List 34. Z Wrocławia… (Samuel Benjamin Klose)

List trzydziesty czwarty opisuje okres bezkrólewia i spory o sukcesję po śmierci Henryka IV Prawego, objęcie władzy we Wrocławiu przez Henryka V Brzuchatego, jego konflikt z bratem Konradem Głogowskim oraz Bolkiem Świdnickim, a także tragiczną historię zdrady Lutka, uwięzienie księcia w żelaznej klatce, jego uwolnienie za cenę ogromnych strat terytorialnych i ostatecznie śmierć w 1296 roku.

——————————————————————————–

Strona 559

List Trzydziesty Czwarty. Wrocław, dnia 6 stycznia 1781.

Po śmierci Henryka IV niepewnym było, kto po nim w rządach nastąpić powinien. Powziął on wprawdzie podczas udręk i gwałtów, których od Księcia Bolesława z Legnicy doznał, gdy na zamku Wleń (Lähn) w więzieniu był, zbyt pospieszne postanowienie, by Królowi Rudolfowi Wrocławskie jako lenne państwo Rzeszy Niemieckiej oddać, bezspornie pod warunkiem, że Rudolf udzieli mu w wojnie przeciw Bolesławowi pomocy. Ponieważ Cesarz tego nie uczynił, zwrócił się on do Króla Czech Przemysła Ottokara II i zawarł z nim układ o dziedziczeniu, mocą którego Wrocławskie na Ottokara spaść miało, gdyby Henryk przed nim zmarł. Gdyby zaś stało się odwrotnie, Kłodzko miało do Henryka powrócić. Skoro tylko Książę Henryk IV zmarł, przekazał Król Rudolf Wrocławskie, jako opróżnione lenno Rzeszy, Królowi Wacławowi z Czech. Erfurt, 22 lipca 1290. Dalej potwierdził on układ, który Henryk z Królem Ottokarem z Czech zawarł. Erfurt, 25 września 1290. A dzień potem przekazał Król Rudolf jeszcze raz Królowi Wacławowi z Czech Wrocławskie do posiadania jako lenno Rzeszy. Erfurt, 26 września 1290. (Goldast. de regno Bohem. in App. Document. N. 21. Ebenb. Bedenken von der Succession in Böhmen, &c.

Strona 560

in Beilag. N. 14. Schles. Kriegsfaama T. III. S. 70. Balbin. Henel. Lünig. Du Mont Corps diplomat. Sommersb. Script. Sil. T. I. Diplom. N. CXXII — XXIV. Beschäftigungrn mit Breslau S. 60. f.) Aby o autentyczności tych dokumentów wątpić nie pozwolono, potwierdza toż samo Król Karol IV w roku 1348, 7 kwietnia. Lecz to przekazanie pozostało czczą ceremonią, albowiem ani Król Rudolf, ani Król Wacław nie uczynili najmniejszego poruszenia, by w rzeczywistości je w posiadanie wziąć. Nie mogą Państwo uwierzyć, co niemieccy Publicyści, szczególnie Goldast i Konring, i cała rzesza ich następców, za gmatwaninę w tej sprawie czynią. Twierdzą gorliwie: że Śląsk był niemieckim lennem Rzeszy, z głębokiej niewiedzy, że wówczas Wrocławskie stanowiło tylko małą część Śląska, i że Henrykowi IV nigdy nie wpadło do głowy, ani też nie miał prawa do tego, by cały Śląsk Królowi Rudolfowi jako lenno Rzeszy oddać. Dziwnym jest to, że Król Wacław przy tym tak całkiem bezczynnym pozostał; bo wojna z Polską nie mogła go chyba od tego powstrzymać. Domysł, że Margrabia Brandenburgii Otto Długi był przyczyną, dlaczego orężem nie wszedł w posiadanie Wrocławia, daje wprawdzie tej rzeczy pewien poblask, ale żadnego światła. Solignac potrafi tutaj, tak jak we wszystkich powikłanych sprawach, bardzo łatwo się wywinąć. Mówi on (Gesch. von Pol. S. 294.) Henryk sporządził testament, w którym Księcia Konrada

Strona 561

Konrada z Głogowa swoim następcą we Wrocławskim mianował. Było całkiem naturalnym, że ten Kuzyn Henryka przed obcym musiał dobra jego Domu odziedziczyć. Ale czy to Królowi Wacławowi tak całkiem naturalnie w oczy wpadać mogło, jest pytaniem, które nieodpowiedzianym zostawia. Pelzel rozciął ten węzeł w nieszczęśliwy sposób. Pisze on na serio: (Gesch. von Böhmen S. 145.) I tak przyniósł Wacław, zaraz na początku swego panowania — Wrocław i Kłodzko — jako lenno — do Korony. A przecież wiedzą Wrocławianie, którym to jednak powinno być znane, ani słowa o tym, by Królowi Wacławowi hołdowali. Musieliby oni przecież w swoim Archiwum, które od tamtych czasów całkiem nienaruszone od ognia lub jakiegoś innego przypadku pozostało, jakiś dokument zachować, a takiego nigdzie się nie znajduje, i też znaleźć nie można; jako że Król Wacław Wrocław i Kłodzko do Korony Czech jedynie w fantazji Pana Pelzela przyniósł. Było teraz jeszcze dwóch Książąt, którzy roszczenie do sukcesji po Henryku IV mieli; jeden przez swoje bliskie pokrewieństwo, drugi przez swoje zasługi. Bo jest wysoce nieprawdopodobnym, by Henryk w Testamencie swego następcę wyznaczył. Najstarszym świadkiem w tej sprawie jest ów bezimienny Kronikarz, (Chron. Princ. Pol. p. 46.) który wyraźnie zapewnia, że Henryk oświadczył się w tej kwestii tylko niejakim sposobem, nie w pełni jasno. Długosz, któremu to niejakim sposobem (aliqualiter) nie podobało się, ponieważ on w swojej Historii chętnie

