List ten stanowi studium porównawcze pobożności i charakterów dwóch spokrewnionych ze sobą świętych: Jadwigi Śląskiej oraz jej siostrzenicy, Elżbiety z Turyngii. Autor opisuje ich surowe praktyki ascetyczne, bezgraniczne oddanie dziełom miłosierdzia oraz wpływ, jaki wywierały na swoich mężów i otoczenie w kontekście religijnego entuzjazmu XIII wieku.
Strona 353
Dwudziesty czwarty list. Wrocław, dnia 14 czerwca 1780 r.
Duch epoki i wychowanie mają decydujący wpływ na charakter moralny nawet tych osób, które tworzą epokę w sposobie myślenia i obyczajach całego narodu. Jadwiga, córka potężnego księcia Bertholda, księcia Meranii, margrabiego Badenii i hrabiego Tyrolu (21), wkroczyła na scenę w czasie, gdy świat chrześcijański popadł w rodzaj marzycielskiego entuzjazmu. Rycerze naznaczeni krzyżem wyruszali na przygody do Palestyny, a święci wędrowali po Europie, przyciągając
(21) Legenda S. Hedwigis Msta C. I. s. 3. Speculum genealogiae S. Hedwigis Legendae annexum. Widemann Chronicon Curiae u Menkena Scriptor. Germ. T. III. s. 639.Ten, kto chce teraz ganić tytuł Ducissa Morauiae (Księżna Moraw), który znajduje się we wszystkich źle napisanych kronikach wrocławskich i pismach historycznych, noszących na czole znamię odrzucenia, przychodzi o całe stulecie za późno. Książek, w których stoi Morauia, jest zbyt wiele, by należało psuć papier poprzez wyliczanie ich tytułów. Ma się nadzieję, że ci, dla których przeznaczone są Officia propria ecclesiae Vratislauiensis (Oficja własne kościoła wrocławskiego), będą czytać Meraniae zamiast Morauiae.
Wyjaśnienie merytoryczne: Autor prostuje powszechny błąd historiograficzny, w którym mylono pochodzenie św. Jadwigi. Była ona córką Bertholda, księcia Meranii (Meraniae), a nie Moraw (Morauiae), jak błędnie podawało wielu wcześniejszych kronikarzy. Autor z ironią zauważa, że prostowanie tego błędu jest już spóźnione, gdyż zakorzenił się on w zbyt wielu bezwartościowych pismach, wyraża jednak nadzieję, że przynajmniej w liturgii kościelnej (Officia propria) będzie używana poprawna forma tytularna.
Strona 354
przyciągając swym surowym i osobliwym życiem oczy wierzących i niewierzących, a za nimi podążały cuda. Siła wyobraźni została przez to rozgrzana w tak wysokim stopniu, że dokonywano czynów i widziano zjawiska, do których zrobienia ani zobaczenia nasz chłodny, filozoficzny wiek nie jest zdolny. W murach klasztornych rozbrzmiewała chwała świętych, a od kilku stuleci gromadzono już wielki zapas legend, by zabawiać nimi pobożność dusz żądnych świętości. Każdy żywy umysł chwyta to najpierw, co najsilniej pobudza go do działania. Jadwiga w klasztorze w Kitzingen prawdopodobnie często spoglądała na obraz Marii z wewnętrznym wzruszeniem i słuchała czytanych z żywym popędem cudownych czynów świętych mniszek. Również jej ochmistrzyni z pewnością opowiadała jej pilnie podobne historie. Albowiem takie osoby zazwyczaj zabawiają swoje wychowanki przedmiotami, które im samym są miłe. To, że Jadwiga znalazła w tym upodobanie, poświadczają jej późniejsze działania. W tym klasztorze spędziła pierwsze lata swego życia w towarzystwie swej siostry, Matyldy (22), która w przyszłości została tamże ksienią,
(22) Trzecia (siostra Jadwigi) była ksienią mniszek zakonu św. Benedykta w klasztorze w Kitzingen we Frankonii. Legenda St. Hedwigis C. I. s. 3. Matylda ksieni Kitzingen umiera 1245. Wideman. Chronic. Curiae. s. 639.
