, ale w towarzystwie znacznej liczby uzbrojonych, i napadł z nimi tak na domostwa, jak


Strona 339

jak i na namioty książąt; wszystko, co mu się opierało, kazał wyciąć. Leszek i Henryk o nieszczęśliwej godzinie byli właśnie w łaźni. Ten pierwszy, który z racji swego kwitnącego wieku był zwinny, wyskoczył natychmiast, nie bawiąc się w ubieranie, wskoczył na konia i odjechał. Świętopełk popędził za nim, a gdy przy obu znalazło się więcej ich ludzi, wywiązała się walka, która zakończyła się wyrżnięciem Polaków i śmiercią ich księcia. Tylko niektórzy z ludzi Świętopełka pozostali w tyle. Ci rzucili się na księcia Henryka I, który również znajdował się w łaźni (16), i spotkałby go ten sam los co Leszka, gdyby Peregryn z Wiesenburga nie rzucił się na niego, nie przyjął ran, które miały trafić jego pana, i nie poświęcił swego życia za księcia. Po tym, jak mordercy się oddalili, został on zabrany w bezpieczne miejsce i w lektyce, ciężko ranny, zaniesiony do Wrocławia (17).


(16) Kronikarz Jan i Nieznany z 1390 r. mówią: in lecto [w łóżku], za którymi poszedł Wagner w Historii Polski s. 165, który pisze: Henryk został napadnięty w łóżku. Jednak współczesny Bogufał pisze wyraźnie: [Henricus — ibidem in balneo grauiter uulneratur — Henryk tamże w łaźni ciężko ranny] (Chron. Pol. s. 57), tak też Długosz i wszyscy nowsi polscy i śląscy historycy, którzy za nim powtarzają. (17) Bogufał s. 57. Jan Chronic. Pol. s. 8. Anonim Chron. Princ. Pol. s. 41. Długosz s. 635.


Strona 340

Henryk wyzdrowiał ze swych ran, a los ciągnął go z powrotem do Polski. Wdowa po Leszku wraz z najlepszą częścią baronów krakowskich prosiła go o objęcie rządów opiekuńczych. Dał się wreszcie nakłonić ich powtarzającym się prośbom i przybył z armią w roku 1228 na początku wiosny do Polski; ponieważ książę Konrad zbroił się przeciw niemu, twierdząc, że jako bratu Leszka przysługuje mu bliższe prawo do opieki nad księciem Bolesławem, i starał się dowieść tego orężem. Henryk założył dwie twierdze, jedną w Skale, drugą w Międzyborzu (Merbore/Mezbore), i zaopatrzył je w silne załogi.

Na nie ruszył Konrad i oba razy został pobity. W pierwszym starciu stracił swego pierworodnego syna Przemysła, który dzielnie walczył na czele wojska, w ostatnim pod wsią Wrocieryż uciekł po wielkiej klęsce w pobliskie lasy i góry, i wycofał się stąd na Mazowsze. Ponieważ pora roku już tak dalece upłynęła, że nie widział nadziei, by dalej szkodzić księciu Henrykowi orężem, obmyślił podstęp, by mu zaszkodzić. Henryk również kazał już swemu synowi z armią maszerować na Śląsk, a on zatrzymał się

[Kontynuacja przypisu ze strony 339 na dole strony 340] s. 635 i n. Curei Annal. Siles. s. 63. Theb. Lign. Jahrb. T. II. s. 41. Solignac, Gesch. von Polen, s. 247.