Strona 562

chętnie z pewnością pisze, zapewnia, (Lib. VII. p. 855.) że Henryk Księcia Konrada z Głogowa w Testamencie na swego następcę we Wrocławskim mianuje. Tego jego zdania jest większość polskich i śląskich dziejopisów. Franc. Faber Origin. Vratisl. Pol. Bresl. Annal. S. 108. Henel. Annal. Sil. p. 264. Sommersb. T. I. p. 278. 331. Cureus (Annal. Sil. p. 87.) pisze z wielkim zastanowieniem i ostrożnością: jak się sądzi; a Thebes (Lign. Jahrb. S. 115.) wątpi w to całkiem. Zachowanie Wrocławian jest całkowicie przeciwko temu podaniu. Nie wdaliby się oni pewnie w tak wielkie spory, które niemal w bunt by wybuchły, jedni z drugimi; (Anon. Chron. Princ. Pol. p. 46.) nie wybraliby oni niezawodnie Księcia Legnicy na swego Pana, gdyby Henryk IV swego następcę w Testamencie imiennie wyznaczył: zwłaszcza że Książę Konrad już u nich był. Nawet ta jego obecność pokazuje tylko, że on jako najbliższy dziedzic roszczenie do Wrocławskiego czynił. A jego pospieszny odwrót, skoro tylko Henryk we Wrocławiu przybył, dowodzi, że żadnego prawa przez ostatnią wolę Henryka IV do tego nie miał. Jest bardzo prawdopodobne, że Henryk IV z tego powodu nie oświadczył się zdecydowanie co do swego następcy, ponieważ nie chciał dać okazji do wojny, i też nikogo nie chciał zbyt blisko podejść; Księcia Konrada, jako najbliższego krewnego, Henryka zaś, jako tego,

Strona 563

który przez swoje kampanie w Polsce wokół niego i Wrocławia tak zasłużonym się stał. Wrocławianie odrzucili Księcia Konrada dlatego, ponieważ do waśni, niezgody i wojny zbyt wielką skłonność miał, i słowa swego nie dotrzymywał; Henryka zaś, (który nie tylko przez swoją cielesną wielkość i tuszę, stąd przydomek Gruby [Crassus] otrzymał; lecz szczególnie przez męstwo, prawość i prawdomówność wśród śląskich Książąt się wyróżniał). On wkroczył do Wrocławia w towarzystwie swoich rycerzy, którzy mu z Polski z Armią towarzyszyli, zbrojny. Zaraz przy objęciu rządów nad Wrocławskim dał Miastu najgodniejszy uwagi ze wszystkich ich przywilejów. Ogłosił w nim, że po Bogu przez Wrocławskich Obywateli i Stany Krajowe Księstwo i Panowanie otrzymał. Aby zatem dobrodziejstwa dobrodziejstwami odpłacić, potwierdził Miastu wraz ze złożonym Eide (przysięgą) wszystkie darowizny, dopuszczenia, Prawa i Wolności, które one od jego Kuzynów i Przodków otrzymały, te ogólne Prawa pierwszej Lokacji. A szczególnie Prawo Mili, że żadne Komory Kupieckie, żadne Kramy, żaden Piekarz, żaden Szewc, żaden Rzeźnik, żaden Karczmarz, żaden Rzemieślnik w obrębie jednej Mili ze szkodą dla Wrocławian być nie powinni, i odnowił i utwierdził Przysięgą wszystkie i każde im udzielone wolności. A żeby jego spadkobiercy, lub następcy tego jego potwierdzenia na szkodę Miasta nie mogli złamać, to

Strona 564

to zobowiązuje ich również Przysięgą do tegoż. Gdyby zaś przez niego, lub jego spadkobierców i następców z niewiedzy lub zapomnienia przywileje lub darowizny na szkodę Miasta udzielone zostały, to ogłasza je za nieważne i niebyłe z powodu swej złożonej Przysięgi. Wrocław, 22 lipca 1290. Oryginał został podczas Buntu przez wściekły Pospólstwo wraz z przywilejem Henryka IV podarty, przez Króla Zygmunta ale w jego Potwierdzeniu słowo w słowo włączony. (Archiu. Ciu. Wrat. Lib. M. Priu. F. 3) Wybrane miejsca z tego przywileju stoją u Franc. Fabr. Origin. Wrat. Pol. Bresl. Annal. S. 110. Henel. Breslogr. p. 39. Thebes Lign. Jahrb. S. 119. Sommersb. T. I. p. 332. Krótki czas potem potwierdził on także Wrocławskiemu Nowemu Miastu jego prawa i wolności, które mu Henryk Książę Śląska, Krakowa i Sandomierza udzielił, i zapewnił je, przy ich prawach i zwyczajach chronić i utrzymać. 9 sierpnia 1290. (Archiu. Ciuit. Wrat. A. 16. Lib. Priuil. F. 252. Schles. diplomat. Nebenstunden, 1 St. S. 62. f. gdzie ten dokument błędnie Henrykowi IV przypisany zostaje. Neue litter. Unterhalt. B. 2. S. 73.) Wkrótce po śmierci Henryka IV, który na łożu śmierci przy Sądzie Ostatecznym swego Następcę zaklinał, by wszystko co on Klasztorom i Kościołom zabrał, znowu przywrócił, oddał Książę Henryk V Klasztorowi NMP na Piasku tę część góry Ślęży i lasu według wyznaczonych granic Henryk I

