List 27. Z Wrocławia… (Samuel Beniamin Klose)

List ten opisuje panowanie Henryka II Pobożnego, koncentrując się na tragicznym w skutkach najedzie mongolskim w 1241 roku, spaleniu Wrocławia oraz bitwie pod Legnicą (Dobrepolem), w której książę poniósł bohaterską śmierć. Autor krytycznie analizuje źródła historyczne dotyczące liczebności wojsk, przebiegu bitwy i legend (takich jak ta o „tatarskiej cesarzowej” czy „zaczarowanej głowie”), weryfikując błędy wcześniejszych kronikarzy i opisując nagrobek księcia.


Strona 415

Dwudziesty siódmy list.

Wrocław, dnia 5 lipca 1780 r.

Los, jaki spotkał Wrocław pod rządami księcia Henryka II, był bardzo smutny. Jednak zanim zbliżymy się do tej straszliwej sceny, chcemy sobie jeszcze przedtem wyobrazić kilka godnych uwagi rzeczy. Niedługo po wojnie prowadzonej z bratem poślubił on w roku 1216, w wieku 25 lat, księżniczkę Annę, córkę króla Przemysła Ottokara czeskiego, która miała dopiero dwanaście lat. Jego pierwszy syn Bolesław urodził się w 1217 roku. (Thebes. Lign. Jahrb. T. II. s. 37.) Ze znacznym wojskiem odbył on w 1234 roku wyprawę wojenną w towarzystwie księcia Konrada Mazowieckiego, Władysława Plwacza, księcia Wielkopolski, jak też Świętopełka i Sambora, książąt Pomorza, a także wielkiego mistrza Hermanna von Salza wraz z niemieckimi rycerzami zakonnymi przeciwko Prusom, by nawrócić ich na religię chrześcijańską. Kraj był przez dwa miesiące pustoszony ogniem i mieczem, i zdobyto różne miejsca; po czym Henryk ze swoim ludem powrócił na Śląsk (71).


(71) Długosz s. 651. Jednak Maciej z Miechowa, L. III. C. 35, s. 88 w Pistor. Script. Polon. T. II. błędnie podaje: Henricus Vratislau. S. Hedwigis maritus. [Henryk Wrocławski św. Jadwigi mąż.]


Strona 416

Po śmierci swego ojca nastąpił po nim w rządach nie tylko na Śląsku, lecz także we wszystkich krajach w Polsce rządzonych przez Henryka I. Potrafił on przez dobroć i łaskawość tak zjednać sobie serca swych poddanych, że nawet książę Władysław Plwacz ani przez prośby, ani przez obietnice nie mógł odwieść od niego Polaków, którzy pozostali mu oddani tak wiernie i szczerze, jak jego ojcu. Skąd śląscy historycy mają wiadomość, że książę Henryk I prowadził wojnę z Władysławem i odebrał mu Gniezno, nie jest łatwo zgadnąć (72). Polskie kroniki nic o tym nie wiedzą. Prawdopodobnie krzywe spojrzenie w Długosza dało okazję do tego błędu (73). Wszyscy polscy i śląscy pisarze zgadzają się w tym, że ten nieszczęśliwy książę udał się do Świętopełka na Pomorze i krótko potem zmarł z gryzącego smutku i zgryzoty (74). Po jego śmierci


(72) Cure. Annal. Sil. s. 66. Thebes Lign. Jahrb. T. II. s. 47. Pol. Bresl. Annal. Autograph. s. 77.

(73) Post cuius mortem castrum Gnesnense militibus, qui in eius praesidio erant, longa spe fatigatis, in plenam deditionem Henrici Pii uenit, [Po którego śmierci zamek gnieźnieński, gdy żołnierze, którzy w jego załodze byli, długą nadzieją zostali zmęczeni, w pełne poddanie Henryka Pobożnego wszedł,] Długosz s. 662. Łatwo można było przeoczyć trzy pierwsze słowa.

(74) Wiadomość Alberyka o rodzaju śmierci Władysława jest kawałkiem ze skandalicznej kroniki. Pewna niemiecka dziewczyna, której on się naprzykrzał, miała pchnąć go nożem w podbrzusze.


Strona 417

dopiero w 1239 roku Henryk II został panem zamku w Gnieźnie. Ostatnim życzeniem Władysława było, by zostać pochowanym u boku swych ojców w kościele katedralnym w Poznaniu, co też stało się za pozwoleniem księcia Henryka i Jadwigi (75). Krótko potem Henryk widział się zmuszonym maszerować z wojskiem dla ochrony swych poddanych przeciwko arcybiskupowi Magdeburga Wilbrandowi. Ten oblegał Lebus (Lubusz), by dochodzić swych roszczeń, które jego przodkowie utrzymywali rzekomo na mocy darowizny cesarza Henryka IV na Lebus. Henryk zaatakował oblegających, którzy nie spodziewali się go tak szybko, pobił ich i zmusił do ucieczki; tak że arcybiskup całkiem smutno ze swymi jeszcze pozostałymi ludźmi musiał obejrzeć Lebus tyłem i ciągnąć do domu do Magdeburga (76).


(75) Długosz s. 662. Curei Annal. Siles. s. 66. Thebes Lign. Jahrb. T. II. s. 47. gdzie Posen zamiast Gnesen należy czytać.

(76) Eodem anno (1239) Archiepiscopus Magdeburgensis, Lubucense castrum obsedit, afferens illud per Henricum Imperatorem tempore Boleslai expugnatum fuisse et ecclesie sue Magdeburgensi donatum. Sed magna multitudine hominum sui exercitus deperdita et per Polonos deuicta mestus discessit. [Tego samego roku (1239) Arcybiskup Magdeburski zamek lubuski obległ, twierdząc, że on przez Henryka Cesarza w czasie Bolesława zdobyty został i kościołowi jego Magdeburskiemu podarowany. Lecz z wielką mnogością ludzi swojego wojska utraconą i przez Polaków pokonaną smutny odszedł.] Boguphał s. 60. Długosz s. 665.


Strona 418

Książę Henryk II skierował teraz swoją uwagę na upiększenie miasta Wrocławia. Kazał blisko Bramy Piaskowej zbudować kościół i klasztor św. Jakuba dla minorytów, których sprowadził tu na radę św. Jadwigi (77). Ale ledwo mury zostały nieco wzniesione w górę, gdy wieść o zbliżaniu się Tatarów, czy właściwie Mongołów, rozeszła się po całym Śląsku. Ci dzicy zdobywcy zalali, niczym rwący strumień, kraj upiększony przez przedsiębiorczą pilność niemieckich osadników. Książę Mieszko II opolski, chociaż wyciął w pień niektóre hufce Tatarów,


[Przypis 76 – ciąg dalszy ze strony 417] A jednak stoi w Chronic. Magdeburg u Meiboma, Scriptor. Germ. T. II. s. 330. Willebrandus XX. Archiepiscopus acquisiuit ecclesie Crossewig, Lebus et Belicz. [Wilbrand XX Arcybiskup pozyskał kościołowi Kroswig, Lubusz i Belitz.] Podobnie w Chronic. Torquati Series Pontif. Magdeb. u Menkena, Script. Germ. T. III. s. 385. Hildebrandus appropriauit ecclesie Crosig, Lebus et Belicz arces. [Hildebrand przywłaszczył kościołowi zamki Crosig, Lubusz i Belitz.] Thebes mówi w swoim niemieckim humorze: księciu Henrykowi zaś była ta pretensja całkiem obca i nie mógł pojąć, jak ktoś cudzy mógł darować krajobraz i zamki innego. (Lign. Jahrb. T. II. s. 47.)