Strona 341

zatrzymał się jeszcze przez jakiś czas w Polsce, by załatwić z baronami sprawy rządowe. Tę korzystną okazję starał się wykorzystać Konrad. Niektórzy z niezadowolonych ze szlachty krakowskiej, którzy trzymali jego stronę, zdradzili mu wszystko, co Henryk zamierzał. Napadnięto go więc, gdy uczestniczył we mszy w kościele w Spytkowicach, i poprowadzono jako więźnia do Płocka. Jego syn był już w trakcie wyruszania z licznym wojskiem, by wyrwać ojca z rąk wroga, gdy Jadwiga temu przeszkodziła i sama udała się do księcia Konrada. Wynegocjowała pokój na następujących warunkach: że Henryk odda jeńców i zrzeknie się rządów opiekuńczych. Dla potwierdzenia tegoż zawarto podwójny związek małżeński między dwoma synami księcia Konrada a dwiema córkami księcia Henryka II (18). Można by sądzić, że Henryk będzie mógł teraz cieszyć się w spokoju resztą swych dni życia. Osiągnął już sędziwy wiek, który rzadko jest skłonny do podbojów i zniszczeń, a bardziej do budowania


(18) Jan Chron. Pol. s. 9. Anonim Chron. Princ. Pol. s. 41. Długosz s. 638 i n. Curei Annal. Sil. s. 64. Pol. Bresl. Annalen pod rokiem 1228. Henel Bresl. Renou. Mst. C. IV. Thebes. s. 43. Solignac Gesch. von Polen s. 250. Duma Henryka jest francuską fantazją.


Strona 342

budowania i ustanawiania sobie trwałej pamiątki przez dobroczynne urządzenia. Uroczyście zaprzysiągł pokój zawarty z księciem Konradem. Nawet jeśli ten dałby mu okazję do zerwania, to Henryk z pewnością długo by się namyślał, nim wystąpiłby przeciw niemu jako wojownik. A jednak widzimy go znowu w Polsce na placu boju. Najpierw ruszył w roku 1233 na księcia Władysława Plwacza (Sprizler), który był współwinny ran, jakie Henryk otrzymał w Gąsawie. Nie tyle zemsta uzbroiła go przeciw temu nieszczęsnemu księciu, lecz magnaci w Polsce wezwali go tam na swego obrońcę i władcę, i przekazali mu księstwa Wielkopolski. Henryk wygnał go z jego krajów (19). Książę Konrad Mazowiecki okazywał w swych rządach opiekuńczych tak wielką surowość, że możni, aby uwolnić się od tyranii tego księcia, doprowadzili matkę Bolesława do decyzji, by ogłosić księcia, który osiągnął teraz piętnasty rok życia, za pełnoletniego. Konrad dowiedział się o tym, a aby nie przeszkadzano mu w rządach, kazał zaprosić do siebie Grzymisławę wraz z Bolesławem w jak najbardziej przyjacielski sposób, pod pretekstem,


(19) Bogufał s. 59. Długosz s. 648 i n. Maciej z Miechowa L. III. C. 34. s. 87. Tom. II. Scriptor. Polon. Histor.


Strona 343

pretekstem omówienia z nimi spraw państwowych. Skoro tylko do niego przybyli, zostali osadzeni w bezpiecznym areszcie, ponieważ zauważył, że czynili miny, jakby chcieli się oddalić spod jego nadzoru. Jako więźniowie w zamku Sieciechów przeciągnęli tamtejszego opata na swoją stronę, tak że sprzyjał ich ucieczce, właśnie gdy książę Konrad był zajęty wyprawą przeciw Prusom. Schronili się znów u księcia Henryka i przybyli w 1234 roku do Wrocławia. Tutaj Henryk przyjął ich bardzo przyjaźnie i obiecał im swą ochronę; zawarł też, jeśli chce się wierzyć Długoszowi (Hist. Polon. s. 652), układ, w którym Bolesław odstąpił mu niektóre okręgi w Polsce. Ponieważ jednak w tym samym czasie syn księcia Konrada, Bolesław, wrogo pustoszył ziemię krakowską, Henryk pomaszerował ze śląskim wojskiem do Polski, dokąd towarzyszył mu książę Bolesław wraz ze swą matką. Stany przyjęły go radośnie, przekazały mu zamek Kraków wraz z pozostałymi miastami i poddały się jego panowaniu. Książę Konrad skierował teraz całą swą potęgę w 1235 roku przeciwko księciu Bolesławowi z Krakowa i jego opiekunowi Henrykowi; wkroczył do ziemi krakowskiej w nadziei, że wielu możnych przejdzie na jego stronę, których starał się przyciągnąć do siebie rozmaitymi sztuczkami, podarkami i obietnicami. Ponieważ jednak kazał umocnić różne klasztory, dając przez to następcom zły przykład bezczeszczenia tych budynków poświęconych religii i narażania