Strona 565

Henryk I znowu. Iodoc. Chron. p. 20. By Miastu korzyść i zarazem bezpieczeństwo przed wrogimi atakami zapewnić, poprowadził on za wspólną radą wrocławskich Konsulów Oławę w inny rów, i doprowadził ją do Miasta. Dokument o tym zarządzeniu podpisany jest 23 stycznia 1291. (Sommersb. Script. Sil. T. I. p. 332.) Koniecznie musiały Młyny w starym rowie rozebrane zostać, a więc też te w Nowym Mieście, które do Klasztoru na Piasku należały. Dla zastąpienia tych rozebranych młynów została Klasztorowi połowa tych nad nowym rowem założonych przywłaszczona, jak też połowa rybołówstwa w tymże rowie. Zarazem zarządził Książę w wystawionym o tym dokumencie, że żadne inne młyny na szkodę tychże zbudowane być nie mają. Gdyby znaleziono w przyszłości jakieś dogodne miejsce, gdzie nad rowem młyn mógłby być założony; to powinien on Klasztorowi na Piasku do tego być udostępniony. Książę kazał o tym dokument wystawić. (Iodoc. Chron. p. 21.)

Książę Konrad z Głogowa, skoro sam nie mógł być Panem Wrocławskiego, nie chciał też Henryka w spokojnym posiadaniu tegoż zostawić; zaczął więc teraz swoje waśnie, które na rabunkach, nocnych napadach, uprowadzeniach, paleniu i pożodze polegały. Albowiem otwartej wojny z nim zacząć nie ważył się, ponieważ obawiał się jego przewagi. Thebes

Strona 566

Thebes mówi wprawdzie (Lign. Jahrb. S. 120.), że wojna między Konradem a Henrykiem o Księstwo Wrocławskie w roku 1291 ostro się toczyła, i że Konrad wiele miast i wsi uszkodził; ale dodaje też, przecież nie czyta się, by ani jedno jedyne Miasto zdobył, lub co innego wskórał. Zawarł on zaraz na początku sojusz z Księciem Bolkiem ze Świdnicy, który również Henrykowi jego szczęścia zazdrościł, by go albo pojmać, albo nawet zabić. Henryk, by tym pewniej ataki Konrada odeprzeć, gdyby ten z całą swą potęgą go napaść chciał, szukał również przyjaźni Bolka, który mu ją jednak drogo sprzedał, jako że Henryk mu za obietnicę udzielenia pomocy Jawor i Strzegom oddać musiał. Mocą tego zaprzysiężonego sojuszu zażądał on teraz od swego Brata obiecanej pomocy, by rabunki i spustoszenia, które Konrad w jego księstwach popełniał, powstrzymać. Lecz Bolko używał błahych wymówek, by jej nie dopełnić. Raz nie pozwalała mu na to jego choroba, raz niechęć żołnierzy, raz złe wietrzenie i niedogodna pora roku. Ponieważ Henryk sądził, że bez pomocy swego brata nie zdoła się obejść, więc doprowadził do drugiego spotkania z nim, by go tym prędzej i pewniej do decyzji skłonić. Tutaj wyznał Bolko otwarcie, że mu miasta, które od niego otrzymał, nie były wystarczające. Jeśli jego wsparcia żądał;

Strona 567

żądał; to musiał mu jeszcze więcej dać. To uczynił Henryk i podarował mu do poprzednich jeszcze Dzierżoniów (Reichenbach), Ząbkowice (Frankenstein) i Strzelin. I teraz przysiągł Bolko jeszcze raz sojusz, że go posiłkami, ile tylko zażąda, wspierać, ba sam we własnej osobie z nim w pole ruszyć chce. Lecz ten Przysięgę był tak samo mało jak pierwszą dotrzymać zdecydowany. Henryk nie był przez swoją szlachetną szczodrobliwość w stanie, przebiegłego, samolubnego i chciwego Księcia w szczerego, życzliwego i rzetelnie myślącego Brata przemienić. Thebes wierzy, że Bolkowi dzieje się krzywda, gdy się mówi, że on Henrykowi niesprawiedliwość wyrządził i go oszukał: i to z tego zaskakującego powodu: ponieważ Bolko do dziedzictwa Wrocławskiego był tak samo bliski, jak Henryk. Ale Henryk Wrocławskiego nie odziedziczył; jakże mógł więc Brat żądać, by się z nim nim dzielił? Także po tym, jak Thebes miejsce z owego bezimiennego kronikarza przytoczył, który przecież u niego w wielkim poważaniu stoi, w którym jawne niesprawiedliwości, które Bolko Henrykowi wyrządził, żywo opisane zostały; to konkluduje on następująco: Zostaję mimo to, co się tyczy Prawa Bolka, przy moich poprzednich myślach (Lign. Jahrb. S. 121.) To ci dopiero nazywa się Patriotyzm! Konrad, który tak mało pomocy od Bolka otrzymał, widział, że z nim połączony, nigdy swego zamiaru nie osiągnie, jako że Bolko tylko na to baczył, by Henrykowi znaczne Kraje