Strona 355
ksienią, na nauce i praktykowaniu prawd religijnych. Jej wstępne ćwiczenia w świętości nie miały charakteru zabawy, jak u córki jej siostry. Elżbieta rzucała się jako dziewczynka w wieku pięciu lat często przed ołtarze, trzymała swój psałterz otwarty, jakby z niego się modliła, choć nie potrafiła go czytać; często zginała kolana i składała ręce. Gdy wraz ze swymi towarzyszkami zabawy skakała na jednej nodze, gnała zwykle do kaplicy i całowała przynajmniej mur i progi, jeśli nie mogła wejść do środka. Aby mieć częstszą okazję do czynienia przyklęknięć, mówiła do swego towarzystwa: zmierzmy się, kto jest większy, i tak zginała kolana i kładła się na ziemi. W grze w pierścienie i każdej innej oddawała dziesięcinę ze swej wygranej biednym dziewczętom, które się z nią bawiły, za co prosiła je o odmówienie Ojcze nasz lub Zdrowaś Mario (23). Nie tak Jadwiga, która nigdy nie maskowała czynności religijnych dziecięcymi zabawami. Jej wysoka powaga nie pozwalała jej znajdować upodobania w takich igraszkach i odciągała ją od wszystkiego, co mogło mieć choćby pozór dziecięcej lekkomyślności lub nierozwagi (24).
(23) Dicta quatuor ancillarum S. Elisabethae u Menkena Script. Germ. T. II. s. 2012. Theodorici Vita S. Elisabethae u Canisiego Lect. antiq. T. V. s. 154.
Strona 356
nierozwagi (24). Wśród dokładnego, surowego wypełniania swych obowiązków spędziła kwitnące lata swego życia. Każde skinienie rodziców było dla niej prawem. Pokazała to przy najważniejszym kroku, jaki uczyniła, gdy zgodnie z ich wolą w wieku dwunastu lat w 1186 roku poślubiła księcia Henryka I (25). Ten związek miał dla naszej ojczyzny nadzwyczaj ważne skutki. Została ona nie tylko zaludniona przez wiele niemieckich rodzin, wśród których należy liczyć głównie te szlacheckie, które w orszaku księżnej udały się na Śląsk (26), lecz także
(24) „Od swego dzieciństwa nosząc serce starcze, starała się, unikając lekkomyślności, przywyknąć do dobrych obyczajów i stronić od młodzieńczych zuchwałości, dbając także o czystość niewinnego życia, zawsze przykładała się do uczciwości i dyscypliny. – – Albowiem w wieku dziecięcym w klasztorze Kitzingen poznawała święte pisma, których studiowaniu i czas w młodości spędziła pożytecznie, i w ich rozumieniu czerpała później obficie wewnętrzne pocieszenie i łaskę pobożności.” Legenda S. Hedwig. C. I. s. 4.
(25) „Jadwiga mając lat życia dwanaście wspaniałemu Księciu, Henrykowi Księciu Śląska i Polski małżeńsko została złączona. (…) W zawarciu tego małżeństwa uważa się, że wypełniła wolę raczej swoich rodziców niż własną, co z późniejszych czynów można było dostatecznie wywnioskować.” Leg. S. Hedw. s. 5.
(26) „Wszędzie wielkie rodziny z Niemiec do tego regionu wyemigrowały.” Curei Annal. Sil. s. 59. Thebes. Lign. Jahrb. T. II. s. 26.