Strona 344

narażania ich na zniszczenie, uczynił umysły krakowian jeszcze bardziej sobie niechętnymi. Henryk, który nie chciał na próżno przelewać krwi wiernie mu oddanych Polaków, nie wdawał się z nim w żadną decydującą bitwę; lecz czynił mu poprzez odcięcie żywności i małe potyczki taki uszczerbek, że ten widział się w końcu zmuszonym ciągnąć ze swą bardzo stopniałą armią smutno na Mazowsze. Zostawił po sobie spustoszenie i głód. W następnym roku Henryk skierował jeszcze raz swój oręż przeciwko księciu Władysławowi Plwaczowi. Podporządkował już sobie wszystkie miasta i zamki, tylko Gniezno jeszcze pozostało, a wtedy Władysław nie posiadałby już niczego. Ruszył więc na zamek, oblegał go długo; był jednak na koniec tak nieszczęśliwy, że musiał od niego odstąpić i zostawić swemu wrogowi wolność mszczenia się poprzez spustoszenia i grabieże. Ponieważ w czerwcu 1236 roku na zgromadzeniu książąt polskich obie córki Henryka II, Konstancja i Gertruda, zostały połączone małżeńsko z synami Konrada Mazowieckiego: Bolesławem, któremu ojciec miesiąc później przydzielił Mazowsze, i Kazimierzem, któremu przydzielił Łęczycę i Kujawy, przez biskupów Władysława i Płocka; to jest bardzo prawdopodobne, że te zaślubiny przyczyniły się bardzo do przywrócenia dobrego porozumienia między Henrykiem a Konradem, które po różnych zorganizowanych spotkaniach wielkich z obu


Strona 345

obu stron zostało całkowicie ugruntowane przez zawarcie pokoju w 1237 roku, po zgubnej wojnie domowej trwającej dwa lata. Konrad wycofał załogi, które miał jeszcze w niektórych umocnionych klasztorach, i złożył opiekę nad Bolesławem. Ten zdał się także w przyszłości całkowicie na kierownictwo i rządy księcia Henryka I, który w istocie zachowywał się jak regent Polski, księstw Krakowa i Sandomierza. Według Długosza (Hist. Pol. s. 658) książę Bolesław pozostawił mu dochody z ziemi krakowskiej i sandomierskiej, wraz z cłami, jak również z żup solnych w Wieliczce, które wówczas zostały odkryte, za wielkie usługi, jakie wyświadczył jemu i krajowi, wyrywając go księciu Konradowi. Bolesław, który stale żywił w sobie niezatarte obrzydzenie do tego księcia i obawiał się podstępnych zasadzek z jego strony, prosił księcia Henryka, by zechciał wyznaczyć jemu wraz z matką miejsce, gdzie mogliby być bezpieczni. Ten zaproponował im Skałę, dokąd też się udali, i tam przez pięć lat żyli w odosobnieniu z dochodów, które wyznaczył im Henryk (Długosz s. 660). Tu jest miejsce, by poruszyć kwestię: czy Henryk pisał się księciem Polski i Krakowa. Z dokumentów można by to wprawdzie najpewniej rozstrzygnąć; lecz chcę Państwu przedłożyć najpierw fragmenty z historyków, którzy na to pytanie odpowiadają częściowo Tak, częściowo Nie. Bogufał