Strona 568

Kraje wydrzeć, i go również tylko zwodzić. Zostawił więc Bolka ze swego planu precz, zaprzestał na raz swych waśni, i szukał sobie innego narzędzia, przez które swą żądzę zemsty na Henryku nasycić by mógł. (Anon. Chron. Princ. Pol. p. 46. Dlugoss. L. VII. p. 861. Cur. Annal. Sil. p. 87. Pol. Bresl. Annal. S. 110.) Henryk wierzył teraz, że jest całkiem bezpieczny i spokojny przed swym wrogiem. Objeżdżał swoje miasta, i znajdował się w roku 1292 w Oleśnicy, gdzie Mikołajowi, Palatynowi Kalisza, swemu Gevatter (kumowi/chrzestnemu?), podarowane mu przez Henryka IV wsie Jankow, Swoyczicz i Kammenne we wrocławskim Okręgu (Weichbild) udzielił i potwierdził, mieszkańców tychże od wszelkich ciężarów, danin, fur dworskich itp. uwolnił, i te wsie na prawie niemieckim lokować pozwolił. 27 kwietnia. (Schles. diplom. Nebenst. 1 St. S. 50. f.) Podobnież sprzedał on Goswinowi, synowi byłego Sołtysa z Rataj (Ratayen) wsie Brzezinkę (Bresinken) i Totkar w Oleśnickim Okręgu, które 52 łany wynosiły, z pozwoleniem, by je na prawie niemieckim lokować. Dwa łany miał Kapelan i Kościół mieć, a dziesiąty [łan] Sołtys, któremu też trzeci Denar z Sądów, Karczma, Młyn, Ławy chlebowe i szewskie należały, jeśli wsie na ponad jedną milę od Miasta się rozciągały. Ponadto dał Sołtysowi i Mieszkańcom dziesięć lat wolności od wszelkich danin, służebności, itp. Po upływie tych lat jednak mieli ludzie z wspomnianych

Strona 569

wspomnianych wsi z każdego łanu cztery korce pszenicy, i tak samo wiele żyta i owsa, jak też cztery skojce srebra rocznie Księciu czynszować, podobnież Biskupowi z powodu dziesięciny snopowej każdego roku Jeden wiardunek płacić. Oleśnica, 1292. Piątek po Niedzieli Quasimodogeniti. (Sommersb. Script. Sil. T. III. Dipl. C X. p. 110.) Dalej podarował swojemu Rycerzowi Themo von Poserne, z powodu ważnych i wiernych służb, które mu od swej młodości aż do starości świadczył, w nagrodę wieś Bieniowice (Bynowicz) przy Legnicy wraz z Uberszarem (Vbirschart – nadmiar ziemi), jak też jego dzieciom i jego bratu Henczko jako lenno stale do posiadania. A by mieli tym doskonalsze prawo do posiadania tegoż, zapłacił Themo Księciu pięćdziesiąt Marek Srebra, a Henczko dwa i pół Marki rocznego czynszu ze swoich czterech i pół łanu we wsi Ciernie (Dornpusch) przy Legnicy, jak też w Piekarach (Beckar). Ponadto rzekł Książę im, że miodownik (qui procurat nostra mellificia) z łąk tego Dobra zwyczajowy czynsz temu Themo itd. uiszczać powinien; ale łąki pszczele i użytek z nich zachował sobie Książę. Tak długo jak Themo w służbach Księcia przy Dworze pozostanie, nie powinien mu żadnej innej służby świadczyć; gdyby jednak nie mógł być więcej przy Dworze; musi mu z jednym Koniem (dextrario – bojowym), tak jak inni lenni, do służby stawać. Wreszcie dał Themo, jego dzieciom i jego bratu Henczko pełną moc i wolność, wieś podarować, sprzedać, zamienić, lub na inny

Strona 570

inny dowolny użytek obrócić. Następnego dnia po Narodzeniu Maryi, 1292. (Arch. B. Cap. N. VI.) Wreszcie rozstrzygnął sprawę sporną między Klasztorem NMP na Piasku a spadkobiercami wsi Ratowice (Rathowa), którzy karczmę niedaleko od Kleinöls (Oleśniczka) założyli. Według jego wyroku musiała rozpoczęta karczma zostać usunięta, podobnież nie powinna nigdy inna między tą w Oleśniczce a wsią Ratowice zbudowana być. O czym kazał dokument wystawić. Temuż Klasztorowi na Piasku potwierdził on tegoż przez Księcia Henryka I udzielone darowizny, prawa i wolności, szczególnie zaś posiadanie góry Ślęży i Piasku, podobnież dziesięć Marek rocznego czynszu w mennicy wrocławskiej. Do czego dodał jeszcze pozwolenie, by ten Klasztor w książęcym lesie w Krauskowa (Chrząstowa?) wolno drzewo do budowania i palenia brać mógł. (Iodoc. Chron. p. 23.) Na prośbę Br. Gottschalka, Prepozyta od św. Ducha potwierdził on wszystkie wolności i łaski, które jego przodkowie Książęta Śląska, Szpitalowi św. Ducha w Nowym Mieście tutaj, jak też do niego należącym wsiom udzielili. Wrocław, 10 marca 1293. (Arch. Hosp. Spir. S.) By większą równość między Obywatelami stolic jego obu Księstw uczynić, i przez to w rządzeniu większą zgodność zaprowadzić, udzielił miastu Legnicy tych samych praw, których Wrocławianie we wszystkich kolektach, kontrybucjach, nakładach, miarach, taksach, sprawach spornych

Strona 571

spornych wielkich i małych w sądach używali. Legnica, 16 czerwca 1293. Takież same prawa dał też Złotoryi (Goldberg) 23 czerwca. (Thebes Lign. Jahrb. S. 121.)