Strona 357
lecz także wzbogacona przez wzbijający się handel i wysubtelniona przez sztuki i łagodniejsze obyczaje. Jej dwór składał się z osób, które odróżniały się od wszystkich innych religijnością, cnotami i przyzwoitym zachowaniem. Ani pochlebcy, ani oszczercy nie znajdowali u niej posłuchu. Swego małżonka starała się uczynić doskonałym księciem i gorliwym chrześcijaninem. Prosiła często ze łzami, leżąc przed nim na kolanach, za tymi, którzy popadli u niego w niełaskę, jak również za takimi, którzy na jego rozkaz zostali osadzeni w więzieniu, i nie ustawała w prośbach, dopóki nie wyjednała im z powrotem łaski i wolności. Więźniom posyłała jedzenie, picie, ubrania, światło, by uczynić im ich nędzę znośniejszą; płaciła za tych, którzy zostali zatrzymani z powodu długów pieniężnych (27); a nawet tym, którzy zostali skazani na śmierć, pomagała swymi uporczywymi wstawiennictwami, tak że
(27) „Uwięzionych, chociaż osobiście odwiedzać nie mogła, to jednak nie zaniedbywała odwiedzać ich wielkimi dobrodziejstwami. (…) przesyłała im przez swych posłańców jedzenie i picie oraz odzienie wystarczające, by nie cierpieli od zimna i by nie byli zbytnio obciążeni robactwem, o chustki i o lniane szaty wystarczająco dbała, i o świece, by dobrodziejstwem światła umniejszyć okropności, i ciemnościom więziennym zapobiegając wszelką pilnością, jaką mogła, by z jakiegoś braku nie mogło grozić im niebezpieczeństwo. Podobnie tych, którzy ściągnęli na siebie oburzenie Księcia, męża jej…
Strona 358
że darowano im życie. Dowód na to znajdą Państwo poniżej (28). Doprowadziła u swego męża do tego, że tak długo, jak budowano klasztor w Trzebnicy, żaden złoczyńca nie był prowadzony na miejsce straceń ani trzymany w więzieniu i karany. Musieli oni odpokutować swą zbrodnię poprzez pracę przy klasztorze (29). Rozporządzenie, które przynosi zaszczyt także naszemu stuleciu. Nawet swemu mężowi przywróciła wolność, gdy został uwięziony przez księcia Konrada. Nie pochwalała decyzji swego syna, Henryka II, który chciał z wojskiem uwolnić ojca. Albowiem starała się w każdym czasie, o ile było to w jej mocy, zapobiegać spustoszeniom krajów i rozlewowi krwi poddanych. Odważyła się udać własną osobą do księcia na Mazowszu, który wzruszony jej obecnością porzucił swą nieugiętą dzikość i pod warunkami wskazanymi w poprzednim liście oddał uwięzionego księcia jego małżonce i ojczyźnie (30). Jej czyny były dowodami czułej miłości i szacunku, jakie żywiła do swego męża.
[Ciąg dalszy przypisu 27] …nie ustawała przywoływać do jego łaski. Albowiem na zgiętych kolanach i wylewając łzy tak długo go pokornie błagała za nimi, aż zrozumiała, że została wysłuchana. — Tych, których z powodu długów obciążano lub trzymano w zamknięciu, oraz uciśnionych cudzym długiem wykupywała własnymi pieniędzmi i uwalniała.” Leg. S. Hedw. C. VI. s. 59.
(28) „Skazanych na śmierć lub na pognębienie innymi rodzajami tortur za swoje przewinienia swoim wstawiennictwem często wyrywała. Pewien kleryk rodem z Galii za zbrodnię świętokradztwa, którą popełnił, z wyroku sędziego miał zostać powieszony na śmierć. Rozumiejąc zaś pobożna pani, że kleryk losem Pana wybrany na tak nieszczęsny sąd został skazany, poruszyły się wnętrzności jej miłosierdzia względem kleryka, którego uważała za godnego wszelkiej czci; udała się do męża, mającemu władzę prośbami nalegała i nie odstąpiła od błagań, dopóki owego kleryka od śmierci, która miała mu zostać zadana, nie zachowała wyrwanego dla siebie nietkniętym.” Leg. S. Hedw. s. 59.