Strona 346

Bogufał nazywa księcia Henryka I wyraźnie Zlesie et Cracouie Ducem [Księciem Śląska i Krakowa], a także Slesie, Polonie et Cracouie terrarum dominum [panem ziem Śląska, Polski i Krakowa] s. 59, nie wyjaśniając przy tym: czy książę sam nadał sobie ten tytuł, czy też nie. Ten sam pisze: [Henricus cum barba, Dux Slesie, Cracouiensem Ducatum et partem terre Sandomirie etiam consentiente Boleslao pro se usurpauit — Henryk z Brodą, Książę Śląska, Księstwo Krakowskie i część ziemi sandomierskiej za zgodą także Bolesława dla siebie uzurpował] s. 58. Podobnie przy wzmiance o jego śmierci [Henricus cum barba Dux Slesie, Polonie et Cracouie — Henryk z Brodą Książę Śląska, Polski i Krakowa] s. 59. Jan, jak i Nieznany z 1390 r., wprawdzie nie nazywają go księciem Polski i Krakowa, piszą jednak, że panował nad Polską (Sommersb. Script. Sil. T. I. s. 9 i 42). Długosz jest pierwszym, który mówi: że Henryk w 1234 panował zarówno jako książę Wielkopolski, Krakowa i Sandomierza, jak też tak się pisał; potem jednak w 1237 powstrzymał się od tytułu księcia Krakowa i Sandomierza z miłości do Bolesława, i nazywał się tylko księciem i panem Wielkopolski i Śląska. Ponieważ fragmenty, w których o tym donosi, były wykorzystywane przez wszystkich późniejszych historyków i dają wyjaśnienie różnych opinii przyjętych w tej ważnej sprawie, załączam je poniżej (20). Maciej z


(20) Henricus autem cum barba Vratislauiensis Dux Cracouiensis, Sandomiriensis et Lublinensis Principatuum possessionem 1234. nactus benignum se tutorem et curatorem Boleslao Pudico praebuit, et tum


Strona 347

z Miechowa nie opuścił tutaj, jak zwykle zazwyczaj, swego przewodnika Długosza; co też uczynili Cureus, Rätel, Polius, Lucas, Thebesius i Wagner! Znajdą Państwo fragmenty z tych historyków tutaj (21) zaznaczone, by móc je porównać tak ze sobą nawzajem, jak i z Długoszem.


[Ciąg dalszy przypisu 20] …tum Maioris Poloniae, quam Cracouiensem et Sandomiriensem Ducem se gessit, et titulauit; praesertim ne Dux Boleslaus per aetatem ducalia bona inter milites distraheret, omnes tamen regiones ex integro Boleslao restituit, et eum cum matre fecit gaudere plena et quieta omnium suorum Principatuum possessione. (Histor. Pol. s. 652.) Itaque ex eo tempore 1237. Henricus cum barba se Monarcham regni Poloniae gessit; — titulo uero Cracouiensis et Sandomiriensis Ducis ob amorem, quo in Boleslaum Pudicum flagrabat, abstinuit; sed duntaxat se Maioris Poloniae et Slesiae Ducem et Dominum nominauit. s. 658. — …wówczas Księciem Wielkopolski, jak i Krakowskim i Sandomierskim się zachowywał i tytułował; zwłaszcza aby Książę Bolesław z racji wieku dóbr książęcych między żołnierzy nie roztrwonił, wszystkie jednak krainy w całości Bolesławowi przywrócił, i sprawił, że on wraz z matką cieszył się pełnym i spokojnym posiadaniem wszystkich swoich Księstw. (…) Tak więc od owego czasu 1237 Henryk z Brodą jako Monarcha królestwa Polskiego się zachowywał; — od tytułu zaś Księcia Krakowskiego i Sandomierskiego z miłości, jaką pałał do Bolesława Wstydliwego, powstrzymał się; lecz jedynie Księciem i Panem Wielkopolski i Śląska się mianował.

(21) Henrici cum barba auctoritas ex tutoria Boleslai Pudici plurimum creuit. Nam eo tempore Monarcham Poloniae et Ducem Cracouiensem, Sandomiriae, Poloniae et Slesiae se titulauit, et praedictos Ducatus in pace gubernauit. Matth. de Michou. L. III. C. 35. s. 89. ed. Pistor. — Autorytet Henryka z Brodą z opieki nad Bolesławem Wstydliwym bardzo wzrósł. Albowiem w owym czasie Monarchą Polski i Księciem Krakowskim, Sandomierskim, Polski i Śląska się tytułował, i rzeczonymi Księstwami w pokoju zarządzał.]