Teraz wykonał Książę Konrad swój mściwy plan, który mu już od dawna po głowie chodził. Wiedzą Państwo, że w tym stuleciu na Śląsku i w Polsce stało się modą, że jeden Książę drugiego przez podstęp w swą moc brał. Henryk V został przez Henryka IV w ten sposób pojmany, tak jak ten wcześniej w towarzystwie swego ojca. Konrad powziął więc postanowienie, by Księcia Henryka V opanować, i szukał jednego z najbardziej zaufanych Radców tegoż Księcia do swoich zamiarów pociągnąć. Aby to osobliwe wydarzenie, które jako przyczynek do historii ludzkości uważane być może, z jego sprężynami i powodami zobaczyć, muszę Państwa wcześniej z Ojcem tego, którego Książę Konrad jako narzędzia użył, zapoznać. Pakosław, z rodu Abdank (Habdank), stał u Księcia Henryka V, gdy ten jeszcze w Legnicy swą siedzibę miał, jako jego zaufany Radca w łaskach. To przyspieszyło jego zgubę. Zabił on przez przypadek człowieka ze znamienitej rodziny. Krewni tegoż poskarżyli się u Księcia o to i zażądali sprawiedliwości. Ten kazał sprawcę zawołać, który fakt wyznał. Książę dał mu czas do namysłu, by to

Strona 572

by to dobrze rozważył. Uczynił to, i wrócił z tą samą odpowiedzią z powrotem. Skłonność jego Pana ku niemu szła tak daleko, że odprawił go jeszcze raz z rozkazem, by się ze swoimi przyjaciółmi o tym naradził. Henryk czynił sobie nadzieję, że go będzie mógł zachować. Po krótkim czasie pojawił się on znowu w orszaku swoich przyjaciół, i zarazem jego oskarżyciele. Ale także tym razem pozostał przy swoim dumnym, upartym sensie, bez najmniejszego bronienia się, lub usprawiedliwienia tego czynu przytoczenia, i ufał swemu Panu bardziej, niż mógł z racji jego miłości do sprawiedliwości oczekiwać. Rodzaj karnego postępowania był wówczas bez wszelkiego ceremoniału. Po tym jak Książę wyrok o nim rzekł: ponieważ ty po powtórnej radzie i namyśle własnymi ustami twą zbrodnię wyznajesz, jest słusznym, by ci się według zasługi sprawiedliwość stała; tak kazał go w mgnieniu oka po schodach zamkowych sprowadzić, i na placu zamkowym w obecności wszystkich dworzan głowę ściąć. Jego Syn, który ze łzami w oczach na tę tragiczną scenę patrzał, był wówczas akurat w tym wieku, (około dwudziestego roku) gdy afekty najsilniej siłę wyobraźni w ogień wprawiają, i serce do każdego śmiałego postanowienia uzdolnić mogą. Księciu nie wpadła wówczas myśl, że ten Lutko śmierć swego ojca pomścić by mógł. Ale jego rycerze, którzy mniej za tą rodziną, niż ich Pan, ujęci byli, i moralny charakter tego młodego człowieka chyba

Strona 573

chyba też lepiej znać mogli, przedstawili mu najusilniej niebezpieczeństwo, w którym by się znajdował, gdyby go w swojej służbie zatrzymał. Ta bardzo uzasadniona wątpliwość uczyniła Księcia uważnym. Kazał Lutka zawołać, i rzekł w obecności Baronów do niego: ty jesteś sam naocznym świadkiem zuchwałego zachowania twego ojca, przez co mnie zmusił, bym go stracić kazał. Teraz wybierz jedno z dwojga: zapomnij albo całkiem śmierć twego ojca, tak by żadna nienawiść, ani żądza zemsty w twoim sercu nie tliła; albo udaj się z naszej służby. Byś to dojrzałe rozważył, masz osiem tygodni czasu do namysłu. Po tym jak te upłynęły, przyszedł Lutko w towarzystwie swoich przyjaciół, rzucił się przed Księciem na kolana, i rzekł ze łzami w oczach: Łaskawy Panie, słyszałem i widziałem, jak mój ojciec sam się dobrowolnie o życie przyprawił; ślubuję, śmierci mego ojca ani słowami ani czynami nigdy w gniewie nie wspominać; i obiecuję najświęciej, Waszej Książęcej Mości wiernie służyć, z najpoddańszą prośbą, by zechcieli być moim łaskawym Panem. Henryk podał mu z płaczącymi oczami rękę, i podniósł go ze słowami: teraz ja chcę być twoim Ojcem! Sprawił mu zaraz pokaźne prezenty, zwrócił całkiem swe serce ku niemu, i używał go przy swych najtajniejszych interesach. A teraz niech Państwo zobaczą, jak Lutko tę książęcą wielkoduszność odpłacił. Książę Konrad posłał kilka lat po tym wydarzeniu potajemnie do