(77) Henricus II. Wratislauiensis Dux et B. Hedwigis ac Henrici cum barba filius, monente eadem illustrissima mater Hedwigi, fratres minores Wratislauiam aduocat, et ecclesiam S. Iacobi Apostoli de nouo erectam, et locum pro monasterio illis donat, [Henryk II Wrocławski Książę i Bł. Jadwigi oraz Henryka z brodą syn, gdy upominała ta sama najjaśniejsza matka Jadwiga, braci mniejszych do Wrocławia przywołuje, i kościół św. Jakuba Apostoła na nowo wzniesiony, i miejsce na klasztor im darowuje,] Długosz s. 668. Matth. de Michou L. III. C. 39. Henel. Breslogr. Renouat. C. III. Pol. Bresl. Annalen s. 77.


Strona 419

Tatarów, którzy dla robienia łupów rozproszyli się w okolicy Raciborza, widział się zmuszonym ustąpić przed tłumem (78). Całe wojsko tatarskie śpieszyło do Wrocławia, by się tu wzbogacić przez grabież. Lecz ubiegnięto ich i podpalono lekko zbudowane chaty stojące jeszcze niecałe dwadzieścia dwa lata; niektórzy mieszczanie udali się na zamek książęcy na Ostrowie Tumskim, inni rozproszyli się po kraju tu i ówdzie. To co najlepsze z kosztowności zostało uratowane na Wyspę Tumską, a co jeszcze pozostawiono, zabrali


(78) Vnam autem turbam Tartarorum Odram transgressam, et discursiones praedandi gratia incautius agentem Meczlaus Kazimirides Opoliensis Dux inito certamine superauit, et usque ad internecionem deleuit. Sed cum uniuersum Tartarorum agmen necem suorum uindicaturum celerrime superuenisset, Dux Opoliensis Meczlaus multitudine eorum conterritus, ad fratrem suum Henricum Wratislauiensem Ducem — in Legniczam — diffugit. [Jedną zaś zgraję Tatarów, która Odrę przekroczyła i wycieczki łupienia celem nieostrożniej czyniła, Mieszko Kazimierzowic Opolski Książę wszcząwszy walkę pokonał i aż do wycięcia w pień zniszczył. Lecz gdy cała Tatarów armia śmierć swoich mająca pomścić najszybciej nadeszła, Książę Opolski Mieszko mnogością ich przerażony, do brata swego Henryka Wrocławskiego Księcia — do Legnicy — uciekł.] Długosz s. 675. Ponieważ oni (Tatarzy) jednak mosty przez Odrę wszędzie pozrzucali i pod Raciborzem przez Odrę przeprawić się chcieli, zostali przez Mieszka Księcia w Raciborzu rycersko odparci i ich wielu zabitych zostało. Gdy jednak książę gwałtowny napór zauważył i się z tego powodu przeraził, ustąpił on ze swoimi do Księcia Henryka II ku Legnicy, który tam z ludem wojennym z Polski, Prus, Moraw i Śląska na obronę zgromadzony [był]. Pol. Bres. Annalen. s. 78. Thebes Lign. Jahrb. T. II. s. 54.


Strona 420

zabrali żołnierze leżący załogą na zamku książęcym i podpalili puste domy, by wrogowie nie mogli się w nich osiedlić (79). Straszliwa armia Tatarów zbliżyła


(79) Czy mieszczanie, czy żołnierze zamkowi podpalili Wrocław, może być nam teraz obojętne. Ale jednak chcielibyśmy chętnie wiedzieć, który pisarz ma prawdę po swojej stronie. Długosz, u którego znajduje się pierwsza wiadomość o tym zdarzeniu, przypisuje to książęcym żołnierzom zamkowym; a za nim idą wszystkie polskie, jak też starsze śląskie kroniki. Ponieważ to miejsce jest klasyczne i może być też użyte do porównania, kładę je tu Państwu. Quam (Wratislauiam) cum ciues pauore simili, quo et Cracouienses unumquemque peruadente, adeo ut magis pretiosis tumultuarie et raptim comprehensis, ciuitatem non solum uictualibus, sed et opibus pluribus refertam certatim quasi Tartari coram adessent, diffugiendo reliquissent; milites et gentes Henrici de arce, quam tutandam assumpserant egressi et opes et uictualia magna celeritate in castrum inuehunt, et tum demum euacuatam urbem solerti consilio usi, ne Tartari eius conflagratione gloriari, uel illic figere statiua possent, iniectis flammis incendunt. [Które (Wrocław) gdy obywatele strachem podobnym, jaki i Krakowian każdego przenikał, tak że bardziej kosztownymi [rzeczami] w zamieszaniu i porywczo zabranymi, miasto nie tylko żywnością, lecz i bogactwami licznymi pełne, na wyścigi jakby Tatarzy tuż byli, uciekając opuścili; żołnierze i ludzie Henryka z zamku, który do obrony przyjęli, wyszedłszy i bogactwa i żywność z wielką szybkością do grodu wwożą, i wtedy dopiero opróżnione miasto sprytnym planem posłużywszy się, by Tatarzy jego spaleniem chwalić się, lub tam rozbić obozy nie mogli, podłożywszy ognie podpalają.] Hist. Polon. L. VII. s. 675. Matth. de Michou L. III. C. 39. s. 92. ap. Pistor. T. II. Cromer L. VIII. s. 214. ed. Basil. 1558. Franc. Faber Origin. Vratislauiens, Curei Annal. Siles. s. 69. Henel. Annal. Siles, s. 249. Pol. in Bresl. Annal. s. 79. jest pierwszym, który przypisuje podpalenie miasta mieszczanom: Mieszczanie opuścili miasto, swój najdroższy i najlepszy skarb na zamek zanieśli,


Strona 421

zbliżyła się do miasta, gdy zgliszcza jeszcze dymiły. Rozłożyli się teraz obozem przy kupach popiołu i łudzili się, że wkrótce nasycą swą żądzę grabieży poprzez splądrowanie zamku. Jednak znaleźli wbrew swemu oczekiwaniu tak dzielny opór, że po kilku dniach widzieli się zmuszonymi ruszyć dalej (80). Starano się na różne sposoby uczynić sobie zrozumiałym przyczynę, dlaczego tak szybko odmaszerowali spod Wrocławia,


[Przypis 79 – ciąg dalszy ze strony 420] zanieśli, na zamek św. Krzyża twardo przy Odrze lub na Tumie położony, teraz św. Marcin zwany, zanieśli i uciekli, i puste miasto, by go wróg nie mógł na swoją korzyść użyć, sami podpalili. Dlatego Tatarzy, ponieważ w mieście nic nie znaleźli, i w nadziei zawiedli, jak srogie lwy i rozgniewane niedźwiedzie zamkiem się poważnie zajęli, twardo go oblegali i gwałtownie szturmowali. Thebes. Lign. Jahrb. T. II. s. 55. Solignac Histor. von Polen, B. I. s. 263. Versuche über die Schles. Gesch. in einzelnen Abhandlungen. s. 18. Że wiadomość starszych historyków, którzy przypisują to książęcym żołnierzom zamkowym, jest o wiele bardziej prawdopodobna niż nowszych, którzy przypisują to mieszczanom, widzi każdy sam przez się. W Versuch über die Schles. Gesch. Breslau, 1777. s. 31. palą Mongołowie opuszczony przez swych mieszczan Wrocław.

(80) Cudowne zjawisko, które wypłoszyło Tatarów spod Wrocławia, znajdą Państwo zbadane w następnym liście o życiu św. Czesława, który grał przy tym główną rolę.