[Facta pace cum Conrado Henricus, quamuis Principis ac Ducis Cracouiensis et Sendomiriensis titulo abstineret, tamen suo nutu eas regiones gubernabat, et magnam redituum partem non inuito Boleslao accipiebat, ut sumtus in bellum factos compensaret. Cromer. de reb. Pol. Lib. VIII. s. 206. — Po zawarciu pokoju z Konradem Henryk, chociaż od tytułu Księcia i Władcy Krakowskiego i Sandomierskiego się powstrzymywał, jednak na swoje skinienie owymi krainami rządził, i wielką część dochodów nie wbrew woli Bolesława przyjmował, by wydatki na wojnę poniesione zrekompensować. Ab hoc tem-


Strona 348

Autor chronologicznej historii Polski powtarza to samo za Długoszem, tylko że dodaje jeszcze: ten tytuł księcia Krakowa i nieograniczona władza, z jaką Henryk rządził, skłoniły niektórych historyków do zaliczenia go w poczet książąt Polski. Jest prawdą, posiadał całą


[Ciąg dalszy przypisu 21] -pore (1233.) ad mortem usque Henricus habuit titulum Ducis totius Silesiae, maioris et minoris Poloniae. Curei Annal. Sil. s. 65. — Od tego czasu (1233) aż do śmierci Henryk miał tytuł Księcia całego Śląska, wielkiej i małej Polski.

Od tego czasu prowadził książę Henryk Brodaty tytuł księcia na całym Śląsku, Wielko- i Małopolsce aż do swego końca. Kronika Rätela tłumaczona z Cureusa s. 64.

Od tego czasu książę Henryk I prowadził tytuł księcia na całym Śląsku, Wielko- i Małopolsce aż do swego końca. Pol. Bresl. Annal. pod rokiem 1234.

Henryk prowadził tytuł Wielkiego Księcia w Wielko- i Małopolsce, księcia na Śląsku. Lucas Schles. Chronik s. 36 i 833.

Po 1235 książę Henryk Brodaty wprawdzie powstrzymywał się od tytułu księcia Krakowa, ale rządził tymi krajami jako książę. Thebes. Lign. Jahrb. T. II. s. 45.

Henryk przyjął tytuł jako książę Krakowa i Sandomierza. Wagner Gesch. von Pol. s. 167.



Strona 349

całą władzę; ale nie sprawował jej dla siebie i ma się liczne dowody, które poświadczają suwerenność Bolesława i zależność regenta. Jego autorytet mógł być nie wiem jak wielki; to nie mógł on jednak przewyższać tego, jaki Filip książę Orleanu miał podczas małoletności Ludwika XV; a kto kiedykolwiek zaliczył księcia regenta w poczet królów Francji? Z historii przedstawionej już powyżej, jak też z poniższych fragmentów będą Państwo sami zdolni rozstrzygnąć, w jakiej mierze nasz książę może być porównany z regentem Francji i jak bardzo się od niego różnił. Gdyby miało się tylko ten jedyny dokument, w którym Henryk klasztorowi w Kamieńcu udzielił prawa patronatu nad kościołem we Frankenberg (Przyłęk?) i w Warcie w 1230 roku, który ujawnił Henelius (Münsterb. Chronik Sommersb. Script. Siles. T. I. s. 143), to można by łatwo wysnuć z tego ogólny wniosek: Henryk w swoich listach pisał się wszędzie Dux Slesie Polonie et Cracouie. Jednak jest wiele takich, w których tego nie czynił i nazywa się jedynie Slesie Dux. Jak w dokumencie, w którym daruje klasztorowi w Trzebnicy 200 łanów w roku 1234 (Sommersb. T. I. s. 831), podobnie w tym, który wydał klasztorowi św. Wincentego w sprawie zamiany jarmarku. Legnica 1232 (Archiu. S. Vincent.).