Strona 574

do niego posłańców i zarazem podarunki, przez co został poruszony, bez tego by jego Pan o tym się dowiedział, udać się do Głogowa. Tutaj został najprzyjaźniej przyjęty. Konrad obudził w nim wszystkie bolesne odczucia znowu, które przez egzekucję jego ojca w jego duszy były wzbudzone; przedstawił postępowanie Henryka wobec jego najwierniejszego Radcy z najczarniejszej strony, szukał [sposobu by] zranione serce syna do żądzy zemsty rozpalić, i dodał jeszcze największe obietnice wdzięczności i ważnych awansów, jeśli on jego życzenie zadowolić zechce. Lutko uległ tej pokusie, zapomniał wszelkich szlachetnych dowodów łaski swego Pana, i obiecał swego najlepszego Dobroczyńcę w moc jego najgorszego wroga wydać. Z tym postanowieniem wrócił znów do Wrocławia, i znalazł wkrótce sposobność by czarny czyn wykonać. Henryk był właśnie w łaźni blisko przy książęcym zamku na Ostrowie Tumskim (Dom), gdy Lutko w towarzystwie kilku uzbrojonych jeźdźców przeprawiał się przez Odrę. Słudzy Księcia stali akurat na brzegu, ujrzeli go, pobiegli spiesznie do swego Pana, i donieśli mu ten nadzwyczajny nadciągający orszak. Lecz Henryk rzekł im: by byli spokojni, Lutko był zawsze jego wiernym sługą, od niego nie ma się czego złego obawiać. Ledwie to wypowiedział, gdy na niego wpadł, by go opanować. Ludzie Księcia byli bez broni, starali się wprawdzie swego Pana ratować, ale nadaremnie. Jeden

Strona 575

Jeden rzucił się nawet na niego; lecz został zraniony i zabity. Tutaj wzięto Księcia, tak jak w łaźni był, 9 listopada 1293, wsadzono go na konia, narzucono mu lichy płaszcz, i pędzono z nim dzień i noc przez Sandwall (Santhwoth, Dlugoss. de Mich. Senduoith. Cromer.) gdzie Książę Konrad już z orszakiem zbrojnych na niego czekał. Tutaj przejął on swego więźnia, na którego już od dawna czyhał, i powiódł go do Głogowa. Ale nie zadowolił się tym, by go na swoim zamku, lub w wieży skutego trzymać. Jego twarde serce podało mu nieludzką myśl, ofiarę swej mściwości w najstraszliwszy sposób dręczyć. Kazał drewnianą skrzynię ze wszystkich stron żelazem okuć; (ciasną żelazną beczkę mówi Długosz, tak samo Matth. v. Michow i Cromer; żelazną klatkę pisze Cureus i od niego Henel; Polius ma ciasną krótką beczkę lub klatkę żelazem okutą. Thebes uważa za bajkę owo o klatce.) w tę został Henryk wtrącony. Była tak ciasna i niska, że Książę w niej ani wyprostowany stać, ani na długość leżeć, ani z biedy siedzieć nie mógł. Na tejże znajdowały się dwa otwory z mocnymi żelaznymi kratami zabezpieczone; przez górny czerpał powietrze i dostawał jedzenie i picie, przez dolny mógł się z wydzielin natury oczyszczać. W tym straszliwym więzieniu trwał sześć miesięcy. Schiffus jest

Strona 576

jest jedynym, który Księciu nie dowierza, że tak długo mógł wytrzymać, każe mu więc tylko Jeden Miesiąc w niej zostać. Ponieważ Henryk bez swobodnego ruchu ściśnięty leżeć musiał, zostało jego ciało przez nieczystość, zgniliznę i robactwo tak zaatakowane, że widział się zmuszonym, by nie zgnić w niej całkiem, i grobu swego [w niej] nie znaleźć, na najtwardsze warunki Konrada przystać. (Anon. Chron. Princ. Pol. p. 47. Dlugoss. L. VII. p. 868. Matth. de Mich. L. III. C. 54. p. 128. Cromer. L. X. p. 574. Franc. Fab. Origin. Wratisl. ad a. 1293. Cur. Annal. Sil. p. 88. Pol. Bresl. Annal. S. 113. Henel. Annal. Siles. p. 265. Schiffus Schles. Chron. B. II. S. 38. Hank Siles. indigen. erud. C. IX. p. 61—63. Thebes. Lign. Jahrb. S. 127. Lucä Schles. Chron. S. 1276.) Można by może wierzyć, że lepiej by postąpił, gdyby zaraz na początku, zanim jeszcze w tę obrzydliwą beczkę wsadzony został, lub przynajmniej w pierwszym miesiącu swej niewoli, na wszystkie żądania swego wroga przystał. Lecz czyż nie miał prawa, właśnie tego od swoich ukochanych Wrocławian oczekiwać, co Henryk IV uczynił? Lub czyż mógł swe dobre serce bratu powierzyć, że on też nie najmniejszego poruszenia nie zrobi, by go z okrutnej niewoli uwolnić? Ku czci ludzkości trzeba wyznać, że Historia badacza prawdy tutaj całkiem w ciemności zostawia. Ówczesne położenie rzeczy jest nam zbyt mało lub gar nie znane,

Strona 577

znane, niż żeby ważyć się, na te pytania zdecydowanie odpowiadać. Domysłami nie jest Państwu służone. Ale godne uwagi jest, że też żaden dziejopis na tę wątpliwość nie wpadł. Jadą wszyscy tak gładko po tym, jak gdyby to była utarta droga. Ile Konrad na początku od Henryka żądał, można z tego wnosić, co on mu na końcu dać musiał. W ugodzie, którą z Księciem Głogowa zawarł, zostają miasta i zamki wymienione, które on temu jako ofiarę za swą wolność odstąpił. Są to: Chojnów (Haynaw), Bolesławiec (Bunzlaw), Goswinowice (Goswinsdorf), Nowogrodziec (Nuwenburg/Naumburg), Syców (Wartemberg), Uraz (Auras), Trzebnica, Milicz, Sądowel (Sandewalde), Oleśnica (Oels) Miasto i Dom, (Schloß) Bierutów (Bernstadt) Namysłów (Namczlau), Miasto i Dom, Wołczyn (Cunzinstadt), Kluczbork (Kruzeburk), Byczyna (Bytschin), Landsberg (Landesberch), Miasto i Dom, Świerzawa (Swirschow), Rychtal (Reichental), Miasto i Dom, wreszcie Dom Bolesławiec (Bonizlaw) przy Byczynie. Oprócz tych musiał mu trzydzieści tysięcy Marek pośrodku mostu przy Legnicy (supra flumen Czarna, qui Legniczam circum fluit — Dlugoss. Na moście, gdzie woda Czarna płynie — Pol. Thebes nazywa ją Czarną Wodą) wypłacić. Z dokumentu ugody można rycerzy poznać, którzy Księcia Henryka z łaźni z Wrocławia do Sandwall uprowadzili. Udziela im w niej przebaczenia i wolnego odejścia następującymi słowami. Dajemy też naszą łaskę i naszą przyjaźń Panu Boguszowi z Wisenburk