(29) „W międzyczasie zaś, gdy trwała budowa tegoż klasztoru, nie pozwalała, by ktokolwiek za jakikolwiek czym w sądzie Księcia lub dworu skazany na karę śmierci zginął; lecz życiem obdarowanego kazała go zatrudnić przy owej budowie aż do czasu naprawienia zbrodni stąd wyznaczonego. Stąd w miarę jak kto więcej lub mniej zawinił, oddany do pracy świadczył służbę.” Leg. S. Hedw. C. VI. s. 54.
Strona 359
[Ciąg dalszy tekstu ze strony 358] Jej czyny były dowodami czułej miłości i szacunku, jakie żywiła do swego męża.
(30) „Albowiem gdy rzeczonego dzierżyciela (Konrada Księcia Kujawskiego) mimo licznych odbytych traktatów i pośrednictwa odpowiednich darów nikt nie mógł skłonić, by wypuścił uwięzionego Księcia, znaleziono plan, że silna ręka ludów winna go uwolnić orężem wojennym. Oburzona zaś służebnica Chrystusa rzezią chrześcijan chcących walczyć między sobą i przelewem krwi, wystawiła się za wszystkich i udała się osobiście przed oblicze rzeczonego dzierżyciela. Ten widząc służebnicę Bożę, jakby na widok oblicza anielskiego nagle przestraszony i ogarnięty lękiem, dzikość umysłu wcześniej nieugiętą całkowicie odłożył, wszedł w zgodę i Księcia wypuścił.” Leg. S. Hedw. C. III. s. 21.
Strona 360
męża. Nie tylko poprzez swą dziewiczą skromność, lecz także przez swą czystość w stanie małżeńskim różniła się od tysiąca innych ze swej płci. Autor Legendy dał tego tak dokładny opis, jakiego ledwo można by oczekiwać od osoby jego stanu (31). Po tym, jak urodziła trzech książąt: Bolesława, Konrada i Henryka, oraz trzy księżniczki: Agnieszkę, Zofię i Gertrudę, doprowadziła wreszcie swego męża do tego, że zgodził się na jej decyzję i pod błogosławieństwem biskupim
(31) „Skoro tylko poczuła, że poczęła, z szacunkiem powstrzymywała się następnie od łoża męża i od jego współżycia po zakończeniu połogu pozostawała oddzielona. Przestrzeganie tego świętego prawa i uczciwego zwyczaju rozpoczęła od poczęcia pierwszego potomka, w którym była brzemienna, gdy miała lat XIII i XIII tygodni, i nie zaprzestała go przestrzegać aż do owego czasu, w którym przestała rodzić. — Męża nakłoniła, by wraz z nią dobrowolnie zachowywał wstrzemięźliwość każdego roku przez cały Adwent i Wielki Post, we wszystkie dni kwartalne (suche dni), w szóste dni tygodnia (piątki), w wigilie świętych i w uroczystości tychże. Nie uważała bowiem, że miła jest cześć okazywana świętym, ani Bogu przyjemny będzie post, który jest celebrowany z cielesnymi uciechami. Dlatego ona ze swym małżonkiem często przez miesiąc, a niekiedy przez sześć, niekiedy zaś przez osiem tygodni, chociaż w swoim czasie razem łączyli się w łożu, od cielesnego współżycia całkowicie się powstrzymywała.” Leg. S. Hedw. C. I. s. 6. Dla Piotra Bayle’a byłby to bogaty materiał do licznych uwag własnych.