Strona 422

Wrocławia, i przy tym przeoczono tę najbardziej naturalną. Nie było ich rzeczą zatrzymywać się na oblężeniach i zdobywaniu miast i zamków, lecz ich główny cel zmierzał ku temu, by plądrować i pustoszyć kraje. Wierzyli, że w okręgu wrocławskim znaleźli tyle, że mogli się wynagrodzić za dni postne. Albowiem dni postne w najściślejszym znaczeniu musieliby przecież zachowywać, gdyby dłużej zabawili w takiej okolicy, w której przez tak wiele miriad ludzi i zwierząt prawie wszystko zostało pożarte. To, co błędni rycerze czynili z miłości do swej damy wedle praw rycerstwa, to ćwiczyli Tatarzy z popędu, który stał się ich naturą. Szli na wojsko księcia Henryka, który pod Legnicą stawił im czoła, by zdobyć łupy, by dławić i być dławionym. Jeśli nie czytali Państwo jeszcze bajki o zabitej w Środzie Śląskiej tatarskiej cesarzowej jako o przyczynie wojny, to znajdą ją Państwo poniżej (81) zaczerpniętą z pierwszego źródła.


(81) Tu następuje przyczyna, dlaczego za czasów świętej Jadwigi Tatarzy tak z wielką mocą na Śląsk i Polskę przybyli, i takie wielkie okrutne czyny popełnili. Za owych czasów, gdy rządził potężny i bogaty Tatarski Cesarz we wschodzie Słońca, tenże pod sobą wielu Królów, Książąt i Panów miał, który imieniem Batus był zwany. Ten-


Strona 423

Nie możemy sobie, o czym z pewnością Państwo przy tym pomyślą, pochlebiać, że my jedyni jesteśmy ludźmi,


[Przypis 81 – ciąg dalszy ze strony 422] Tenże Cesarz miał też małżonkę, która mu poślubiona była, wedle sposobu i zwyczaju Tatarów, Ta Tatarska Cesarzowa często i wielokrotnie słyszała mówiących jej Panów i Rycerstwa o obyczajach i zwyczajach krajów Chrześcijańskich, jak one wspaniałe i uczciwe były. Także podobnie o wielkomyślności ich Książąt, Panów i Rycerstwa, i wszelkimi drogami ci gotowi byli walczyć za ową ich Chrześcijańską wiarę nie tylko aż do przelania ich krwi, lecz także aż do śmierci. Gdy ta Cesarzowa często słyszała od swoich, taką wielką chwałę Chrześcijańskich Książąt i Rycerstwa, także o chwalebnych i uczciwych zwyczajach tychże krajów i miast: została zapalona z wielkiej gorącej miłości i żarliwej żądzy, takie kraje i miasta, podobnie rycerstwo Chrześcijaństwa osobiście oglądać. Dlatego nalegała na swego pana Cesarza z pilną i stałą prośbą by jej raczył pozwolić, by mogła doświadczyć rzeczy, które jej powiedzieli jej panowie i Rycerstwo. Ale Cesarz zawsze tej prośby jej odmawiał i odrzucał. Ale jakkolwiek on jej nie chciał pozwolić na jej żądanie, nie odstąpiła ona jednak od takiego zamiaru i od swej prośby, Tak długo aż wreszcie, tenże Cesarz małżonce swej taką jej prośbę przyrzekł i pozwolił, z tego powodu ona nad miarę bardzo uradowana została w swym sercu i umyśle.


Strona 424

ludźmi, którzy rozumieją to, by pisać historię filozoficznie. Nasi przodkowie rozumieli tę


[Przypis 81 – ciąg dalszy ze strony 423] Tu następuje potem, jak ta Tatarska Cesarzowa się przygotowała z wieloma swymi panami hrabiami i rycerstwem po tym jak jej Cesarz jej pan pozwolił, oglądać kraje i miasta Chrześcijaństwa i też ich wspaniałość i rycerstwo. I gdy Cesarz teraz widział że jego pani tak pożądliwa była, by oglądać te kraje Chrześcijaństwa, To zaopatrzył on ją w potężne i piękne towarzystwo swoich książąt, hrabiów i Rycerstwa, podobnie w złoto, srebro i najszlachetniejsze zbytkowne i niewypowiedziane także z takimi listami żelaznymi, by bezpiecznie mogła wyciągnąć i ciągnąć, bez wszelkiej przeszkody, aż do tych krańców, dokąd ciągnęła, jako potężna Cesarzowa. Gdy ona od swego pana Cesarza, takie wielkie dary i podobnie towarzystwo książąt i panów otrzymała, to ciągnęła z wielkimi radościami, by oglądać te kraje Chrześcijaństwa, i gdzie tak owa Cesarzowa przybyła ze swym Rycerstwem, została uczciwie przyjęta i wielkimi darami uczczona i obdarowana przez książąt panów krajów i miast. Jako takiej potężnej Cesarzowej przystało, i wreszcie gdy tak przybyła na Śląsk na granicę Sobótki, niegdyś Fürstenbergiem zwanej, o której górze stare Kroniki mówią, że starzy szlachetni książęta, Na Śląsku i w Polsce, Swe pierwotne urodzenie mają, i w owym czasie potężne Zamki dwa na Śląsku były położone, mianowicie, Fürstenberg i Lubiąż,


Strona 425

tę rzecz równie dobrze, i byli tak starannie na to bacznymi, by maszynę zdarzeń nigdy nie


[Przypis 81 – ciąg dalszy ze strony 424] Lubiąż, który teraz przemieniony jest w uporządkowany Klasztor braci Cystersów świętego Benedykta, i w owym czasie najznamienitszym miastem na Śląsku była Środa [Neumarkt], niegdyś zbudowana, przez książąt owych dwóch zamków wyżej wymienionych, do którego miasta Środy też przybyła wyżej wymieniona Cesarzowa ze swymi panami i Rycerstwem, by ją oglądać. I gdy obywatele zobaczyli i zauważyli, taki wielki niewypowiedziany Skarb, który owa Cesarzowa przy sobie miała to zeszli się razem w radę i mówili do siebie, Że to niestosowne było, by taka niewierząca pani, z takimi wielkimi skarbami, zarówno srebrem złotem i też najszlachetniejszymi kamieniami nam uciekła. Dlatego chcemy ją, wraz z jej panami i sługami, przez naszą przemoc napadnąć i na śmierć pobić, i jej skarb między nas, i między naszych obywateli podzielić.

Tu obywatele i pospólstwo miasta w Środzie zabijają Tatarską Cesarzową wraz z jej panami, rycerzami i pachołkami, i nie więcej niż dwie dziewczyny z jej sług stamtąd żywe uszły.