Strona 578

Wisenburk i jego Przyjaciołom, i Lutkowi Pana Pacoslawa synowi i jego braciom i wszystkim ich Przyjaciołom i Panu Jeschenowi z Psiley, i Lodwigowi Pisarzowi, i wszystkim tym, których my o nasze Więzienie i o naszą Wojnę podejrzewaliśmy, że oni naszą łaskę mają i dobra swoje mogą sprzedać lub zamienić, — i wszyscy, którzy dobra chcą sprzedać, lub zamienić, czy są Rycerzami czy Knechtami czy Mieszczanami i chcą do naszego Kuzyna jechać, tych nie będziemy żadną rzeczą powstrzymywać, to ślubujemy z dziesięcioma Rycerzami. Widać z tego, że dobry Książę całkiem zdrajcami otoczony był, i że w tych okolicznościach nieuchronnie ofiarą żądzy zemsty Konrada zostać musiał. Po niewoli miał on nowych dworzan i radców, jak to podpisy świadków w dokumentach dowodzą. Bo w tych z 1296 nie pojawia się żaden Henczko z Wisenburga, żaden Nenker Palatyn Wrocławia, żaden Pacosław, żaden Schambor ze Schiltbergu, żaden Magister Ludwig Protonotariusz, żaden Friczko Notariusz, jak w listach z 1290 do 1293. W tym dokumencie ugody, w którym też Henryk ślubuje, swojemu Kuzynowi Księciu Głogowa, gdyby go ktoś napastował, ze stoma okrytymi końmi pomagać, występuje wprawdzie wśród pięćdziesięciu Rycerzy, którzy się jako poręczyciele podpisali, także Pacosław z Turcz, ale ten nie może być chyba z Domu Legnickiego, lecz jest prawdopodobnie z rodziny tego Pakosława, którego w wielu listach Henryka IV jako świadka

Strona 579

świadka wymienionego się znajduje. (Sommersb. T. I. Dipl. CXXI. p. 889—891.) Ten dokument pojednania i wyrównania jest podpisany 1294 w dzień św. Jana Ewangelisty. Dziewiąty kwietnia tego roku jest zwykle przez dziejopisów dniem podawanym, w którym Henryk V swoją wolność znowu odzyskał. Podczas tych godnych uwagi scen kontynuowano budowę górnego i dolnego kościoła św. Krzyża na Ostrowie Tumskim, które 1295 ukończono i oba 14 września przez Biskupa Jana Romkę poświęcone zostały. (Pol. Bresl. Annal. S. 114.) Aby ten kościół zaraz na początku do wielkiego wzięcia dojść mógł, zaopatrzono się już rok wcześniej w listy odpustowe. Leży teraz właśnie jeden przede mną, który Kardynałowie Stephan (Opidensis), Perron (Larmensis), Daniel (Laquedoniensis), Jakob (Treuentinus) i Cyprian (Vouensis) wydali, w którym wszystkim tym, którzy jako prawdziwie pokutujący nowo zbudowany kościół kolegiacki św. Krzyża w Piotra i Pawła, jak też w pozostałe święta Apostołów i w Oktawy tychże, również w piątki odwiedzą, lub tam pielgrzymować będą, czterdziestodniowy odpust udzielają. List jest podpisany w Aquilei 1294 w pierwszym roku rządów Papieża Celestyna V. (Arch. B. Cap. B. C.) Książę Henryk V po tych ciężkich cierpieniach swego więzienia nigdy już nie wyzdrowiał; lecz pozostał stale chorowitym. Już na początku lutego 1296 leżał na swoim zamku w Legnicy chory. Podarował za zgodą swoich Książąt

Strona 580

Książąt Bolesława i Henryka, jak też swej Małżonki Elżbiety, córki Księcia Bolesława z Kalisza, ku zbawieniu duszy swojej, ich i swych przodków, swej ukochanej córce Annie w Klasztorze św. Klary tutaj jak też temu Klasztorowi, wieś Wilczkowice (Wilschowicz) przy Jordanowie, którą za swoje pieniądze kupił, ze wszystkimi czynszami, sołectwem i prawem patronatu, lecz z zastrzeżeniem Sądu Wyższego dla siebie i swoich następców. W tym dokumencie darowizny wskazuje on zarazem: że On, jego Małżonka i Dzieci w Klasztorze św. Klary swoje miejsce pochówku wybrali. Duchowne Panny miały nad tymi grobami w każdym tygodniu modlić się, podobnież miała na tych książęcych grobach w dzień i w nocy stale świeca woskowa płonąć. Do czego jeszcze dodaje, że skoro tylko z tej choroby wyzdrowieje i do Wrocławia przybędzie, to tę darowiznę w obecności swoich Baronów i Wrocławskich Obywateli, dla większej pewności i pewności przez nowy dokument potwierdzić chce. Gdyby zaś w tym czasie zmarł, to ma ona mimo to zachować swą całą moc. Legnica, na zamku, 4 lutego 1296. (Sommersb. T. I. Dipl. XXXV. p. 942.) Krótko przed swą śmiercią dał swemu Marszałkowi Welwano z Prowin, jak też swoim braciom, za te osiemdziesiąt Marek Srebra, które im był winien, sołectwo w Jaksonowie (Jakobsdorf); podobnież rybołówstwo na Odrze, od Mostu, który jest naprzeciw św. Wincentego, aż do