Strona 361
biskupim zobowiązał się do stałej wstrzemięźliwości na całe swe pozostałe życie, które trwało jeszcze prawie trzydzieści lat. Od tego czasu kazał sobie przycinać włosy na okrągło i zapuścił brodę na umiarkowaną długość, stąd otrzymał przydomek Henryk Brodaty (barbatus) (32). A Jadwiga unikała teraz jego towarzystwa tak starannie, że przez pozostałe dni swego życia mało go widywała i z nim rozmawiała. Działo się to wtedy, gdy prosiła go o coś dla duchownych lub osób cierpiących biedę, uciśnionych i potrzebujących, i to nigdy inaczej, jak w miejscach publicznych, zwłaszcza w kościele w obecności wielu, a przynajmniej dwóch poważanych ze względu na wypróbowaną cnotę osób. W jego chorobie nigdy nie odwiedzała go sama, lecz miała zawsze księżną Annę, swą synową, wraz
(32) „Trzech synów Bolesława mianowicie, Konrada i Henryka, oraz trzech córek Agnieszki, Zofii i Gertrudy matką stawszy się, do pełni natychmiast czystości przeniosła bezżeństwo. — A ponieważ ci szczęśliwi małżonkowie z pobożnym umysłem tak cnotliwym ćwiczeniem czystości za pouczeniem Bożym nalegali ciągle i uświęcali dla czystości życia swoje ciała, zasłużyli, by dojść wreszcie do większych przyrostów łaski Bożej, tak że jednomyślnie i za równą zgodą z uroczystym błogosławieństwem biskupim zobowiązali się do wiecznej wstrzemięźliwości. Umocnieni bowiem Duchem Pańskim około trzydziestu lat oddzieleni od łoża wiedli życie bezżenne i cudownie ozdobione pięknem czystości.” Leg. S. Hedw. C. I. s. 7.
Strona 362
wraz z innymi kobietami w swym orszaku (33). Pozwólcie nam teraz, zanim będziemy dalej rozważać godne podziwu czyny Jadwigi, rzucić jeszcze kilka spojrzeń na działania Elżbiety. Obie roztaczają na przemian rozjaśniające światło; obie są oryginalne. Czy Elżbieta kiedykolwiek namówiłaby swego męża do stałej wstrzemięźliwości, gdyby ich stan małżeński trwał dłużej, mogą Państwo sami rozstrzygnąć na podstawie jej charakteru. Potrafiła ona w bardzo subtelny sposób łączyć obyczaje dworskie ze swymi ćwiczeniami duchowymi. Gdy tańczyła, to tańczyła jeden taniec dla świata, a pozostałe opuszczała dla Boga. Gdy grała z najlepszą korzyścią, przerywała dla Boga. W pewnym rodzaju duchowej gry w loterię, która była wówczas modna wśród dam, polegającej na tym, że kładziono imiona Apostołów na kartkach lub świecach wymieszane między sobą na ołtarzu, była trzy razy z rzędu tak szczęśliwa, że chwyciła św. Jana, po odprawieniu modlitwy. Jeśli
(33) „Tak unikała towarzystwa i rozmów męża, że z nim wcale nie rozmawiała, chyba że chciała u niego promować dzieła pobożności, albo załatwić sprawy zakonników lub osób nieszczęśliwych. A i tego nie czyniła nigdzie indziej, jak w miejscu publicznym, w kościele, w obecności wielu lub przynajmniej dwóch uczciwych osób i często słyszących jej słowa. Ponadto jego samego złożonego chorobą nie odwiedzała, chyba że z panią Anną synową swoją i z innymi paniami.” Leg. S. Hedwig. C I. s. 8.