Takiej złej i nieprzemyślanej radzie oni poszli, i zabili panów Rycerzy i pachołków, wraz z Cesarzową i jej Pannami i sługami. i nikogo żywym nie zostawili, aż na dwie z jej Panien, które się


Strona 426

nie przedstawiać bez sprężyn; tak że oni również, jak ich mądrzy potomkowie, uważali się za uprawnionych,


[Przypis 81 – ciąg dalszy ze strony 425] które się ukryły w ciemnych piwnicach i jaskiniach, i tak z wielką ostrożnością stamtąd żywe i potem z trudem znowu do domu do kraju przybyły. Gdy one znowu do domu przybyły, powiedziały swemu panu Cesarzowi z wielkim płaczem i narzekaniem żałosną śmierć jego małżonki, i jak i co się stało, i rzekły, o najpotężniejszy Cesarzu, myśmy z Cesarzową twoją małżonką, i z jej książętami i panami ciągnęły, przez wiele miast i krajów Chrześcijaństwa, Gdzie nam wielką cześć i godność okazywano, darami i innymi rzeczami, Wyjąwszy w pewnym mieście, które z imienia Środą jest zwane, i położone na Śląsku, tam nasza pani Cesarzowa wraz z jej książętami i panami, złośliwie zabita i zamordowana została, przez obywateli tegoż miasta, i my dwie uszłyśmy stamtąd z wielkimi lękami i biedami. Gdy ten Cesarz usłyszał taką żałosną wieść, o swoich panach i Rycerstwie, także nad miarę srodze się przeraził, i tak z gniewnego złości poruszony, zaprzysiągł, i rzekł, że jego głowa nie powinna mieć spokoju, aż taki mord, który się stał na jego małżonce, i na jego [ludziach], na Chrześcijaństwie pomści, z wielkim krwi przelaniem zniszczeniem i spustoszeniem ich kraju. Temuż kazał on ogłosić, szczodry i bogaty żołd, przez trzy całe lata, wszystkim tym, którzy mu pomóc chcieli na Chrześcijaństwie pomścić śmierć, jego panów i jego małżonki. W którym


Strona 427

uprawnionych, by dorabiać sprężyny, jeśli żadnych nie znaleźli. Niech Państwo nie oczekują planu bitwy pod Dobrepolem, gdyż znajdą go Państwo u Thebesiusa (Lign. Jahrb. T. II. s. 58), który wziął go z Cromera L. VIII. s. 214. Cromer z Miechowity L. III. C. 39. s. 92. Miechowita z Długosza s. 678. Skąd ten ostatni go ma, nie potrafię powiedzieć, gdyż żaden starszy pisarz nic o tym nie wie; ani łacińska


[Przypis 81 – ciąg dalszy ze strony 426] W którym czasie zebranych zostało aż do pięciuset Tysięcy ludzi. Niemiecka Legenda św. Jadwigi Wrocł. 1504. I ii i iij. Mam nadzieję, że przeczytali Państwo tę komiczno-tragiczną bajkę z przyjemnością: zwłaszcza że daje ona bardzo wiele do myślenia. Jest ona jedyną w swoim rodzaju w naszej ojczystej historii. Zarówno koneser, jak miłośnik mogą z niej poznać ducha piętnastego stulecia, jak też ton języka na Śląsku. I z tej strony rozpatrywana, twierdzi swoją wartość, której nikt jej nie odmówi. Bieg opowiadania pozostaje tak doskonale równy, że także zamek Fürstenberg, jako miejsce urodzenia polskich i śląskich książąt, jest zmyśleniem. Co będą Państwo myśleć przy anegdocie, którą Thebesius Lign. Jahrb. T. II. s. 49. opowiada? „Pokazywano jeszcze przed laty w ratuszu w Środzie podróżnym suknię i płaszcz tej cesarzowej, teraz pokazuje się jej koszulę w tamtejszym kościele miejskim”. Należy rozumieć, w minionym stuleciu. Albowiem teraz z pewnością ten płaszcz i koszula będą leżeć pod butelką bajkopisarza na księżycu. Henel. Silesiogr. renou. C. VII. s. 325.


Strona 428

łacińska Legenda św. Jadwigi, ani Jan, ani Nieznany z 1390 roku. Może Długosz znalazł, obok szczególnych okoliczności tego spotkania, do których należy także czarodziejska głowa (82), wśród dokumentów pewnej starej polskiej rodziny, której przodek był obecny w bitwie. A jeśli tak było, to musiałoby się mieć dla tego zabytku starożytności wszelki możliwy szacunek. Najstarsi, będący najbliżej tych czasów kronikarze nic nie wiedzą o potwornie wielkiej liczbie Tatarów (83). Długosz


(82) Erat in Tartarorum exercitu inter alia signa vexillum perimmane, in quo tale signum X depictum uidebatur. In summitate uero hostilis uexilli imago capitis tetri et nigerrimi cum mento barbato habebatur. Signifer itaque illius uexilli, Tartaris ad unius stadii spatium pedem referentibus, in fugamprocliujbus caput, quod hastili supereminebat, fortius quo poterat quatire coepit, de quo illico uapor, fumus et nebula tam foetidissime exhalauit, in totumque Polonorum exercitum se superfudit, ut prae horrendo et intolerabili foetore pugnantes Poloni pene exanimes et extincti, et ad pugnandum imbelles et inualidi redderentur. [Była w Tatarów wojsku wśród innych znaków chorągiew ogromna, na której taki znak X namalowany był widziany. Na szczycie zaś wrogiej chorągwi wizerunek głowy szpetnej i najczarniejszej z podbródkiem brodatym się znajdował. Chorąży więc owej chorągwi, gdy Tatarzy na jednego stadionu przestrzeń stopę cofali, do ucieczki skłonni, głową, która na drzewcu sterczała, mocniej jak mógł potrząsać zaczął, z której natychmiast opar, dym i mgła tak najśmierdziej wyzionęła, i na całe Polaków wojsko się rozlała, że przez straszny i nieznośny smród walczący Polacy prawie bez życia i martwi, i do walczenia niezdolni i bezsilni się stali.] Hist. Pol. L. VII. s. 679. Ta głowa zrobiłaby w niemieckiej Legendzie św. Jadwigi piękną figurę, gdyby jej bajkopisarz niefortunnie nie przeoczył.

(83) Bogufał, który zmarł w 1253, pisze wyraźnie (Chron. Pol. s. 60.) decima pars exercitus Tartarorum deinceps Syradiam, Lancicziam et Cuiauiam [dziesiąta część wojska Tatarów następnie Sieradz, Łęczycę i Kujawy]


Strona 429

Długosz jest także tutaj pierwszym, który przez swe retoryczne figury powiększa wojsko i wszystkich swoich następców wprowadził w błąd (84). Najbezpieczniej znajdzie się, jeśli pozostanie się przy źródle, i tatarskie wojsko, jakie ono rzeczywiście było, nie przez szkło powiększające będzie się oglądać. Nic


[Przypis 83 – ciąg dalszy ze strony 428] Cuiauiam uastantes usque ad Slesiam peruenerunt. [Kujawy pustosząc aż do Śląska dotarli.] Jeśli więc przyjmie się nawet milion Tatarów; to przybyło przecież tylko sto tysięcy na Śląsk. Johannes (Chron. Pol.) podobnie Nieznany z 1390.