Strona 581

(Rycina pieczęci Henryka V) (Opis pieczęci: Okrągła pieczęć konna. W polu środkowym książę w pełnej zbroi stojący pod gotyckim łukiem z wieżami po bokach, trzymający w prawej ręce miecz, a w lewej tarczę z orłem śląskim (z półksiężycem/przepaską). Nad wieżami dmą w rogi aniołowie lub postacie alegoryczne. W otoku napis: + S . HENRICI . QVINTI . DEI . GRA . DUCIS . SLE . DNI . WRATIZLAVIE . ET . DE . LIGNITZ (Pieczęć Henryka Piątego z Bożej Łaski Księcia Śląska Pana Wrocławia i Legnicy). Poniżej mniejsza pieczęć (Secretum) z orłem śląskim i napisem: + S . HENRICI . DVC . SLE . Data pod ryciną: 1296.)

do miejsca gdzie ramię rzeki znowu do Odry wpada. Legnica, Wtorek przed Katedrą św. Piotra (Arch. M. S. Vinc. N. V. 81.) Jeszcze na łożu śmierci dręczył go jego Brat Bolko swą chciwością. Henryk kazał go, gdy widział swój koniec zbliżający się, do siebie poprosić, i całkiem w zaufaniu do niego rzekł: Najdroższy Bracie, tyś mi wprawdzie wiele przeciwności zgotował, ale ja wybaczam ci wszystko z całego serca, przyjmij tylko moje dzieci, i troszcz się wiernie o nie. Tak, odrzekł Bolko, to chcę chętnie uczynić, jeśli mi dasz Zamek Sobótka (). Zamek Sobótka mówią starzy pisarze, którzy się tu bardzo dokładnie wyrażają, także Henel w Breslogr. p. 39. ma arx Zottenberga; tylko w Breslogr. Renou. Mst. poprawił to za Balhornem i oppidum Zobten postawił. Sommersberg pisze wręcz; Henryk miał Bolkowi Górę Ślężę dać (Sabothum quoque montem Tab. geneal. Duc. Siles. p. 31. i prowadzi tenże błąd dalej an. Vorher S. 8.) miał on poprawnie Zobtenam arcem postawione. Tyle że Henryk Zamku Sobótka nie mógł podarować, bo ten należał wówczas, tak jak teraz, do Klasztoru NMP na Piasku we Wrocławiu, jak to Państwo z wyżej przytoczonych dyplomatycznych wiadomości widzieli. Henryk wpadł o to w gniew i rzekł: tyś mi w moim życiu chyba jeszcze nie dość złego wyrządził; chcesz ty także jeszcze mnie i moje Dzieci

Strona 582

Dzieci skrzywdzić? Bolko poszedł w tej chwili, bez dania jakiejś odpowiedzi, precz. Stojący wokół niego rycerze, lenni i Obywatele (Wrocławscy mówi Długosz) przedstawili hierauf (na to) Księciu, że niebezpieczeństwo śmierci [jest], i Książęta bez pomocnika i doradcy będą, jeśli nie będą mieli Księcia Bolka za opiekuna, który by ich przed wrogami chronić i bronić mógł; więc byłoby chyba roztropniej, coś małego poświęcić, niż potem wielkie stracić. Henryk posłał więc zaraz znów po swego Brata, przyznał mu to, czego żądał i rzekł: Ja daję ci moje dzieci na twoją duszę! Patrz tutaj Baronowie, Rycerze, Lenni i Obywatele! Tutaj masz moją pieczęć: zostawiam wszystko twojemu sumieniu. Bolko przejął tu op opiekę, a Henryk zmarł trzeciego dnia potem, 22 lutego 1296. (Anon. Chron. Princ. Pol. p. 47. Dlugoss. L. VIII. p. 886. Matth. de Mich. L. IV. C. 3. p. 135. Cromer. L. X. p. 574. Cur. Annal. Siles. p. 88. Henel. Annal. Siles. p. 266. Pol. Bresl. Annal. S. 115. Mortilog. S. Clarae. Sommersberg Tom. I. p. 332. Franc. Faber Origin. Wratisl. kładzie w Marcu. Różne opinie o roku jego śmierci i dniu zebrał Thebes Lign. Jahrb. S. 130., gdzie też jego wizerunek w miedzi sztychowany się znajduje.) Tylko jeden jedyny dziejopis objaśnił, gdzie on zmarł. Schickfus Schles. Chron. B. II. S. 39.

Strona 583

S. 39. Z porównania obu ostatnich dokumentów jest w oczy wpadająco pewne, że na zamku w Legnicy życie zakończył. Stamtąd został do Wrocławia powieziony i w kościele klasztornym św. Klary, tak jak to w swojej ostatniej Woli zarządził, pogrzebany. Jego popiołów nie kryje żaden Pomnik. Henryk nie miał wierniejszych poddanych jak Wrocławianie, a Wrocław nie miał wdzięczniejszego Księcia, jak Henryka V.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.