Strona 363
Jeśli proszono ją o coś na tego Świętego, nigdy nie odmawiała. Gdy jej mąż był nieobecny w sprawach państwowych, spędzała całe noce na klęczeniu, poście, biczowaniu i modlitwie. Odkładała wszelkie ozdoby i wspaniałe szaty, a ubierała liche ubranie wdowie. Nawet gdy nosiła złote i purpurowe szaty, miała na gołym ciele włosiennicę (härnen Gürtel). Gdy jednak jej mąż miał powrócić, stroiła się, by okazać mu swą pełną miłość i nie dać mu żadnej okazji do tego, by odkrył w niej coś mu niemiłego i przez to zgrzeszył. Gdy była w towarzystwie dystyngowanych kobiet, starała się stale kierować rozmowę na rzeczy boskie i odciągać je od próżności. Jeśli nie mogła całkowicie odebrać im ziemskiego zmysłu, to starała się przynajmniej odzwyczaić je od jakiejś próżnej mody; jednej od tańca, drugiej od zbyt długich rękawów, trzeciej od jedwabnych wstążek wplecionych we włosy; posyłała im elementy odzieży, które były bardziej odpowiednie dla dobrych obyczajów, i starała się, gdy zostały wdowami, nakłonić je do ślubu wstrzemięźliwości. Od swej młodości miała zwyczaj, by podczas mszy zdejmować bransolety, pierścienie, ozdoby głowy. Gdy po swoim połogu odbywała pierwszy wywód do kościoła, czyniła to w wełnianej sukni, boso na kamienistej drodze ze swego zamku do odległego kościoła. Na swych rękach niosła swoje dziecko, a zarazem światło i jagnię; stawiała
Strona 364
stawiała samo dziecko na ołtarzu, a suknię, którą miała na sobie, darowała, skoro tylko wróciła do swego zamku, biednej kobiecie. Za życia swego męża przędła wełnę ze swymi pokojówkami i kazała robić z tego ubrania dla minorytów; sama łatała ubrania dla biednych i trzymała ich dzieci do chrztu, by mieć tym więcej okazji do świadczenia im dobrodziejstw. Sama robiła koszule śmiertelne dla biednych i szła z nimi na pogrzeb. Nie pozwalała, by bogatych grzebano w nowych koszulach śmiertelnych, lecz nakazywała, by grzebano ich w starych, a nowe dawano biednym. Odwiedzała potrzebujących pomocy przy ich połogu, także gdy droga była daleka, szorstka i błotnista, przynosiła im to, co konieczne, pocieszała ich i nie dawała się odstraszyć ich brudnym izbom (34). Pewnego razu biedak prosił ją o mleko; poszła sama do stajni, by doić; jednak krowa zachowywała się przy tym tak niesfornie, że było dla niej niemożliwe postarać się o mleko. Innym razem wzięła potajemnie do zamku żebraka o odrażającym wyglądzie, który miał bóle głowy, położyła jego głowę na swych kolanach, obcięła mu splątane włosy, umyła mu głowę w ustronnym kącie podwórca i śmiała się, gdy jej
(34) Dicte IV. ancillarum de S. Elisabet. u Menkena Script. Germ. T. II. s. 2016 i nast. Theodoric. de S. Elisab. u Canisiego Lect. antiq. T. V. s. 163 i nast.
Strona 365
jej nadchodzące damy dworu jej tego zabraniały. Już za życia swego męża ślubowała nieograniczone posłuszeństwo Magistrowi Konradowi, który był jasno świecącym światłem Niemiec, ale poza tym twardym, szorstkim, mrukliwym człowiekiem. Zakazał jej on wszelkich potraw, przez które jej sumienie mogłoby zostać splamione. Gdy więc wnoszono na stół takie potrawy, które nie pochodziły z dóbr jej męża, to przekładała potrawy to tu, to tam, krajała sobie chleb i czyniła tak, jakby jadła. Zdarzało się więc wielokrotnie, że nie brała do siebie nic oprócz grubego, czarnego, twardego chleba umoczonego w ciepłej wodzie lub małego ptaszka. Czasem tylko potrawy były tego rodzaju, że zgadzały się z jej