(84) Według Długosza obie armie stały w czterech hufcach; każde wrogie było, jak opowiada, silniejsze, niż chrześcijan całe wojsko (Hist. Polon. s. 678.) Zatem Tatarów było ponad 120,000 ludzi silnych. Maciej z Miechowa, L. III. C. 39. s. 93. odpisuje tylko od Długosza, i ma więc też tę samą liczbę. Cromer L. VII. s. 214. pomija milczeniem, jak silni Tatarzy byli. Cureus w Annal. Siles. s. 68. kładzie 500,000. Albowiem tak słusznie Rätel w swoim tłumaczeniu błąd drukarski w łacińskim wydaniu pięć milionów poprawił. (Pol. Bresl. Annal. s. 80.) podąża za Długoszem, tylko że przyjmuje pięć hufców, i więc tatarskie wojsko na ponad 150,000 ludzi silnym czyni. Henel. Annal. Siles. s. 250. dokładnie tyle co Polius. Thebes Lign. Jahrb. s. 58. przyjmuje 450,000 ludzi, i to z tego powodu, by uratować honor Ślązaków. W Lucae Schles. Denkw. s. 1222. Tatarzy są silni na ponad 200,000 ludzi. Solignac s. 264. podąża za Henelem, i ma ponad 100,000. Wagner Gesch. von Pol. s. 170. nie określa żadnej liczby,


Strona 430

Nic nadzwyczajnego by to więc nie było, gdyby trzydzieści tysięcy w większości dobrze uzbrojonych i w boju wyćwiczonych nad sto tysięcy w większości źle uzbrojonych i do plądrowania przyzwyczajonych wojowników zwyciężyło. Albowiem takie zwycięstwa stara i nowa historia ma liczne do wykazania. Początek bitwy był dla Ślązaków pomyślny, ale nieszczęśliwie źle zrozumiane słowo sprawiło, że drugi i trzeci hufiec chrześcijan odwrócił się do Tatarów plecami. Jeszcze stał książę Henryk niewzruszony tam z rdzeniem polskich i śląskich rycerzy, jak też wybranych wrocławian. Zaatakował już osłabione i w nieład wprawione trzy pierwsze tatarskie hufce tak silnie, że je odrzucił i całkowicie zmusił do ucieczki. Czwarty, który również jeszcze nie wszedł do bitwy, a któremu Batu sam przewodził, wsparł ustępujących i przypuścił straszliwy atak na ostatni hufiec chrześcijan. Ci wytrzymali go mężnie, tak że Tatarzy odskoczyli. Z dzikim krzykiem wrócili znów do bitwy, napadli na chrześcijańskich rycerzy ze wszystkich stron,


[Przypis 84 – ciąg dalszy ze strony 429] liczby, lecz kładzie tylko Rój Tatarów. Co powiedziałby Thebes na to, który nawet z Alex. Guagninem zadowolony nie był, który przecież 100,000 wyznaczył. Bo 100,000 takich nagich chłopców nie przewróciłoby też wówczas szybko Polski i Śląska. Dla autora Versuche über die Schles. Gesch. in einzelnen Abhandlungen s. 12. jest bardzo prawdopodobne, że składali się z 50,000 ludzi.


Strona 431

stron, i ścisnęli ich tak, że ci nic poza śmiercią, lub hańbiącą niewolą jako jeńcy przed sobą widzieli. Zdecydowani drogo sprzedać wrogom zwycięstwo, walczyli na oczach Henryka, umarli piękną śmiercią za ojczyznę i leżeli na polu bitwy jak święty zastęp Tebańczyków. Jeszcze pozostali szukali ratunku dla swego księcia z walki, który walczył pod gęstym tłumem wrogów. Czterech z najbardziej zdecydowanych, Sulisław brat Włodzimierza, palatyna Krakowa, który w bitwie pod Chmielnikiem również przeciw Tatarom poległ, Klemens kasztelan Głogowa, Konrad Konradowicz i Jan Iwanowicz, czcigodne imiona historii i patriotów, odważyło się poprowadzić swego pana przez stłoczone hufce wrogów. Jego koń był tak mocno ranny, że nie mógł na nim dalej ujechać. Teraz rozpoznali Tatarzy, że to był książę, zapalczywie rzucili się na niego, tak że Jan Iwanowicz tylko z najwyższym niebezpieczeństwem świeżego konia, którego dostarczył mu książęcy komorzy Rościsław, mógł doprowadzić. Ledwo na niego wsiadł, gdy Iwanowicz ranny i od niego oddzielony został; ten opanował się znowu, dziewięciu Tatarów rzuciło się za nim, i chociaż miał już dwanaście ran, to bronił się jednak ze swymi dwoma giermkami, do których dołączył jeszcze rycerz Lucman z taką samą liczbą pachołków, którzy ośmiu z ich uciążliwych prześladowców wycięli, a dziewiątego wzięli do niewoli. Henryk otworzył sobie z


Strona 432

z trzema przy nim wytrzymującymi rycerzami jeszcze raz drogę, został jednak znów otoczony; ale i tu zrobił sobie miejsce. Po tym jednak, jak otoczyli go po raz trzeci, nie było już nadziei zrobienia sobie wolnej drogi. Teraz walczył przeciwko wściekłym wrogom, którzy napadli na niego ze wszystkich stron, a gdy właśnie podniósł swą prawicę przeciw nacierającemu Tatarowi, by mu mieczem rozłupać głowę, został przez innego przez otwartą szparę zbroi włócznią pod pachą przebity. Umierając osunął się chrześcijański bohater z konia i wyzionął swego ducha za swoich poddanych (85). Teraz powstał krzyk zwycięstwa pośród tatarskiego wojska. Wszyscy tłoczyli się w stronę miejsca, gdzie Henryk upadł, wlekli go jeszcze dwa strzały z łuku daleko, rozebrali go całkiem, odcięli mu głowę, zatknęli ją na włócznię, i tak podjechali pod legnicki zamek, w którym książę Mieszko z Opola ze swoimi się uratował, wezwali załogę, która dała im jednak zdecydowaną odpowiedź: mieli jeszcze czterech książąt na zamku, dla których mieli dość odwagi, by poświęcić swe życie. Odeszli więc, gdy widzieli poważne przygotowania do obrony, znowu


(85) Niemiecka legenda każe księciu ze zmęczenia i całkowitego wyczerpania sił przez ciągłą walkę o dąb się oprzeć, i tam Tatar jemu jego głowę odciął. I. 6.


Strona 433

znowu. Prawie wszyscy starzy i nowi, polscy i śląscy historycy, Długosz prowadzi także tu znów korowód (Hist. Pol. L. VII. s. 681.), każą Tatarom jeszcze jedną szczególną operację na głowach chrześcijan przedsięwziąć, i każdemu na polu bitwy leżącemu ucho, prawe czy lewe to pozostaje nieokreślone, odciąć i tym dziewięć wielkich worków aż po wierzch napełnić (86). Po tej krwawej bitwie wzięli Tatarzy wzdłuż strony gór swój odwrot, zrobili pod Otmuchowem i Bolesławcem, w tym pierwszym miejscu piętnaście dni a w tym ostatnim


(86) Przeciwko temu Thebes (Lign. Jahrb. s. 71.) bardzo poważnie protestuje i gwałtownie się unosi, zwłaszcza że Spangenberg twierdził: że to były wory na wełnę. Autor Rozprawy: o najeździe Mongołów na Śląsk w trzynastym wieku, która jest najlepszym pismem o tym wielkim wydarzeniu, jako że przy tym nowsze wyjaśnienia Deguignesa zostały wykorzystane, pisze s. 36. Można stąd (z tych 9 worków chrześcijańskich uszu) wnioskować o ilości zabitych. To też w istocie uczynił już Thebes, który według swego rachunku 57600 uszu wylicza. Skąd wynikałoby: że zabitych po bitwie musiałoby być więcej, niż żywych przed bitwą. Oczywiście zależy tu też od wielkości uszu, podobnie czy wzięto do tego worki na zboże, czy mniejsze. Godne uwagi jest, że niemiecka legenda nic o odcinaniu uszu nie wie. Albowiem Jadwiga ma w niej dopiero znak z nieba potrzebny, przez który chrześcijan od niewiernych odróżnia.