Strona 350

Henryk wyniósł swój dom książęcy na godną pozazdroszczenia wyżynę, panując nieograniczenie nad Wielkopolską, Krakowem i Sandomierzem i widząc swe szczęście w swych potomkach. Śląsk brał udział w radości swego księcia, gdy w roku 1236 Kazimierz książę Kujaw z Konstancją, córką księcia Henryka II, a w 1237 Gertruda, jej siostra, z księciem Bolesławem Mazowieckim, odprawiali we Wrocławiu uroczyście swoje pokładziny (Curei Annal Siles. s. 65. Pol. Bresl. Annalen). W następnym roku był w podróży na Łużyce w sprawach rządowych, gdy w Krośnie (Odrzańskim) zachorował, gdzie też 19 marca zmarł (Długosz s. 661). Jego ciało zostało przez jego syna, wśród wylewania obfitych łez wszystkich jego poddanych, przewiezione do Trzebnicy i pochowane przed ołtarzem głównym, gdzie jeszcze widać jego pomnik. Oto jest jego nagrobek, który mogą Państwo uważać za przyczynek do dawnej literatury śląskiej.

Dux Henricus, honor Slesie, quem plangere conor Hic iacet, hunc fundans fundum, uirtute abundans, Tutor egenorum, schola morum, uirga reorum, Cui sit ut absque mora locus in requie bonus ora.

[Książę Henryk, zaszczyt Śląska, którego opłakiwać usiłuję Tu leży, ten fundując grunt, w cnotę obfitujący, Opiekun potrzebujących, szkoła obyczajów, rózga dla winnych, Dla którego niech będzie bezzwłocznie miejsce w spoczynku dobrych, módl się.]


Strona 351

Jego wizerunek znajdą Państwo w miedziorycie u Thebesiusa (Lign. Jahrb. T. II. s. 46), a krótki opis jego nagrobka u Past. Fuchsa Reformat. und Kirchengeschichte des Fürstentum Oels. Bresl. 1779. s. 430.

Henryk był czcigodny pośród wszystkich wówczas żyjących książąt w Polsce nie tylko ze względu na swój wiek, lecz cieszył się także największym poważaniem z powodu przymiotów swego ducha i sztuki rządzenia. Potrafił unikać błędów swego dziadka, a przeciwstawne im cnoty stosować dla wspierania dobra państwa. Posiadał niezbędną dla książąt sztukę w stopniu wyśmienitym: widzenia głęboko w serca ludzi i kierowania nimi wedle swoich zamierzeń. Dlatego był w doborze swych sług tak szczęśliwy, że kochali go oni aż do ofiary z własnego życia, jak Peregryn z Wiesenburga. Potrafił zasługę nie tylko cenić, lecz także nagradzać; i tak zniżać się do swoich poddanych, że kochali go jak swego ojca, a jako swego księcia słuchali z czcią. Także polscy książęta patrzyli na niego jak na swego obrońcę i przyjaciela, a on okazywał się wobec nich takim. Był wnukiem tego księcia, którego Polacy wyrzucili ze swego łona, pochodził z niemieckiej krwi, której każdy Polak nienawidził; a jednak Polska w swych niebezpiecznych położeniach uciekała się do niego i oddawała się całkowicie pod jego opiekę. Uczynił on kraj szczęśliwym przez swoje rządy,


Strona 352

wprowadzając mądre prawa i łagodniejsze obyczaje, powierzając sprawy państwowe tylko osobom o rozeznaniu i zasługach, a oddalając od siebie oszczerców i pochlebców. Czule ustępliwy wobec swej małżonki, niekiedy pobłażliwy dla swych dzieci, pełen miłości dla swych sług dworskich, pełen łaski dla swych poddanych, trwał w każdej chwili przy swoim postanowieniu, gdy był przekonany, że jednoczy sławę swego domu z dobrem swoich obywateli.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.