sumieniem, a wówczas nie piła wina; czasem było na stole wino z winnic jej męża, a wtedy powstrzymywała się od potraw. Niekiedy jedno i drugie było dla jej sumienia, a wtedy klaskała w dłonie i wołała radośnie: Dobrze nam! Dziś chcemy jeść i pić. Jej dwór życzył sobie tego każdego dnia i był bardzo niezadowolony, gdy był dzień postny. Nocą wstawała zwykle, by się modlić. Jej mąż prosił ją czule, by sobie nie szkodziła, trzymał niekiedy jej rękę w swojej, podczas gdy ona klęczała przed łóżkiem, i namawiał ją, by się znowu położyła, gdyż obawiał się o jej zdrowie. Czasem spał, czasem udawał śpiącego. Aby jednak nigdy nie zaspała swej nocnej modlitwy, wydała swym damom dworu rozkaz,
Strona 366
rozkaz, by ją budziły. Isentrude pociągnęła raz zamiast swej pani landgrafa za palec u nogi, który zauważył ten zamiar i pominął to cichym opanowaniem. Jej modlitwy trwały niekiedy tak długo, że nad nimi zasypiała. Często udawała się z łoża swego męża do swego pokoju, gdzie kazała się tęgo biczować swym zaufanym, i wracała potem radośnie z powrotem do łóżka. Zanim jeszcze złożyła posłuszeństwo Magistrowi Konradowi, czyniła to już, aczkolwiek potajemnie, w poście i w piątki. A gdy potem przychodziła do towarzystwa, okazywała się radosną i pogodną. W tym była całkowicie podobna do św. Dominika, co było główną cechą charakteru tego świętego. Właśnie w czasie, gdy margrabina Miśni przybyła na jej dwór, kazała zaprosić Magistra Konrada na kazanie. Od Elżbiety można było oczekiwać, że nie przyjdzie, a od Mag. Konrada, że wypowie jej duszpasterstwo. Oboje się stało. Zaraz następnego dnia pośpieszyła do swego rozgniewanego Konrada i prosiła go bardzo pokornie, by jej ten grzech wybaczył. Gdy odmówił, padła wraz ze swymi pokojówkami do jego stóp. Musiały obnażyć się aż do koszuli i zostały przez niego srodze wybatożone. Magister Konrad był przy tym tak uprzejmy, że zrzucił winę na pokojówki. Poza tym dawał jej też policzki, i to na jej żądanie, by przypomnieć sobie przy tym uderzenia w twarz, które wycierpiał Chrystus. (35)
Strona 367
Podczas powszechnego głodu, gdy landgraf podróżował do Cremony, kazała otworzyć wszystkie swoje magazyny i każdemu biednemu rozdzielić z nich tyle, ile potrzebował. U dołu zamku Wartburg, na którym przebywała, leżał duży szpital, w którym leżało wielu biednych chorych; odwiedzała ich codziennie, nie zważając na męczące trudy wchodzenia i schodzenia, podawała im wystarczające jadło i napój, i rozmawiała z nimi o cierpliwości i zbawieniu duszy. Sprzedała nawet swoje ozdoby na utrzymanie tych osób; i chociaż zazwyczaj nie mogła znieść żadnego przykrego zapachu, to jednak nawet w letnim upale zepsute powietrze w izbach chorych nie było dla niej uciążliwe, którego jej pokojówki ledwo mogły wytrzymać. Pielęgnowała ich z przyjemnością, wycierała im ślinę i nieczystości z nosa. W tym samym domu miała też wielu biednych chłopców, wobec których okazywała się tak dobroczynną i miłą, że za każdym razem przy jej wejściu biegali wokół niej i nazywali ją matką. Wśród nich chorzy, słabi, brudni, brzydcy, parszywi byli jej najmilsi, często kładła ich sobie na kolana. Tym małym chciała raz sprawić radość; kupiła garnuszki, pierścienie i inne rzeczy dziecięce, zapakowała je w swój płaszcz razem
(35) Dicta IV. ancillarum de S. Elisabet. u Menkena Script. Germ. T. II. s. 2016 i nast. Theodoric. de S. Elisab. u Canisiego Lect. antiq. T. V. s. 163 i nast.