Strona 434

ostatnim osiem dni postoju, by zarówno jeszcze nie spustoszone okolice zniszczyć, jak też rozproszone w kraju hufce swoich znowu do siebie ściągnąć; tak że w przeciągu sześciu tygodni Śląsk całkiem przez nich wyplądrowany i duża część miast i wsi w popiół obrócona została, po czym wreszcie na Morawy pociągnęli (87). Większość polskich i śląskich kronik


(87) Aby miał Pan tatarską Tragedię ze Środy w całości, to dołączam Panu tutaj ostatni Akt. Znajdzie Pan, że w Interesującym i Cudownym wszystko przewyższa, co kiedykolwiek tego rodzaju czytali. Gdy teraz szlachetny książę i Rycerz Chrystusa martwy i mu jego głowa odcięta była, to wzięli głowę wściekli Tatarzy, i zatknęli ją na długą włócznię, i tak z wielkim hałasem przybyli ciągnąc przed zamek Legnicę, gdy w owym czasie żadne miasto tam nie było, nie więcej niż trzy karczmy, i młyn zwany przy moście młynnym, i krzyczeli tak z głośnym głosem na zamek, do tych co tam na nim byli, patrzcie głowę waszego pana, i nasze zwycięstwo i przezwyciężenie, by wam się też nie takie przytrafiło, to poddajcie nam zamek. Tu dali ci na zamku taką odpowiedź, O wy źli i okrutni mordercy naszego najukochańszego pana, nie kłamiecie tu, naszego pana nie będziecie wy nigdy mieli, i od tego słowa, nie kłamiecie tu [lyget nicht hye], miasto nazwę otrzymało, Lygenitz [Legnica]. I gdy Tatarzy usłyszeli ich twardą odpowiedź, i zauważyli ich srogość, odciągnęli się znowu od zamku i rzucili głowę szlachetnego księcia w jezioro, przy wsi, Koskowice


Strona 435

kronik i historyków, którzy to wielkie zdarzenie szczegółowo opowiadają, donoszą, że dopiero trzy dni po tej straszliwej klęsce wiadomość o tym


[Ciąg dalszy przypisu 87 ze strony 434] Koskowice zwanej, i skierowali swe włócznie na Środę [Neumarkt]. Gdy obywatele usłyszeli o przyjściu niewiernych, udali się szybko na Radę, co im czynić było, i tak ze wspólną radą postanowili, z całą gminą, i kazali swym żonom i córkom przed siebie przyjść, i napomnieli je, i rzekli, drogie żony i córki: wyście do tej pory słyszały, jak okrutni Tatarzy takie żałosne i znaczne szkody czynią, i wszystko niszczą, palą i mordują, także kobiety i Panny bezczeszczą, i inne wielkie niewypowiedziane okrucieństwo czynią. Teraz jest ich moc tak wielka, że my im nie możemy ufać by się oprzeć. dlatego mamy chytrość i sposób wymyślony, że my im jeśli Bóg zechce oprzeć się chcemy jeśli wy naszej rady usłuchacie, dlatego napominamy was, chciejcie spojrzeć i do serca wziąć, tę wielką nędzę i okrutną hańbę, którą oni codziennie czynią, i tak naszej rady i nakazu posłuszne być, na to byście nie wraz z nami i naszymi małymi dziećmi, w taką okrutną nędzę i biedę wpadły, to jest nasz nakaz i nasza rada że uczynicie, my chcemy się ukryć w dziurach piwnic z naszą zbroją i bronią, i gdy wrogowie przyjdą to wyjdźcie im naprzeciw z waszymi najlepszymi ozdobami i sukniami i przyjmijcie ich z dobrą wolą i z wielkimi radościami i powiedzcie im, że my wszyscy uciekliśmy ze strachu. Tych ugośćcie na najlepsze, z dobrze przyprawioną strawą i


Strona 436

o tym do Krosna dotarła (88), że tuż potem zarówno matka jak małżonka ukochanego księcia na pole bitwy pośpieszyły, i że ta ostatnia go


[Ciąg dalszy przypisu 87 ze strony 435] i z napojem, i wszystko czego oni żądać będą, i gdy es [?] na to wieczorem przyjdzie, i wy zobaczycie, że oni dobrze wypili, i od nich dali swą broń i oręż, i gdzie wy możecie zręcznie ową zachowajcie i schowajcie, i gdy oni się na spoczynek położą, to dajcie nam znak dzwonem ratuszowym, to chcemy my wstać i ich tak napaść i pobić. Której to ich radzie i nakazowi ich żony i córki im przyrzekły wiernie usłuchać i wykonać wedle całej najlepszej mocy; i po radzie tak się stało. jak one żonom kazały i poleciły, tak że one ich broń i pociski ukryły, i ich pożytecznie i przyjaźnie jadłem i napojem obsłużyły. I gdy im się tak czas zdał, dzwoniły dzwonem ratuszowym. Tu przyszli ich mężowie i bracia i zabili niezliczenie wielu Tatarów, że aż mały potok z Krwi niewiernych płynął od kościoła parafialnego aż do bramy, i ci obywatele odnieśli tak z radością zwycięstwo nad niewiernymi. Niemiecka Legenda św. Jadwigi. K. 2.

(88) — tartarica rabies partes Slesie inuadens in tantum preualuit, ut ipsa domina Hedwigis cum filia sua et uxore filii sui domina Anna pro uitando periculo se ad castrum, cui Crosna nomen est, se transferret. Et dum moraretur ibidem, quadam nocte uocata secretaria sua proprio nomine dixit ei: Demundis, scire debes, quod iam amisi filium meum. Vnicus filius meus quemadmodum auicula uelociter fugiens a me recessit, ipsum in hac uita [— tatarska wściekłość strony Śląska najeżdżając tak dalece przemogła, że sama pani Jadwiga z córką swoją i żoną syna swego panią Anną dla uniknięcia niebezpieczeństwa się do zamku, któremu Krosno na imię jest, przeniosła. I gdy przebywała tamże, pewnej nocy wezwawszy sekretarkę swoją własnym imieniem rzekła jej: Demundis, wiedzieć powinnaś, że już straciłam syna mojego. Jedyny syn mój jak ptaszek szybko uciekając ode mnie odszedł, jego w tym życiu]


Strona 437

po sześciu palcach u lewej stopy rozpoznała (89). Żaden z nich nie wyraża też nawet


[Ciąg dalszy przypisu 88 ze strony 436] de cetero non uidebo. Collecto namque exercitu idem filius, qui patris successor in dominio erat, Tartaris processerat obuiam ad bellandum cum ipsis, fuitque in eodem prelio interemtus Anno Domini M. CC. XLI. — post triduum nuncio ueniente et diuulgante, quod acciderat, compertum est, Ducem in bello cum multis eodem die, quo mater predixerat, corruisse. [więcej nie zobaczę. Zebrawszy bowiem wojsko tenże syn, który ojca następcą w panowaniu był, Tatarom wyszedł naprzeciw by walczyć z nimi, i był w tej samej bitwie zabity Roku Pańskiego 1241. — po trzech dniach [gdy] posłaniec przybył i rozgłosił, co się stało, dowiedziano się, że Książę w wojnie z wieloma tego samego dnia, którego matka przepowiedziała, upadł.] Leg. S. Hedw. C. VIII. s. 78. i nast. Długosz s. 681.