Strona 368
razem i wyjechała z tym z miasta na zamek. Tutaj wypadły jej wszystkie te piękne rzeczy na dół ze wysokiej skały, i chociaż upadły na kamienie, to jednak pozostały całe; tak że mogła je rozdzielić uradowanym dzieciom. Oprócz tych miała jeszcze innych wyszukanych biednych i słabych, którzy zazwyczaj przebywali przy jej zamku; między nich dzieliła własną ręką to, co pozostało na jej stole; odejmowała to sobie i swoim służącym, byle tylko móc dać tym dość. Tym, którzy mogli pracować, dawała kaftany, buty i kosy, by mogli swymi rękami zapracować na utrzymanie. Dla niezamożnych kazała kupować ubrania na targu. Jeśli nie miała pieniędzy, dawała biednym kobietom welony i inne jedwabne szaty z rozkazem, by je sprzedały i za to postarały się o pracę. Wszystko to dzieliła radośnie własnymi rękami. Gdy jej mąż dał się naznaczyć krzyżem przez biskupa Hildesheim Konrada, by udać się do Ziemi Świętej, i gdy to odkryła, wpadła w najwyższe przerażenie. Starał się ją wprawdzie uspokoić, ale ona nie mogła powstrzymać się od łez; a gdy wyruszał z Turyngii, towarzyszyła mu przez dwa dni. Wreszcie rozstał się z nią na zawsze; albowiem krótki czas potem otrzymała wiadomość, że oddał ducha w Otranto. Uderzyła dłońmi o kolana i zawołała: On nie żyje! teraz umarł dla mnie świat i wszystko co powabne w nim!
Strona 369
w nim! i biegała gwałtownie zawodząc po pokoju tam i z powrotem. Gdy sprowadzono jego kości do Bambergu i kazano otworzyć trumnę, przeszył ją tak gwałtowny ból, na który żaden język nie ma wyrazów. W tym wstrząsającym smutku poddała się całkowicie woli boskiej (35). Siła jej modlitwy była tak wielka, że skutki tego odczuwano nie tylko w duszy, lecz także w ciele. Pewnego razu odwiedziła ją Gertruda z Leimbach, która miała do usługi młodego człowieka, Bertholda, który był bardzo modnie ubrany. Wpadł on Elżbiecie w oko; zawołała go więc do siebie i rzekła: Wydajecie mi się bardzo światowo usposobionym. Dlaczego nie oddacie się Bogu? Na co Berthold odparł: O łaskawa Pani, proszę was, módlcie się jednak do Boga za mnie, by dał mi łaskę służenia Mu. Elżbieta odrzekła: Czy chcecie tego na serio, bym się za was modliła? Tak, rzekł on, w rzeczy samej. Więc musicie się również poprzez modlitwę uczynić podatnym na łaskę Bożą, a wtedy będę bardzo chętnie za was się modlić. Upadła zaraz na kolana w kościele klasztornym, gdzie się wówczas znajdowała, i zaczęła modlić się za młodego człowieka. Ten modlił się również w pewnym oddaleniu od niej. Gdy oboje modlili się przez pewien czas, tenże zaczął głośno krzyczeć: Ach, łaskawa Pani, przestańcie
(35) Theodoric. de S. Elisabet. L. V. C. IV. s. 186.
Strona 370
przestańcie się modlić! Lecz ona trwała w modlitwie jeszcze żarliwiej. Tamten krzyczał jeszcze mocniej: Przestańcież się modlić; zginę w przeciwnym razie; albowiem dymił z wielkiego gorąca i rzucał ramionami to na tę, to na tamtą stronę, i poruszał całym ciałem jak szalony. Na to przybiegła jego pani i dwie pokojówki Elżbiety, trzymały go, zastały go całego rozgrzanego, a jego ubranie ociekające potem. Powtarzał swój krzyk wielokrotnie; wreszcie zawołał: Proszę was na Boga, przestańcie się modlić, bo spłonę. A te, które go trzymały, ledwo mogły wytrzymać od gorąca ręce. Skoro tylko Elżbieta przestała się modlić, ochłodził się znowu (36). W jakim stopniu Jadwiga dorównywała swej krewnej i czym się od niej różniła, zobaczą Państwo z następnego listu.
(36) Dict. IV. Ancillar. de S. Elisabet. s. 2014 i nast. Theodoric. de S. Elisab. L. VII. s. 203 i nast. Rhythmi germanic. de Vita S. Elisab. u Menkena T. II. s. 2088.