(89) Łacińska Legenda nic o tym nie wie; niemiecka bajdurzy o jedwabnym pasie, który Jadwiga swemu synowi przy pożegnaniu dała, i który ona jeszcze na jego ubraniu opasany znalazła, gdy on na polu bitwy leżał, po którym to znaku ona jego zmasakrowane ciało rozpoznała. K. 4. Długosz jest pierwszym, który wiadomość o Księżnej Annie ma. Corpus Ducis Henrici post dies plures, Tartaris Ratiboriam abeuntibus, ad sepulturam quaesitum, dum inter cadauera, eo quod testa truncum esset, et dinosci non posset, relicta sua Ducissa Anna signum dante quod in pede laeuo sex digitos haberet, tandem repertum est, et Vratislauiam deductum in ecclesia S. Iacobi apud Fratres minores, solutis omnibus, quae tanti Principis et athletae Dei funeri soluenda erant, in chori medio sepultum. [Ciało Księcia Henryka po dniach wielu, gdy Tatarzy do Raciborza odeszli, do pogrzebu szukane, gdy wśród trupów, dlatego że bez głowy korpus był, i rozpoznane być nie mogło, [gdy] wdowa jego Księżna Anna znak dała że na stopie lewej sześć palców miał, wreszcie znalezione jest, i do Wrocławia sprowadzone w kościele św. Jakuba u Braci mniejszych, po wypełnieniu wszystkiego, co tak wielkiego Księcia i zapaśnika Boga pogrzebowi do wypełnienia było, w chóru środku pochowane.] (Hist. Pol. s. 681.) Za nim, jak to zwykle, poszli: Matth. de Michou, L. III. C. 39. s. 93. Cromer. L. VIII. s. 216. Cureus w Annal. Sil. s. 71. Pol. Bresl. Annal. s. 81. Henel. Annal Siles. s. 251. Lucas Schles. Denkw. s. 1224. Sommersberg. Tom I. Diss. II. s. 316. Thebes Lign. Jahrb. T. II. s. 61. Versuche über die Schles. Gesch. I Abh. s. 25.


Strona 438

nawet najmniejszej wątpliwości co do tego szczególnego faktu, że ciała zabitych od 9 do 12 kwietnia leżały niepogrzebane na polu bitwy. To, że osoby zmarłe na łożu choroby grzebie się dopiero trzeciego dnia, ma swoje dobre przyczyny, ale o tych, którzy raz martwi zostali zastrzeleni lub zarąbani, nie można było przecież mieć nadziei, że znów na Dobrepolu ożyją. Dlaczego pozwolono im więc przez pięć dni leżeć niepogrzebanymi? By księcia dopiero dziesiątego dnia pod nimi móc odnaleźć? Ten, kto go widział wleczonego dwa strzały z łuku daleko od miejsca, gdzie spadł z konia, i ucinającego mu głowę, powinien był przecież mieć nadzieję wiedzieć, gdzie księcia należało szukać. Jadwiga patrzyła wzrokiem czułej matki na dymiące zgliszcza, i swych nieszczęśliwych poddanych, to dzieło tych barbarzyńców; i przy doniesionej wiadomości o śmierci Henryka nie wyraziła żadnego bólu nad tą wielką stratą; lecz pocieszała nawet jego małżonkę i jej córkę, ksieni, które śmierć swego męża i brata tak gwałtownie opłakiwały, że tonęły w smutku. Jest to wola Boga, rzekła do nich; co Bogu się podoba, niech podoba się i nam. Wzniosła następnie swe oczy i ręce ku niebu ze słowami: Tobie dziękuję, najłaskawszy Ojcze, który mi dałeś takiego syna, który mnie, jak długo żył, w każdym czasie kochał, okazywał mi wielki szacunek, i nigdy mnie niczym nie obraził.


Strona 439

obraził. Chociaż chętnie miałabym go jeszcze przy sobie na ziemi; to jest on mi jednak milszy, skoro przez przelanie swej krwi żyje ze mną, ze swoim Stwórcą, zjednoczony w niebie, którego ducha Twej wiecznej Dobroci, najpokorniej polecam (90). To świadectwo najlepszej matki o jej najlepszym synu mówi więcej, niż wszystkie pochwały, jakie mu wszyscy inni, od papieża Klemensa IV począwszy aż do najnowszych śląskich historyków z powodu jego wyróżniającej się dzielności, dobroci, miłości do ludzi, niezmąconej i nieupiększonej pobożności przypisali. Proszę sobie wyobrazić ten smutny pochód, gdy ten przez swoich poddanych serdecznie kochany książę, który za nich swoją krew przelał, był teraz niesiony do Wrocławia. Łzy


(90) Dum audiuit (Hedwigis) filium suum Ducem Henricum occisum in prelio Tatarorum nullis emissis lacrimis aut signis ostensis doloris filiam suam Abbatissam in Trebnicz et nurum suam eiusdem occisi coniugem flentes et quasi morientes pre tristitia consolabatur, et dixit: Dei uoluntas est, et nobis placere debet, quod uult Deus, et quod placet Domino Deo nostro. In ipsa quoque hora exultauit in Domino spiritus eius eleuatisque in celum oculis ac manibus aiebat: Gratias tibi ago Domine, quod talem mihi dederas filium, qui me, dum uiueret, semper dilexit, et in magna reuerentia habuit, nec unquam in aliquo molestauit. Quem licet multum libenter mecum haberem in terris, ei tamen quam plurimum faueo, quod per sui sanguinis effusionem tibi creatori suo est iam coniunctus in celis: cuius animam tibi Domino Deo diligentius recommendo. [Gdy usłyszała (Jadwiga) że syn jej Książę Henryk zabity w bitwie Tatarów żadnych nie uroniwszy łez ani znaków okazawszy bólu córkę swoją Ksieni w Trzebnicy i synową swoją tegoż zabitego żonę płaczące i jakby umierające ze smutku pocieszała, i rzekła: Boga wola jest, i nam podobać się powinno, co chce Bóg, i co podoba się Panu Bogu naszemu. W samej także godzinie rozradował się w Panu duch jej i wzniesionymi do nieba oczami i rękami mówiła: Dzięki tobie składam Panie, że takiego mi dałeś syna, który mnie, póki żył, zawsze kochał, i w wielkim szacunku miał, ani nigdy w czymś zasmucił. Którego chociaż bardzo chętnie ze sobą miałabym na ziemiach, jemu jednak jak najbardziej sprzyjam, że przez swojej krwi przelanie tobie stwórcy swemu jest już złączony w niebiosach: którego duszę tobie Panu Bogu najpilniej polecam.] Legend. S. Hedw. C. III. s. 22.


Strona 440

Łzy płynęły na zgliszcza, przez które jego zwłoki do jeszcze nie w pełni wybudowanego kościoła św. Jakuba zostały pochowane. Kraj opłakiwał przez cały rok jego i tatarskie spustoszenia (91). Ma się, jako że rządził tylko trzy tygodnie ponad trzy lata, mało dokumentów od niego. Znane są mi tylko dwa: w pierwszym poświadcza, że wrocławski kanonik Wawrzyniec swój majątek Pirsino dał kościołowi św. Jana, i potwierdza tę darowiznę. Wrocław 1239. 5 września. (Sommersb. Diplomatar. Bohemo Silesiac. T. I. s. 932.) Drugi udziela opatowi i konwentowi u św. Wincentego wolności, by wieś Zabłoto na prawie niemieckim ulokować. Rodiz, w tygodniu zielonoświątkowym 1240. (Matrica Monaster. S. Vincent. Vol. I. s. 188.) W obu nazywa się Dux Silesie, Cracouie et Polonie, Wrocław ma te, które on wydał na potwierdzenie i odnowienie jego wolności i praw, przez pożar 1241 utracone. Z niewiedzy w historii przypisano mu powszechnie znaną urzędową Urkunde księcia Henryka IV z 1290 roku, w której śląskiemu biskupowi udzielone zostało prawo książęce. Rodzimym pisarzom ten namacalny błąd jest mniej do wybaczenia, niż zagranicznym.


(91) Anno 1242. den 28. April. luctus publicus ob stragem a Tataris in Silesia anno 1241. editam indictus finiebatur, permisso iterum chordarum usu. [Roku 1242. dnia 28 Kwietnia. żałoba publiczna z powodu rzezi przez Tatarów na Śląsku w roku 1241 zadanej ogłoszona kończyła się, dozwolonym znowu strun użyciem.] Annal. Iauran. w Godofr. Rhonii Epist. histor. II. B. 2.


Strona 441

Wydawca Septuaginta rationes, ob quas Regem Poloniae — regni defensioni in Hungaria, Bohemia — susceptae non aduersari decet. 1619. uczynił ją najpierw z błędnego odpisu, N. VIII. Henrici Silesiae Ducis Episcopatus Vratislauiensis dotatio. Vratisl. 1240. [N. VIII. Henryka Śląska Księcia Biskupstwa Wrocławskiego dotacja. Wrocław 1240.] Stąd Schickfus wziął swoją wiadomość: Henricus Pius — dotował kościół katedralny we Wrocławiu Roku 1240. 23 Czerwca bardzo wspaniałymi i książęcymi wolnościami (Schles. Chron. B. 2. s. 17. jak też sam przedruk dokumentu B. 3. s. 2. i nast.) Thebes. (Liegn. Jahrb. T. II. s. 67.) i Hanke (de Siles. nomin. C. XI. s. 72.) dali się Schickfusowi wprowadzić w błąd, i również podali, że ten dokument został udzielony przez Henryka II. Wniosek tego pierwszego jest stąd mylny, gdyż wyciąga z tego, że podpisani świadkowie byli w bitwie na Dobrepolu; albowiem wszyscy oni byli wówczas albo jeszcze nie urodzeni, albo tak młodzi, że nie mogli się odważyć walczyć z Mongołami. Dr. Büsching ten błąd na zewnątrz powszechnie rozszerzył, jako że również nazywa księcia Henryka II, który biskupowi we Wrocławiu godność książęcą udzielił. (Erdbeschreib. 4ter Theil. s. 698. (92) Nieunikniony ten błąd nie był, jako że już Henel. w Annal. Siles. s. 263. wskazał, że


(92) Będą Państwo w przyszłości mieli jeszcze częściej okazję, by błędy w Büschinga Geografii Śląska, zwłaszcza Wrocławia poprawiać.


Strona 442

że ten dokument Henryk IV Probus w 1290 kazał sporządzić; co też Sommersb. Script. Sil. T. I. s. 324. przypomina, który kazał go w Cod. Siles. diplom. Specim. N. VI. s. 781. całkowicie wydrukować. Ba, także Dewerdeck wieloma dowodami wykazał, że nie Henricus II. Pius; lecz Henricus IV. Probus ten dokument w 1290 wystawił. (Silesia numism. Jauer 1711. s. 175. i nast.) Jako fundatorowi kościoła św. Jakuba wzniesiono księciu Henrykowi II monument przed ołtarzem głównym tamże w chórze (93), który Christoph Manlius (Lusatia Lib. III. s. 229.) Chrysost. Schulz (Monumentum gratitudinis Henrico II. erectum s. 121.) i Thebes (Lign. Jahrb. T. II. s. 61. i nast.) opisali. Ponieważ żaden z tych opisów nie jest całkiem dokładnie poprawny, więc sprawiam sobie przyjemność udzielenia Państwu innego, na którym mogą Państwo polegać. Monument stał do 1623 w chórze; ponieważ jednak przestrzeń przez to była bardzo zwężona, więc kazał go opat Schroeter stamtąd przenieść na prawą stronę ołtarza głównego, gdzie też znajduje się jeszcze teraz. Jest on pod żadnym ołtarzem, lecz pod kredencją, całkiem przykryty. Deski boczne jednak, jak też górna mogą zostać zdjęte, i wówczas widzi się leżącą statuę Henryka II na murowanych cegłach, co starym postumentem zapewne


(93) Barth. Steni Descript. Siles. inprimis Vratisl. s. 201. i nast. Versuche über die schles. Gesch. 1 Abhandl. s. 25.


Strona 443

zapewne nie może być; albowiem wokół muru stoi czarną farbą następujący napis: MONUMENTUM INCLITI PRINCIPIS D. HENRICI SECUNDI CASPARUS SCHROETER ANNO MDCXXIII. [POMNIK SŁAWNEGO KSIĘCIA PANA HENRYKA DRUGIEGO KASPER SCHROETER ROKU 1623.] Obraz Księcia, który u Thebesa Lign. Jahrb. T. II. s. 62. w miedzi wyryty się znajduje, jest około 3 i 1/2 łokcia długi, a więc prawdopodobnie dokładnym odciskiem jego cielesnej wielkości. Książęcy kapelusz jest pomalowany czerwoną farbą, i nie całkiem tak, jak u Thebesa, nie ma on tylko w środku, lecz także po bokach złote paski. Na kamieniu włosy są również inne, niż na obrazie u Thebesa. Książę ma po każdej stronie cztery rzędy loków, które prostopadle wiją się w dół, pierwszy rząd w stronę oczu jest najkrótszy a ten w stronę uszu najdłuższy, trzeci rząd jest krótszy niż czwarty i drugi dłuższy, niż pierwszy. Broda, która zaraz od loków się zaczyna jest nieco kędzierzawa i mocniej wyrażona, niż u Thebesa. Kamień, na którym książę spoczywa swą głową, jest osobliwy, prawie półkole w średnicy pół łokcia, z pewnością tarcza herbowa, pod powierzchnią z wklęśnięciem, w które można włożyć rękę, tak że na górze i na dole są dwa półkola, z nieco lepszego, gęstszego kamienia, niż samego księcia statua, czerwonobrązowy, ale żaden marmur. U góry na półkolu jest czarny śląski orzeł, w połowie odcięty, tak że tylko najmniejsza górna połowa


Strona 444

połowa skrzydeł jest wyrażona. Biała przepaska na skrzydłach jest jak półksiężyc na obu końcach ostra, nie zaś, jak u Thebesa, z koniczynką. Statua składa się z grubego piaskowca, powierzchnia jest pomalowana; jednak farba jest przez czas i kurz nieco nie do poznania. W prawej trzyma książę włócznię ze słabego drewna, chyba nie tak starą jak statua, jest ona tak długa i tak samo ukształtowana jak u Thebesa, nie pasuje dokładnie do ręki tak że można ją przesuwać. Właśnie ta prawa ręka którą on włócznię trzyma jest pod przegubem z drewna, i czopem w kamienne ramię wpasowana. Lewą trzyma wielką tarczę na której orzeł. Leżący u jego stóp Tatar jest tak dość jak u Thebesa wyrażony, tylko czapka chybiona, która w kamieniu nie na górze okrągła, lecz spiczasto się kończy. Pod tą piaskowcową statuą jest mała murowana krypta ze środkowym piętrem. W połowie w stronę wieczora [zachodu] stoi pojemnik, w którym leżą kości księcia Henryka II. Jest to mała drewniana wygięta trumna, która w wysokości jeden łokieć i w szerokości trzy czwarte wynosi. Miecz tego księcia jest przechowywany na ratuszu tutejszym w archiwum. Pewien jeleniogórski nauczyciel przeniósł go w 1720 w poczet świętych. (94)


(94) M. David Zeller Coll. II. przy Ewangel. Szkole przed Jelenią Górą, w Jeleniogórskich Osobliwościach 1 Cz. s. 24. pisze wyraźnie o Księciu Henryku II. Został Roku 1266. w poczet Świętych wpisany.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.